POCZĄTEK

Jechała szybko, zbyt szybko. Bezlitośnie dociskała pedał gazu. Była cholernie zmęczona i jedyne o czym teraz marzyła to aby znaleźć się jak najszybciej w domu. Jej myśli zatrzymały się na chwilę. Wyobraziła sobie swojego męża czekającego na nią, miłego i zupełnie bezradnego. Poczuła mdłości. Zawsze czuła się tak obrzydliwie, bo nie doceniała tego co miała. Przecież to był świetny facet, powtarzała sobie. Ich życie było zgodne i ciepłe, ale ona nie chciała myśleć o przyszłości.

Samochód pędził po pustej drodze. Dom był jej azylem, ale prawda była taka, iż wolałaby wrócić do pustych murów. Nie tęskniła za mężem, doceniała go ale czasem nie miała ochoty go po prostu oglądać. To uczucie wywoływało w niej poczucie winy, ogromne poczucie winy. W szczególności, iż czasem, nawet wyobrażała sobie jak on umiera a ona w końcu jest wolna.

Droga była śliska, na czarnym asfalcie znajdowały się pozostałości śniegu i lodu, które jeszcze się nie roztopiły pomimo wzrostu temperatury. Poczuła, iż samochód porusza się zbyt szybko i nie zważając na warunki atmosferyczne, zupełnie bezwiednie gwałtownie wcisnęła pedał hamulca. Poczuła jak działa kilka systemów antypoślizgowych, których nawet nie potrafiła nazwać. Samochód jednak zaczął wykonywać niekontrolowane ruchy i ostatecznie wpadł w poślizg. Zupełnie straciła panowanie nad kierownicą i nie miała bladego pojęcia co się z nią dzieje. Auto kręciło się po jezdni z dużą prędkością. W końcu samochód uniósł się do góry i kilkakrotnie dachował. Nie pamięta co było dalej. Obudziła się chwilę później, gdy samochód już się nie poruszał. Ona też nie mogła się poruszać. Nie czuła swoich nóg. Ból rozsadzał jej czaszkę, jakkolwiek miała wrażenie, że odczuwałaby ból nawet silniej gdyby nie adrenalina związana z wypadkiem oraz to, iż jej mózg nie miał bladego pojęcia co się stało.

 

W oddali słyszała narastające głosy. Miała wrażenie, iż słyszy też syreny pogotowia. Po raz kolejny straciła przytomność. Czuła jak uchodzi z niej życie. Miała wrażenie, iż nie zostało jej wiele czasu. Może to po prostu miało się tak zakończyć. Nie była szczęśliwa w życiu. Nie umiała postawić na swoje marzenia, żyła w związku bez satysfakcji ze strachu przed samotnością i z poczucia winy. Nie chciała nikogo krzywdzić. Mimo twardej powłoki był miękka w środku. Zbyt miękka.

Nagle zobaczyła jego oczy. Miała wrażenie, że majaczy. Stał i przyglądał się jej i co najgorsze wyglądał całkiem znajomo. Bez słowa położył rękę na jej ramieniu. Poczuła ogromną ulgę w bólu. On jednak wykrzywił twarz. Widziała jak wiele go to kosztowało. Słyszała, iż pomoc zbliża się w jej kierunku. Straż pożarna z ciężkim sprzętem i pogotowie. Kiedy zdjął rękę z jej ramienia chciała krzyczeć aby nie przestawał. On jednak wycofał się w cień i zniknął.

Obudziła się w szpitalu. Jej mąż siedział przy łóżku. Płakał. Otworzyła ciężkie powieki i spojrzała na niego. Czuła, że ma spuchniętą twarz. Bolały ją nogi, ręce i chyba każdy centymetr jej ciała. Podali jej pewnie środki przeciwbólowe, dlatego ból był prawie do zniesienia.

– Dzięki Bogu. Dzięki Bogu – wyszeptał przez łzy, gdy zauważył, że odzyskała przytomność. Pogładził ją delikatnie po dłoni – Poczekaj zawołam lekarza. – powiedział i ruszył w kierunku drzwi. Po chwili wrócił do pokoju z rosłym młodym mężczyzną.

– O witamy Panią. – powiedział z sarkazmem lekarz – Nieźle się Pani rozwinęła na tej trasie. Prawie jak Schumacher. – zaśmiał się cicho, ale szybko się opanował widząc mordercze spojrzenie jej męża – No ale wracając do meritum to już mówiłem Pani mężowi, że nie jest najlepiej. Udało nam się opanować krwotok wewnętrzny, przynamniej tak to na razie wygląda ale ma Pani zmiażdżone kości obu kończyn dolnych. Będziemy musieli to operować, ale może okazać się, że niezbędna będzie amputacja. Generalnie ciągle przeprowadzamy badania. Mamy już potwierdzenie, iż w Pani mózgu utworzył się krwiak. Generalnie rokowania nie są najlepsze – skończył lekarz.

