Moja podróż…. Do wiedzy !!!

Moja podróż…. Do wiedzy !!!

To jest przedostatni tekst z cyklu o Ayahuasce. Wchodząc na bloga znajdziecie je wszystkie TUTAJ i jak wskazują tytuły najlepiej jest zacząć od początku. Tymczasem jedziemy dalej….

***********

Gdy opisywałam wam trzecią ceremonię napisałam, że w pewnym momencie miałam wrażenie, że spotkałam się z absolutem… Bogiem lub kimś kto jest wszędzie, widzi wszystko i może wszystko, bez względu na nazewnictwo… ja tam poczułam się jak w domu. Nie pierwszy już raz miałam okazję obcować z absolutem… tylko, że gdy wydarzyło się to pierwszy raz ja miałam bardzo niewiele lat i nie było nawet internetu, a o Ayahusce nikt w moim najbliższym otoczeniu nawet nie słyszał… Jak to, więc możliwe, że miałam już podobne przeżycia, choć nie znajdowałam się pod wpływem żadnych środku halucynogennych, które mogłyby wprowadzić mnie w stan transu?

 

Dimetylotryptamina (DMT) substancja, która pojawia się w ludzkim ciele podczas śmierci i podczas snu… Część badań pokazuje, że podczas śmierci DMT wydziela się w ludzkim organizmie w dużych ilościach … to właśnie DMT przypisuje się doświadczenia, które mają ludzie w wyniku śmierci klinicznej. Nie wiem na ile to jest prawdziwe i potwierdzone naukowo ale ja mogę porównać swoje spotkanie ze śmiercią właśnie z moją trzecią ceremonią. Wtedy tego nie rozumiałam, bo gdy moje serce ponownie zaczęło bić ja czułam się jak wyrwana z jakiegoś cudownego miejsca, w którym powinnam na zawsze pozostać. Czytałam wiele na ten temat, jak również wiele na temat tego, że ludzie po śmieci klinicznej często mają depresje. Często nie mogą zrozumieć dlaczego wrócili, a doświadczenie śmierci mocno rzutuje na ich życie. W moim przypadku może nie było tak strasznie ale ja ciągle zadawałam sobie pytanie co byłoby gdybym została.

 

Wiele myślałam na temat tej bliskości śmierci i umierania, które przeżyłam. Chyba mało kto wychodzi z tego bez szwanku. Mówiłam ludziom, że nie boję się śmierci bo wiem co jest po drugiej stronie, czym siałam jeszcze większe przerażenie wśród moich rozmówców… bo wiecie śmierć to temat mało sexy i nikt nie chce o tym rozmawiać. Dopiero w momencie rozpoczęcia pracy z medycyną mogłam poczuć to co było wtedy i dopiero pisząc ten tekst w pełni zrozumiałam co mi ofiarowano podczas trzeciej ceremonii.

 

Ayahusasca to nic innego jak DMT… można nazywać to cudowną molekułą duszy, świętą medycyną ale z chemicznego punktu widzenia Ayahuasca to Dimetylotryptamina. Rdzenne ludy południowej Ameryki odkryły sposób na sporządzanie herbaty z korzenia i liści dwóch roślin. Jedna z tych roślin zawiera właśnie DMT, a druga inhibitor, bo problem polega na tym, że DMT bez wsparcia nie wywoła żadnego efektu, aby działać musi mieć pomocnika, który pozwala DMT przeniknąć barierę krew-mózg.

 

Już widzę teraz moich czytelników, którzy od początku cyklu wpisują w google „ayahuasca” i z pierwszych tekstów dowiadują się, że jest to zwykły i bardzo niebezpieczny dopalacz. W sumie ekskluzywny narkotyk, który ludzie biorą za ciężka pieniądze. Ot taka rozrywka dla bogatych i wtajemniczonych, więc co ta Ehdi pierdoli, że ona jakieś tam przeżycia duchowe miała bo to w sumie nic innego jak halucynacje i inne gówno, w sumie po Maryśce też można odlecieć.

 

Pamiętam jak przed moją pierwszą ceremonią moi przyjaciele byli przerażeni, jak podsyłali mi artykuły o niebezpieczeństwie Ayahuascy… ja sama też trafiłam na niektóre publikacje ale w większości przypadków te naprawdę niepochlebne artykuły były napisane przez osoby, który nie miały bladego pojęcia o tym co pisały… nie zadały sobie nawet do końca trudu aby zanalizować skład chemiczny brunatnego naparu. Łatwo jest przecież mówić, że coś jest złe bo jest zakazane … z drugiej strony marihuana pomaga ludziom i działa jak lek, a w naszym kraju jest zakazana … to jak to w końcu jest ?

