Jak pokochać siebie ?

Jak pokochać siebie ?

Miłość własna to podstawa egzystowania każdego dojrzałego emocjonalnie człowieka. Nie da się bez niej zdrowo funkcjonować, ciężko jest tworzyć związki i odnosić sukcesy. Co jednak gdy nie ofiarowano nam tego daru w dzieciństwie i musimy nadrobić braki w dorosłym życiu ? Jak nie wracać ciągle do punktu wyjścia gdy wydaje nam się, że już się udało ale jednak tak nie jest ? Mówiłam wam, że ja wyobrażam sobie miłość własną jako taki dzban w naszym sercu, który niestety jest pęknięty. Naszą rolą jest naprawić dziurę i napełnić go najcenniejszym. Tylko jak to zrobić ?

Do niedawna mnie samej wydawało się, że udało mi się wszystko połatać i powoli pracuję nad tym. Jednak po czasie okazało się, że dzban może połatany ale nie do końca szczelnie. Dlatego musiałam znowu przeanalizować cały proces i już teraz wiem, gdzie w tym wszystkim pojawia się błąd. Postaram się wam dziś opowiedzieć o najtrudniejszym… o łataniu naczynia. Jak to zrobić skutecznie i tak aby nie przeciekało ? Dodam tylko, że to zadanie pracochłonne i długotrwałe ale zapewniam was, że nagroda na końcu jest tego warta.

 

Rodzice

 

Powiecie znowu ? Niestety cokolwiek by nie mówić tam to się wszystko zaczyna. Niektórzy rodzice zostawią większe, a inni mniejsze traumy. Możemy wyjść z domu rodzinnego z mniej lub bardziej pękniętym dzbanem. Niektórzy będą mieli tylko drobne szczeliny, a inni zostaną z rozrzuconymi łupinami gdzie choć na chwilę ciężko jest cokolwiek złapać.

 

Nie zawsze to co robią nam rodzice jest takie przypadkowe i nieumyślne. Czasem zdarzają się rzeczy wyjątkowo trudne jak alkoholizm, molestowanie czy jawna przemoc emocjonalna. Jednak w większości przypadków mam do czynienia po prostu z nieczułością, brakiem uwagi, wyzwiskami czy innymi typowymi przewinami rodziców.

 

Kiedyś porównałam więź pomiędzy rodzicami, a dzieckiem do syndromu sztokholmskiego. Jak się później okazało porównanie to nie było nadużyciem albowiem naukowcy doszukują się źródeł tego syndromu właśnie w relacjach rodzinnych. Jak, więc budować siebie gdy kochamy tak naprawdę oprawcę ? Przestać kochać ? Zerwać kontakty?

 

Akceptacja

 

Rodzicami zajmiemy się za chwilę bo proces jest dość złożony. Pierwszym etapem na naszej drodze jest zaakceptowanie straty. Musimy w sposób rzetelny i szczery zaakceptować stratę bezwarunkowej miłości. Niestety jest to jeden z najtrudniejszych elementów.

Oczywiście możecie usiąść i powiedzieć JUŻ udając, że to się wydarzyło ale nasza podświadomość będzie wiedziała swoje. Tam  w środku będzie jednak w nas to malutkie dziecko, które na każdy przejaw zainteresowania będzie podskakiwało z radości. To dziecko będzie niczym głód żebraka i będzie cieszyć się, że może w końcu…, że może no właśnie.

 

Pamiętacie cytat z książki, o której pisałam niedawno ?

 

Jestem kameleonem, Mamo. Sprzedaję się temu, kto mnie wylicytuje za największą dawkę miłości. Jeśli daje mi jej wystarczająco dużo, mogę stać się kimkolwiek on zechce. Wystarczy, że obieca mi oddanie, a ja blokuje wszelkie instynkty każące mi stać się człowiekiem, którym sama pragnę być, i mówić to, co sama pragnę mówić. Ponieważ jeśli pokaże mu swoje prawdziwe ja, jeśli się postawię i powiem „nie”, istnieje zagrożenie, że mnie zostawi (…).”

 

Ten cytat idealnie obrazuje jak steruje nami żądza bezwarunkowej miłości, jak w przypadku spotkania z kimś wewnętrzne dziecko przejmuje nad nami kontrolę. Możemy się zarzekać, zaklinać, że pogodziliśmy się ze stratą ale to wszystko będzie gówno prawdą bo aby doprowadzić do akceptacji trzeba dwóch elementów.