Nie bardzo rozumiała co mówił do niej ten idiota. W jej uszach brzmiało jednak słowo amputacja. Nie, nie, nie mogła się na to zgodzić. Ten człowiek zachowywał się jak psychiczny doktorek z taniego horroru. To pewnie jej się śni. Przecież żaden lekarz nie był tak bezduszny wobec pacjenta. Nikt nie mówił pacjentowi prosto z mostu, że utną mu dwie nogi, a w ogóle to ma niewielkie szanse na przeżycie. To był jakiś koszmar.

– Nie zgadzam, nie zgadzam się na żadne operacje – usłyszała swój głos. Lekarz popatrzył na nią ze zgrozą.

– Obawiam się, że nie ma Pani wielkiego wyboru – parsknął.

– Nie zgadzam się. – powtórzyła jeszcze raz z większym wysiłkiem – Proszę stąd wyjść. – Lekarz nie czekał, aż powtórzy. Odwrócił się na pięcie i wyszedł.

– Kochanie co ty mówisz. – jej mąż pochyli się nad nią z tym wzrokiem zbitego psa. – Naprawdę nie ma innego wyjścia.

– Nie zgadzam się, a teraz ty też już idź i zostaw mnie samą. – powiedziała i poczuła się, że zachowuje się jak bezduszna suka.

– Nie zostawię cię samej – powiedział smutnym głosem i miała wrażenie, iż to nie on nie zostawi jej samej, tylko on boi się zostać sam. Znów poczuła falę mdłości, dokładnie taką samą jak przed wypadkiem.

– Po prostu idź. Błagam cię – spojrzała mu prosto w oczy i starała się wzrokiem zmusić go do opuszczenia sali.

W końcu wyszedł bez słowa i została sama. Nagle poczuła jak dopada ją ogromne zmęczenie. Ta wymiana zdań kosztowała ją jednak sporo energii. Próbowała zachować świadomość, ale nie była w stanie.

Kiedy obudziła się ponownie w pokoju było ciemno, ale czuła iż nie jest tu sama. Rozejrzała się na tyle na ile pozwalała jej unieruchomiona głowa w poszukiwaniu obecności swojego męża. Nie było go jednak w pokoju, zobaczyła jednak te same oczy co po wypadku. Stał obok jej łóżka, a obok niego stały jeszcze dwie osoby. Blondynka i jeszcze jeden mężczyzna. Nie dostrzegała jednak jego twarzy bo praktycznie cała pozostawała w mroku. Cała trójka zbliżyła się do łóżka. Dwóch mężczyzn położyło dłonie na jej nagich ramionach, a kobieta ujęła jej nie zabandażowaną lewą dłoń. Poczuła to samo co w tedy po wypadku. Tylko dużo silniej. Nie było bólu, tylko rozchodząca się po całym ciele energia. W pewien sposób to co przeżywała można było porównać, choć wydaje się to całkowicie irracjonalne, do trwającego kilka minut orgazmu.

Gdy cała trójka cofnęła swoje dłonie jednocześnie. Ból wrócił, a ona nadal miała poczucie niedosytu. Chciała coś powiedzieć, próbowała podnieść głowę. Jednak szybko poczuła się bardzo senna i szybko straciła świadomość.

Odzyskała przytomność dopiero po jakimś czasie. Nie miała pojęcia ile minęło czasu od nocnego zajścia. Tym razem w pokoju było jasno, a na sali stało kilku mężczyzn ubranych w białe kitle.

– Nie rozumiem co się stało – usłyszała nerwowy głos – Analizowaliśmy te zdjęcia wielokrotnie. Jeśli one nie należą do niej to do kogo ?? Poza tym policja informowała nas, że musieli ją wycinać. To po prostu niemożliwe.

– Ja nie wiem co jest możliwe – powiedział drugi mężczyzna w białym kitlu – Ja wiem co widzę. Pacjentka nie zgodziła się na operację i musze powiedzieć, że słusznie. Są złamania, ale nie ma potrzeby interwencji chirurgicznej. – lekarze prowadzili dialog zupełnie nie zwracając uwagi na to że się obudziła.

– Dobrze, jeśli już uważasz że jestem idiotą i pomyliłem prześwietlenia, to powiedz mi teraz co mam zrobić z powtórną tomografią i rezonansem. Tu też się nic nie zgadza.

– Panowie – usłyszała nagle głos swojego męża. Odwróciła głowę i zobaczyła go w drzwiach sali – Ja rozumiem, że moja żona nie wyraziła zgody na operację, ale ja zrobię wszystko aby ją ratować.

– Proszę Pana – zwrócił się do niego najstarszy z grupki lekarzy – Na podstawie powtórzonych badań muszę stwierdzić, iż Pana żona ma się całkiem dobrze. Pewnie jest poobijana, ma kilka złamań, ale nic co by zagrażało jej życiu. W mojej osobistej opinii, biorąc pod uwagę przebieg wypadku, jest to cud.

– Nie rozumiem, przecież wczoraj namawialiście ją na operacją. Mówiliście, że jest w ciężkim stanie !? – właściwe znaczenie słów lekarza zupełnie do niego nie dotarło.