 

Każdy szaman szaman robi napar wedle swojej receptury i proporcji. Niektórzy dodają do naparów wzmacniacze, które niestety mogą działać na nas negatywnie. Dlatego eksperymentowanie z Ayahuascą jest o tyle niebezpieczne, że trzeba nawet wyjeżdżając do Ameryki Południowej wiedzieć komu można zaufać, a komu nie. Tak jak wszystko również Ayahuasca stała się biznesem i w tych całych eksperymentach należy szukać kogoś kto robi to z powołania i tradycyjnie, a nie tylko aby dostarczyć mocnych wrażeń turystom.

 

W mojej ocenie Ayahuasca pozwala nam aktywować te obszary mózgu, które normalnie są uśpione. Stanowi ona w jakimś zakresie bramę do naszej podświadomości. Bardzo często bez żadnego wsparcia farmakologicznego miewamy sugestywne sny, czasem prorocze, a czasem zmieniające nasz pogląd na pewne sprawy. Przyznam szczerze, że nie starałam się za bardzo analizować działania DMT … bo uznałam, że zbyt dużo myślenia nikomu nie służy. Analizowanie wszystkiego co się wokół nas dzieje jest zgubne. Czasem warto spróbować… nawet jeśli ktoś później powie „a nie mówiłem”.

 

Pamiętam jak w pewnym momencie podczas pracy terapeutycznej zaczęłam mieć dziwne sny… często miewam wyraźne sny w ważnych momentach mojego życia, ale te były specyficzne i dość podobne w wydźwięku. W tych snach chodziłam po pomieszczeniach, one były dość stare i zaniedbane. W rogach wisiały pajęczyny, wszędzie był kurz. Jednak trafiałam do kuchni i tam w równie starym i zaniedbanym pomieszczeniu stały sprzęty kuchenne, wprawdzie w stylu retro ale wszystkie czyste, błyszczące i pachnące swoją nowością. Można powiedzieć bez sensu, ale ja byłam przekonana, że te nowe sprzęty w zaniedbanych pomieszczeniach sygnalizowały zmiany, które działy się we mnie. Sprzęty pasowały do całości ale z drugiej strony były nowe i nie dało się ich z niczym pomylić. Stały w zakurzonych pomieszczeniach ale dumnie lśniły, nie było na nich ani grama kurzu. Bardzo wierzę w siłę snów i mam wrażenie, że czasem poświęcamy im za mało uwagi. Dopiero po czasie okazuje się, że nasza podświadomość już dawno chciała nam coś powiedzieć. Mój sen był wyrazem mojej przemiany…nowe/stare sprzęty w znanym otoczeniu, czyli coś co przychodzi delikatnie i powoli ale jednak zmienia.

 

Mój eksperyment z Ayahuascą wprowadził mnie w zupełnie nowe obszary. Pozwolił mi wejść w swoją głowę bardzo głęboko. Z drugiej strony doświadczyłam największego w życiu strachu, olbrzymiego i paraliżującego lęku… czy chciałabym to przeżyć jeszcze raz ? Absolutnie nie… ale z drugiej strony jeśli doświadczysz takiego przerażenia… to czy jakieś pierdoły w życiu będą mogły cię przestraszyć ?

 

Gdy po powrocie z czwartej ceremonii wróciłam do domu rozpoczęłam prawdziwy research odnośnie tego co mówią ludzie, którzy przeżyli ceremonie. Okazało się, że poza naprawdę gigantyczną ilością raportów o tym jak Aya zmieniła życie ludzi na lepsze, są również takie, które twierdzą, że spożycie Ayahuascy spowodowało bardzo negatywne zmiany. Przeraziła mnie historia jednego chłopaka, który twierdzi, że po jednej ceremonii pomimo upływu dwóch lat nie wrócił do siebie. Fakt jego opowieść potwierdziła też, że trafił w bardzo złe miejsce i nie udzielono mu żadnej pomocy co dowodzi tego, że ten specyfik zaczął nakręcać psychodeliczny biznes, w którym liczą się tylko pieniądze, a tradycyjna świętość samej medycyny nie ma znaczenia.

 

Nie uważam też, że Ayahusca to taki fenomen, który jest panaceum na wszystko … ale ciekawym doświadczeniem było gdy po moich pierwszych ceremoniach zaczęłam fascynować się biografiami znanych ludzi i okazało się, że wiele wybitnych postaci polityki i biznesu miało na swoim koncie eksperymenty z psychodelikami.