 

Samokontrola i przytulenie

 

Wiesz już o tym, że pędzisz przez życie próbując nadrabiać stratę czegoś w twojej ocenie cudownego. Na poziomie świadomym jesteś z tą stratą ZEN. Może przerobiłeś to w ramach terapii, może przedyskutowałeś ze wszystkimi dookoła. Jesteś pewien, że nic złego się nie wydarzy, a jednak z perspektywy miłosnych uniesień musisz się zachowywać jak uzależnieniowiec na odwyku. Musisz bacznie obserwować swoje poczynania z bliską osobą i strać się pamiętać aby nie pędzić za samą wizja uczucia ale budować relację z prawdziwym człowiekiem.

 

Jeśli ktoś okazuje ci zainteresowanie, a ty wiesz po pięciu dniach, że kochasz to wiedz, że to uzależnienie. Ok dobra… zdarzają się cuda jak szczęśliwe miłości od pierwszego wejrzenia … ale to są tylko wyjątki potwierdzające regułę. Nie udawaj przed sobą, bądź szczery to wątpliwe abyś właśnie stał w obliczu cudu idealnej miłości.

 

Gdy twoje wewnętrzne dziecko popycha cię w kierunku potencjalnego partnera po więcej „miłości”, gdy odzywa się strach przed odrzuceniem i nieuzasadnione lęki gdy partner okazuje ci jej „zbyt mało” proszę weź swoje dziecko za rękę, porozmawiaj z nim, a na końcu przytul.

 

Ty jesteś źródłem

 

Powiesz mi, ze oszalałam. Masz … przytulać jakieś wirtualne dziecko, w ogóle o co chodzi ? Mam jednak dla ciebie radę, kup lub pożycz kolorowe kredki, ołówek i blok rysowniczy. Znajdź chwilę spokoju i usiądź z otwartą głową. Teraz wedle wyboru ołówkiem lub kredkami narysuj na kartce dziecko. Nie ważne, że nie masz talentu, uwierz mi nie taki jest cel ćwiczenia.

 

Gdy skończysz powieś kartkę w widocznym miejscu. To jest Twoje wewnętrzne dziecko. Wiesz już jak ono wygląda. Gdy poczujesz się bezwartościowy… gdy ogarnie cię smutek, depresja… gdy poczujesz, że tak bardzo pragniesz być kochany, że zaraz eksplodujesz podejdź do obrazka i powiedz małej „Basi” (użyj swojego imienia), że ją kochasz. Powiedz Basi, że jest cudowna, fantastyczna i stać ją na wszystko. Mów małej Basi same miłe rzeczy. Wyobrażaj sobie małą Basię w głowie i to jak ją przytulasz i gładzisz po głowie.

 

Nawet jeśli nie masz pod ręką kartki z rysunkiem możesz nadal rozmawiać i uspokajać swoje dziecko. Spróbuj na przykład gdy się bardzo mocno czegoś boisz i nie do końca rozumiesz czego, wtedy porozmawiaj ze swoim dzieckiem. Powiedz mu, że rozumiesz, że może się bać i oczywiście uznajesz jego prawo do strachu ale zapewnij też Basię, że ty będziesz razem z nią i zapewnisz jej bezpieczeństwo. Jestem prawie pewna, że po rozmowie z waszym dzieckiem poziom strachu może nie zniknie ale znacząco zmaleje.

 

Bo prawda jest taka, że akceptując możesz zrozumieć, że tylko ty sam możesz stać się źródłem bezwarunkowej miłości dla samego siebie. Nie ma innego, to jest największy dar, który ty może ofiarować samemu sobie.

 

Jeśli masz swoje zdjęcie (najlepiej indywidualne) z czasów kiedy miałeś 7-8 lat, powieś je na widocznym miejscu, dokładnie obok obrazka. Staraj się z nim rozmawiać codziennie. Nie ignoruj go i tłumacz mu, że jest kochane i bezpieczne, a ty zawsze będziesz o nim pamiętał. Mów mu dokładnie te rzeczy, które ty chciałbyś usłyszeć od rodziców w dzieciństwie. Po jakimś czasie fajnie by było abyś znowu zaopatrzony w blok i kredki wykonał kolejny rysunek. Ważne aby rysunki wykonywać instynktownie. Czasem porównanie dwóch rysunków sprzed kilku miesięcy pokazuje jak twoje wewnętrzne dziecko rozkwita i jak skleja się twoje wewnętrzne naczynie.

 

Niestety jest w tym wszystkim mały haczyk… to proces długotrwały i nic nie wydarzy się w ciągu tygodnia, czy dwóch. Twoje dziecko nie zniknie nigdy, ciągle tam będzie ale im bardziej się go nauczysz tym mniejszą będzie miało potrzebę aby się pokazywać. Nie będzie już manifestowało wilczego głodu miłości, a ty będziesz mógł tworzyć prawdziwe relacje i będziesz sygnalizował otwarcie i zauważał swoje potrzeby bez obawy o odrzucenie.

 

Rodzice

 

Znowu wracamy do początku ale bez względu na to czy żyją, czy już umarli jesteś z nimi związani. To oni stanowią ten punkt zagrożenia w całym procesie. Często ludzie w trakcie terapii starają się wyrzucić z siebie negatywne emocje, starają się zrozumieć swoją krzywdę, narasta w nich złość na rodziców i odrzucenie.

 

Terapia lub samorozwój uczy nas uznawania krzywd, pozwala na wyrzucenie z siebie negatywnych emocji, pozwala na złość i zrozumienie tego, że przyczyną naszych niepowodzeń jest to, że zawiedli nas ludzie, którzy powinni ofiarować nam miłość.

 

Wydawałoby się, że nazwanie rzeczy po imieniu i cała złość powinna popchnąć nas do przodu ale często daje to tylko złudną poprawę. Długo tego nie rozumiałam. Co ciekawe każda dalsza praca nad sobą przywodzi tylko kolejną falę złości. Przestajemy ciągle zaprzeczać temu co się stało. Gdy zaczynamy rozumieć przestajemy w końcu tłumaczyć rodziców. Dochodzimy do przekonania, że nie interesuje nas ich trudne dzieciństwo, bo skoro my możemy pracować nad sobą… oni też mogli.

 

Czasem gdy poziom krzywd jest wysoki zaczynamy ich nawet nienawidzić. Powiecie jakie to ma znaczenie ? Dlaczego złość czy negatywne emocje do rodziców mają wpływ na naszą miłość własną ?

 

Miłosna schizofrenia

 

Czegokolwiek byś nie zrobił, cokolwiek nie powiesz zawsze będziesz kochać rodziców. Nic tego nie zmieni. W twoim sercu, w twojej duszy to uczucie będzie, nawet jeśli będziesz ich nienawidził.

 

Bardzo często negatywne emocje do rodziców podsycają naszą chęć „rozprawienia się z nimi”. Wszelkie dyskusje z rodzicami (o ile żyją) mają prowadzić z reguły do uzdrowienia relacji. Uzmysłowienia im rodzaju krzywd. Tylko prawda jest jednak taka, że wcale nie chodzi nam o jakiekolwiek racjonalne rozmowy. Nasza dusza aż krzyczy o tą rodzicielską miłość.

 

To nie chodzi o to aby patrzeć na siebie przyjemnie przy rodzinnym obiadku. My jesteśmy źli, wkurzeni i chcemy działać. Chcemy ich naprawić, chcemy aby nas w końcu pokochali tak jak powinni !

 

Tylko oni nie pokochają … i nic się nie zmieni, a my zmarnujemy tylko czas i energię, no i nie pójdziemy do przodu. Możemy się spierać, możemy się oszukiwać, że będziemy tymi wyjątkami, którym się uda … ale w mojej ocenie nie ma sensu.

 

Krew z krwi

 

Jesteś dzieckiem swoich rodziców, sorry to znowu fakt niezaprzeczalny. Prawdopodobnie masz podobny nos do matki, oczy po babci i takie tam… Jeśli odrzucisz swoich rodziców, jeśli ugrzęźniesz w nienawiści czy złości do nich to nigdy nie pokochasz siebie.

 

Oni to Ty i doskonale o tym wiesz. Pewnie nie raz złapałeś w lustrze swoje odbicie i pomyślałeś, że przypominasz znienawidzonego ojca, czy matkę. Na sam fakt tego, że mógłbyś być podobny aż Cię wzdryga. Robisz wszystko aby być lepszy, lepszym ojcem, matką osobą. Pewnie ci się to udaje… tylko nawet sobie nie zdajesz sprawy ale ciągle jesteś na siebie zły i siebie nienawidzisz… bo nienawidzisz tego co jest twoją częścią.

 

Rodzice dali Ci życie, jesteś zlepkiem ich DNA… masz ich cechy, zachowania, mimikę. Nawet jeśli zrobisz sobie operację plastyczną to w żaden sposób nie zmieni tego, że oni są Twoją częścią. To kim jesteś, jaki jesteś zawdzięczasz im, to oni dali ci życie.