 

Ayahusaca nie rozwiąże naszych problemów, nie jest pigułką szczęścia i wbrew temu jak jest prezentowana przez niektórych nie jest kuracją w stylu instant. Nie da się tego wypić, przeżyć i doznać całkowitego oświecenia. W moim przypadku rozmawianie o psychologii i o samej drodze terapeutycznej jest problematyczne … bo mój mózg po prostu musi wszystko przetworzyć, a skoro przetwarza… to myśli … a kurde uwierzcie mi … my ludzie zdecydowanie za dużo myślimy. Za bardzo skupiamy się na naszych głowach. Ja szczerze wierzę, że to co otacza nas dookoła nie jest takie płaskie i jednowymiarowe. Wierzę, że we wszechświecie jest więcej do doświadczenia niż to co możemy zobaczyć przez nasze ograniczone myśleniem głowy.

 

Aya pozwala przejść przez proces, w którym nie możemy oszukać nawet samego siebie. Inteligentni ludzie nawet na drodze samorozwoju wymyślają masę różnych sposobów na samooszustwo. W tym wypadku po prostu się nie da. Kolokwialnie mówiąc nasza podświadomość jest tak popieprzona, że nie da się jej ogarnąć głową w prosty i nieskomplikowany sposób. Tak jak podczas mojej trzeciej ceremonii gdy starałam się zanalizować wszystko ale w końcu przegrzał mi się procesor i musiałam odpuścić. Przeżywanie jest ważniejsze niż myślenie ale nam czasem po prostu ciężko wyjść poza pewne ramy.

 

W moim osobistym przypadku utrata kontroli okazała się najgorszym z możliwych doświadczeń. Ja jestem jednostką wysoce kontrolującą i choć wiem, że to mi w życiu nie pomaga to jednak nie potrafię odpuszczać. Na ceremonii jednak nie było pitolenia, to było jak operacja na otwartym sercu bez znieczulenia….. Z drugiej strony czy w normalnych warunkach ktoś mógłby doprowadzić mnie do takiej kapitulacji ?? Szczerze wątpię. Mój mózg to wredna małpa … która nigdy nie przestaje, więc spuściłam na moją głowę bombę atomową… ale może czasem po postu tak trzeba.

 

Jeśli ktoś chce się bawić w zażywanie świętej medycyny wyłącznie dla zabawy to może się wysoce rozczarować. Nie polecam w żadnym przypadku dla nikogo kto nie jest przygotowany zarówno na to dobre jak i złe. Natomiast jeśli ktoś jest otwarty i wie, że poszukuje drogi dla siebie to nie ma w tym nic strasznego… choć no dobra… musisz się przygotować na to, że możesz trafić na swoje osobiste piekło. Dodatkowo chyba nie chciałabym brać żadnej odpowiedzialności za cudze decyzje. To, że ja eksperymentuję to w sumie nie problem… ale każdy niech podejmuje własne decyzje w oparciu o własne przekonania i motywacje.

 

Tak jak mówiłam na początku nie jestem zwolenniczką żadnych narkotyków ale jestem też przekonana, że Aya narkotykiem nie jest. Z drugiej strony… nie myślę o tym i nie analizuję, bo definiowanie tego czym dokładnie i jak dokładnie działa Aya nie ma sensu. Na naszej drodze pozostał jeszcze ostatni odcinek … tym razem o integracji czyli o tym co dostałam po czasie… no i czy naprawdę chciałabym wrócić do piekła…. Ciekawa jestem czy na końcu nie założycie mi konta na jakiejś stronie crowdfundingowej aby zbierać na moje leczenie psychiatryczne :).

 

CDN.

 

Ehdi

Moja podróż …. Do piekła !!!

Moja podróż …. Do piekła !!!

Niniejszy tekst jest trzecim z cyklu, jeśli nie czytałeś pierwszego koniecznie zapoznaj się z oświadczeniem, które znajdziesz TUTAJ, drugą część TUTAJ, a trzecią TUTAJ.

***************

Ludzie wyobrażają sobie piekło jako miejsce, w którym Lucyfer o dość ciekawym wyglądzie wrzuca ludzi do kotła i gotuje ich przez wieczność ale prawda jest raczej taka, że każdy z nas ma swoje własne piekło i nie istnieją dwa takie same piekła. Już wcześniej mówiłam wam, że ludzie opowiadali mi, że praca z Ayahuascą bywa czasem trudna i bardzo bolesna. Wydawało mi się jednak, że ja jestem w pracy nad sobą już mocno zaprawiona w bojach, nie przerażało mnie spotkanie z moimi traumami. Byłam jednak głupia bo nie rozumiałam, że zadaniem Ayi jest odnalezienie tego co nieuświadomione i rzucenie nam tego prosto w twarz.

Continue reading →

Moja podróż… W krainie snów !!!

Moja podróż… W krainie snów !!!

Niniejszy tekst jest trzecim z cyklu, jeśli nie czytałeś pierwszego koniecznie zapoznaj się z oświadczeniem, które znajdziesz TUTAJ, a druga część TUTAJ.