 

Przebaczyć ?

 

Kiedyś zapytałam pewnego terapeutę, czy to oznacza, że należy rodzicom przebaczyć ? W końcu wszystkie mądre amerykańskie i polskie książki wyraźnie zaznaczają, że przebaczenie nie ma wpływu na powodzenie lub nie procesu terapeutycznego.

 

Na co ten terapeuta odpowiedział mi, że przebaczenie nie ma z tym nic wspólnego, bo przebaczenie stawia nas w pozycji nadrzędnej w stosunku do oprawcy, a w tym wszystkim po raz kolejny chodzi o akceptację.

 

Nawet jeśli dogadasz się ze swoim wewnętrznym dzieckiem, nawet jeśli zrobisz wszystko jak trzeba nie połatasz swojego naczynia dopóki nie staniesz twarzą w twarz ze swoimi rodzicami i nie zrozumiesz, że musisz ich zaakceptować.

 

Mówię tu oczywiście o mentalnej akceptacji, tak naprawdę oni wcale nie muszą żyć i nie zobowiązuje cię to do utrzymywania z nimi dobrych relacji. Musisz jednak zacząć na nich patrzeć tak jak na siebie i musisz porzucić jakąkolwiek nadzieję na to, że oni mogą ofiarować ci zagubioną w dzieciństwie miłość bezwarunkową.

 

Dopóki nie zaakceptujesz rodziców jako dawców swojego życia nie będziesz mógł trwale i skutecznie pokochać siebie.

 

Zła wiadomość jest taka, że to co opisałam powyżej to dopiero dwa pierwsze etapy, a dobra jest taka, że to są najtrudniejsze etapy.

 

Na pewno będę kontynuować ten temat.

 

Ehdi

 

źródło zdjęcia 

Świat według Ehdi

#miłość#MIŁOŚĆ WŁASNA
Written by Ehdi Mars
  • http://krasnoludkiprzysterach.pl Hai Le

    Ewa Cyzyman-Bany powiedziała w jednym ze swoich wykładów coś co mnie bardzo uderzyło, w sensie trzepło. Że jakkolwiek kochali nas nasi rodzice, kochali nas wystarczająco, bo inaczej nie byłoby nas teraz na świecie. (Zresztą ona zawsze mówi coś takiego, co uzdrawia moją relację z rzeczywistością).

    I ja kiedyś robiłam ćwiczenie z wewnętrznym dzieckiem, ale posługując się medytacjami Ewy Foley i swoim zdjęciem w wieku lat 6, nigdy się nie rysowałam.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Polecam rysowanie szczególnie takie intuicyjne bo to czasem bardzo wiele pokazuje. Oglądałam kiedyś obrazki robione na różnych etapach pracy przez różne osoby i naprawdę widać było zmiany. To rysowanie ma również znaczenie terapeutyczne i pokazuje też czy to robimy działa. Polecam w każdym razie, wolę rysowanie od fotografii na pierwszym etapie.

    • http://annakobieta.blog.onet.pl/ Anna “Świat Według Kobiet” Blo

      Nie zgadza sie z tym , że jakkolwiek nas kochali , to kochali nas wystarczająco…….Za tym jakkolwiek kryje sie nie kochanie. Mogłoby mnie nie być jeśli mam być taka jaka jestem ….Okaleczona przez nich i pozwalająca okaleczać się innym też przez nich i okaleczająca innych również przez nich . Wolałabym nie być…..

      • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

        Anna to jest dokładnie to samo co ja kiedyś powiedziałam i byłam przekonana o swojej racji. Tu nawet nie chodzi o słowa „kochali wystarczająco” bo nie kochali i dla mnie jest to jasne. Tylko bardziej chodzi o kwestię „mogłabym nie być jeśli mam być jaka jestem” – to jest akurat błędne koło. Ja żyłam w takim przekonaniu bardzo długo, uważałam że mam prawo być zła i ja się „na świat nie prosiłam”. Tylko, że my żyjemy tu i teraz i nic tego nie zmieni. Jeśli chcemy wyjść z traum, pokochać siebie i być szczęśliwymi to musimy zaakceptować ten dar życia ze wszystkimi konsekwencjami. Niestety nienawidząc ich jednocześnie nienawidzisz siebie, a przestać kochać ich nigdy nie przestaniesz. Świat jest wredny, świat jest niesprawiedliwy ale i tak my w tym wszystkim jesteśmy najważniejsi. Powiedziałam sobie, że jeśli akceptacja jest ceną mojego szczęścia to, to zrobię i wiem, że to był dobry wybór.

      • http://krasnoludkiprzysterach.pl Hai Le

        To kwestia przyjętej filozofii życiowej, to, czy się z tym można zgodzić, czy nie. Mnie te słowa uzdrowiły, a miałam kiedyś dużo żalu do rodziców. Jednak rozumiem, że jeśli ktoś nie postrzega świata jako duchowego porządku, to po prostu jest to dla niego głupotą.

  • http://socjopatka.pl Socjopatka

    Poruszyłaś trudny temat. A narysowanie wewnętrznego dziecka też nie jest wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      W mojej ocenie każdy jest w stanie „sprawnie” to wewnętrzne dziecko narysować, ale fakt te rysunki mogą być bardzo dziwne czasem. Widziałam wiele rysunków i to jak ten rysunek wygląda zależy głównie od poczucia tego dziecka. Najbardziej poruszył mnie chyba kiedyś rysunek osoby bez twarzy, ledwo zarysowaną kreską, schowanej… no ale takie były fakty i to też jest przyczynek do tego aby te rysunki powtarzać, bo to wiele też nam mówi o naszych etapach.

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Poruszasz niebywale ważne tematy i robisz to w taki sposób, że ja zawsze zaczynam się zastanawiać na pewnymi kwestiami…A ja zawsze po przeczytaniu Twojego tekstu mam ochotę mocno Cię przytulić:*

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Dziękuję za przytulenie 😉 Ja swoją drogę gdzieś tam na pewno już przebyłam … nie każdy miał takie nieszczęście aby znaleźć się w dysfunkcyjnym domu, są przypadki gdy ludzie funkcjonują całkiem nieźle bo mieli fajnych rodziców, a znam też ludzi, którzy pomimo dysfunkcyjnych rodzin poradzili sobie z tematem samodzielnie w sposób mniej lub bardziej instynktowny. Dlatego nigdy nie wiadomo jak co na kogo wpłynie.

  • http://www.redefineyourself.pl/ Sylwia W.

    Poruszasz bardzo ważny temat. Ja pracowałam już ze swoim wewnętrznym dzieckiem, ale nigdy go nie rysowałam. Zaintrygowała mnie ta metoda. Praca nad pokochaniem siebie jest bardzo trudna. Sama ze swojego doświadczenia widzę, że za każdym razem, kiedy dzieje się coś złego w życiu dawne lęki, myśli i oskarżenia wracają. Co prawda z o wiele mniejszą siłą, ale jednak wracają. Będę czekać na kolejny wpis na ten temat :*

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Spróbuj narysować, naprawdę polecam tą metodę. W mojej ocenie praca ze zdjęciem nie do końca oddaje to co się dzieje z naszym dzieckiem. Znam też inne bardziej „drastyczne” metody, w sytuacji gdy podstawowe działania nie pomagają ale to może opiszę w późniejszych tekstach. Rysowanie jest o tyle fajne, że naprawdę widać na kolejnych rysunkach zmiany. Ważne aby się nie zastanawiać i rysować instynktownie. Fajnie jest sobie wybrać różne rzeczy do rysowania, np. położyć kredki, ołówek, długopis bo to co instynktownie wybierzemy też ma znaczenie. Niedługo będę pisać tekst o radzeniu sobie z lękiem, w sumie też moje niedawne odkrycie.

      • http://www.redefineyourself.pl/ Sylwia W.

        Chętnie wypróbuję tę metodę, bo jestem jej bardzo ciekawa 🙂

  • http://www.lifestylerka.pl/ LIFESTYLERKA

    Ehdi, przyznam, że zasmucił mnie ten tekst:(. Moi rodzice są wspaniałymi ludźmi i czuję się przez nich bardzo kochana i akceptowana, więc ciężko mi sobie w ogóle wyobrazić jak można się czuć w takiej sytuacji, którą opisałaś w tym tekście:( Ten tekst mi uzmysłowił, że jest tyle dobrych spraw w naszym życiu, które uważamy za coś zwykłego, a wcale tak nie jest.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Kochana to masz olbrzymie szczęście i nie ma czym się martwić. To cudowne, że są jeszcze rodzice, którzy potrafią kochać swoje dzieci, bo wiem, że są. Niestety i statystyki i moje doświadczenie pokazuje, że ci normalni rodzice są niestety w zasadniczej mniejszości. Czasem też jednak nie doceniamy rodziców za bardzo bo wydaje nam się, ze tacy powinni być i tacy będą zawsze ale trzeba korzystać bo niestety ich towarzystwo nie jest wieczne.