***************

Gdy jechałam na trzecią ceremonię byłam zdeterminowana. Wiedziałam, że będę tam sama ale nie bałam się o swoje bezpieczeństwo. Bardziej obawiałam się swojego spotkania z Ayą. Trochę tak czułam jakbym jechała na spotkanie z matką, która albo mnie zjedzie albo pochwali. Co ciekawe choć nie palę od lat i tym razem jadąc na ceremonię bardzo zapragnęłam papierosa. Kupiłam całą paczkę, choć nie bardzo rozumiałam dlaczego. Fakt czasem zdarza mi się zajarać przy alkoholu na jakieś imprezce ale tak normalnie na co dzień zupełnie nie ciągnie mnie do fajek. Nie chciałam jednak zaburzać swojej intuicji.

Continue reading →

Moja podróż …. W zaświaty !!!

Moja podróż …. W zaświaty !!!

Niniejszy tekst jest drugim z cyklu, jeśli nie czytałeś pierwszego koniecznie zapoznaj się z oświadczeniem, które znajdziesz TUTAJ.

***************

Na kolejnej ceremonii byłam już w towarzystwie koleżanki …. każdy mnie namawiał aby zrealizować co najmniej dwie ceremonie pod rząd ale ja nie byłam tego pewna. Uważałam, że co za dużo to niezdrowo. Poza tym mój stosunek do Ayahuascy nadal był mocno sceptyczny… wiedziałam, że coś w tym jest. Miałam gdzieś w głowie poczucie, że przynajmniej na chwilę jest to moja ścieżka ale z drugiej strony ciągle miałam wątpliwości, podsycane przez jeszcze bardziej sceptyczne otoczenie.

Continue reading →

Jak stać się silniejszym psychicznie ?

Jak stać się silniejszym psychicznie ?

Wiecie tak naprawdę to ja jestem straszny marudeł… boję się bardzo wielu rzeczy, czasem mam też za mało wiary w siebie. Można powiedzieć, że niezły mięczak ze mnie, bo ja tak stoję i marudzę, marudzę, łezka mi się w oku zakręci ale jak przyjdzie co do czego to i tak się nie poddam i skoczę w przepaść. Znam ludzi, których strasznie wkurzam, bo oni oczekują mojej determinacji, uważają że przez takie marudzenie szukam prostych wymówek… tylko, że to gówno prawda. Kiedyś mnie to samą wkurzało, uważałam że nie powinnam niczego manifestować, ściskać poślady i iść do przodu jak przecinak byle nie okazać tylko słabości. Tak też robiłam przez większość swojego życia, byłam kobietą ze stali. Dziś wiem, że to ślepy zaułek, siły nie mierzy się bowiem w braku słabości, prawdziwa siła … właśnie w słabości tkwi.

Continue reading →

Jak tworzyć dojrzałe związki ? Przyjaźń między kobietami !

Jak tworzyć dojrzałe związki ? Przyjaźń między kobietami !

Kiedyś wydawało mi się, że osiągnęłam poziom, w którym nie polegnę raczej na relacjach międzyludzkich. Wydawało mi się, że wiele umiem i potrafię. Kiedy na warsztatach psychologicznych starałam się przerobić pewną trudną relację, wszyscy mi mówili, że jest źle, że relacja jest dla mnie toksyczna, a ja starałam się tego nie widzieć. Przez długi czas w głowie układałam sobie tą kwestię ale nie byłam w stanie tego rozwikłać w żaden sposób. Chciałam wierzyć w to, że sama będę miała w sobie tyle dojrzałości aby poskładać wszystko do kupy. Długo miałam do siebie pretensje, że nie potrafiłam … ale nie potrafiłam.

Continue reading →

Dla dobra dzieci…. i co ludzie powiedzą ?

Dla dobra dzieci…. i co ludzie powiedzą ?

 

Matka

Był zwykły dzień. Zapaliła papierosa i wyjrzała przez okno. Była cholernie zła. On znowu tam leżał na kanapie w salonie i chrapał jak stary cap. Czasem miała ochotę dosypać mu jakiejś trutki do jedzenia. Szczerze go nienawidziła z całego serca. Nie mogła nigdy od niego odejść. No bo jakby to wyglądało ? No i co powiedziałby dzieci ? Nagle usłyszała, że chrapanie się urwało, a on jakby zaczął się dławić. Postanowiła przymknąć drzwi od kuchni i odpaliła kolejnego papierosa. Siedziała w zadumie chyba jakieś pół godziny. W końcu zdziwiła ją dziwna cisza panująca w mieszkaniu. Słyszała tylko terkotanie zegara ale zupełnie nie słyszała JEGO. Po cichu przeszła do salonu, ON nadal leżał na kanapie. Coś jej jednak w tym wszystkim nie pasowało. Dotknęła jego głowy, był zimny …. ON nie żył, umarł….

Continue reading →