  • http://witajslonce.pl/ Dotee

    Zaciekawił mnie pomysł narysowania wewnętrznego dziecka, mam ochotę to zrobić:) Ja zaczęłam tę drogę o której piszesz kilka lat temu i wiesz co, warto było. Choć widzę też, że każdy ma swoją drogę i swoje demony do oswojenia i do zaakceptowania. Chyba wszyscy w jakiejś postaci musimy to przerobić. Czekam na ciąg dalszy.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Praca z rysunkami nad wewnętrznym dzieckiem wiele pokazuje, choć nie powiem czasami zdarzają się przekłamania lub wskazania, że problemu należy szukać gdzie indziej. Wiele zależy od wrażliwości danego dziecka i w sumie nie ma reguły jakie środowisko wywrze jakie szkody. Czasem ludzie z olbrzymiej patologii szybko stają na nogi, a innych grzebią drobne traumy. Jednak praca nad sobą zawsze jest tego warta, bo w sumie żyjemy dla siebie a nie dla innych.

  • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

    Ehdi, to jest wręcz wirtualna psychoterapia! 😉
    To o czym piszesz jest mi bardzo bliskie i z niecierpliwościa czekam na dalsze wpisy.
    Ja wiele etapów przeszła. Nie jest idealnie bo nadal jest zależna ale udało mi sie ich zaakceptować.
    ps. Słyszałaś kiedyś może o ustawieniach rodzinnych? Brałaś w nich udział?

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Słyszałam o ustawieniach rodzinnych i w tej chwili mocno interesuję się nurtem terapii integratywnej. Jeśli chodzi o ustawienia to jestem do nich bardzo sceptycznie nastawiona, w ogóle sam nurt hellingerowski jest trochę dziwny. Ten cały system, obcowanie ze śmiercią, to jeszcze nie do końca do mnie trafia, choć osobiście wierzę w przepływy energii. Miałam też pewne dziwne doświadczenia z terapią systemową i powiem Ci szczerze, że to daje sporo do myślenia. Jeszcze nie mam jednoznacznie wyrobionego zdania na ten temat, ale mam wrażenie, że ten system sprawdza się u osób gdzie inne nurty zawiodły. Mam swoje typy jeśli chodzi o terapię i mam wrażenie, że rzeczywiście istotne jest łączenie metod.

      • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

        Zgadzam się- najlepsze rozwiązanie to połączenie kilku metod i wybranie z tego czegoś dla siebie.
        Ja brałam- byłam mocno speptycznie nastawiona, w sumie nadal trochę jestem, ale to co sie dzieje podczas ustawień? WOW. Ja-sceptyk wchodziłam w „rolę” i takie emocje i zachowania..Naprawdę fascynujące doświadczenie.
        Pisz dalej- psychologia i psychoterapia to jest coś co Tygryski lubią Bardzo 😉

  • http://www.kinoswinka.pl/ Świnka

    Super celne spostrzeżenia. Chyba jestem szczęściarą, bo czuję, że akceptuję siebie. Oczywiście jest kilka spraw, które mogłabym dopracować, ale wszystko jest kwestią dopracowania! 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Nigdy nie jest jakoś super idealny, każdy z nas ma gorsze momenty. Wiadomo, że nigdy nie będziemy perfekcyjni, jesteśmy tylko ludźmi ;). Ważne aby w sobie tę niedoskonałość też cenić.

  • http://losgrafikos.pl SuspiciousPlum

    Ehh.. Myślałam, że tylko ja jestem taka szurnięta, że rozmawiam ze swoim wewnętrznym dzieckiem XD Kiedyś przeczytałam o tym w jakiejś książce. Podobno w niektórych trudnych sytuacjach z ludźmi nasze wewnętrzne dziecko się ujawnia. Sposób opisany tam był taki: należy porozmawiać w myślach ze swoim wewnętrznym dzieckiem, powiedzieć mu, żeby poszło się przespać, a ty zajmiesz się trudnym zadaniem (np. jakimś spotkaniem). Wiesz, pomyślałam, że to bzdury, ale ostatnio takie ćwiczenie sobie wykonałam. Wysłałam moje dziecko spać i rzeczywiście załatwiłam sprawę bez żadnego problemu.

  • Pingback: Zrób sobie laurkę ! – Świat według Ehdi()