– Tak nadal to wyjaśniamy – powiedział lekarz – ale okazuje się, że chyba ktoś gdzieś coś zrobił nie tak, a najprawdopodobniej zawiódł sprzęt.

– Jak to zawiódł sprzęt ? – jej mąż się nie poddawał.

– Ktoś po prostu przełożył koperty, zrobił źle zdjęcia lub jeszcze co innego. Jak panu mówiłem dopiero ustalamy co się stało. Jednak nie zmienia to postaci rzeczy i Pana żona będzie cała i zdrowa, i chyba to powinno Pana zajmować teraz najbardziej. – to mówiąc lekarz udał się w kierunku wyjścia, a zanim podążyli pozostali. Wyszli gęsiego, jeden za drugim, a każdy z nich spoglądał na nią tęsknie zastanawiając się, czy ma do czynienia z pomyłką, czy fenomenem. Większość z nich też pewnie wiedziała, iż tej wątpliwości nigdy nie rozstrzygną. 

 

Sześć miesięcy wcześniej

 

Thee z trudem otworzył zmęczone powieki. Jego ciało było jak z ołowiu. Nie mógł się ruszyć, pomimo że budzik bezlitośnie usiłował pobudzić go do działania. W końcu nadludzkim wysiłkiem uderzył ręką w urządzenie marząc aby denerwujący, elektroniczny dźwięk w końcu zniknął. Niestety nie trafił i irytujący brzęczyk budzika nadal rozbrzmiewał w jego uszach. Po kilku próbach ostatecznie się poddał i próbując zebrać myśli usiadł na łóżku. Budzik ciągle wył niemiłosiernie. Spojrzał na elektroniczny wyświetlacz, była 6 rano. Bardziej przytomny odnalazł przycisk i wyłączył porannego kata.

Podniósł się z łóżka i niepewnym krokiem ruszył do łazienki. Czuł się koszmarnie, opary alkoholu spożytego dzień wcześniej ciągle zaburzały zdolność myślenia. Odczuwał wyraźny ból głowy i mdłości. Otworzył apteczkę i poszukując szybkiej ulgi połkną 4 aspiryny, popijając to wodą z kranu. Ochlapał twarz zimną wodą, starając się zmusić do normalnego funkcjonowania. Wyszedł z łazienki i poszedł do kuchni.

Nagle doznał dziwnego uczucia, iż nie jest sam w swoim mieszkaniu. Rozejrzał się dookoła, ale nikogo nie zauważył. Otworzył drzwi lodówki w poszukiwaniu mleka i wtedy wyjątkowo wyraźnie odczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Odwrócił się gwałtowanie i zobaczył stojącą pod ścianą nagą blondynkę. Nie czuł strachu, próbował sobie jedynie przypomnieć z kim wrócił do domu wczoraj wieczorem. Był jednak prawie pewny, iż nie miał towarzystwa.

Kobieta nie odezwała się tylko podeszła do niego i zaczęła go całować namiętnie. Fala podniecenia przeszyła jego ciało. Nie pamiętał aby kiedykolwiek, jakakolwiek kobieta wywołała w nim takie poruszenie. Dziewczyna jakby nie zwracając na niego zupełnie uwagi ściągnęła z niego bokserki i dosiadła go bez słowa. Poruszała się rytmicznie czerpiąc energię z jego podniecenia.

Wtedy już wiedział, iż nigdy wcześniej się tak nie czuł. Kiedy szczytował zrozumiał, że to co się stało zmieni jego życie na dobre. I nic już nie będzie takie samo.

Gdy nieznajoma kobieta w końcu wypuściła go z objęć, opadł ciężko na kuchenne krzesło. Zauważył jednak, iż praktycznie w ogóle nie był zmęczony. Ból głowy, ociężałość związana z kacem, wszystkie dolegliwości które odczuwał po przebudzeniu nagle zniknęły. Nie odczuwał głodu, ani pragnienia. Jego ciało było w pełni zaspokojone. Nigdy nie czuł się tak fatastycznie.

– Dobrze by było gdybyś się teraz spakował i pojechał ze mną. Tam wszystko zrozumiesz do końca. – powiedziała lekko nakazującym tonem i zmusiła go by skierował się do sypialni. – Przykro mi że nie mogę być bardziej delikatna. W innym przypadku moglibyśmy jeszcze się nieco pobawić – uśmiechnęła się szeroko i puściła do niego oczko.

Thee nie był jednak w nastroju do żartów. Wiedział, że coś jest na rzeczy, tylko nie wiedział co. Szybko wciągnął na siebie t-shirt i jeansy. Z szafy wyjął małą walizkę i wrzucił do niej kilka podręcznych ciuchów i rzeczy. Wszystko to robił bez słowa, jakby ignorując obecność dziewczyny w swoim domu.

Opuścił mieszkanie i bez dodatkowych pytań udał się w kierunku samochodu blondynki, choć nie miał prawa wiedzieć jakim samochodem przyjechała. Dziewczyna otworzyła auto i ruchem ręki poinstruowała go aby wrzucił walizkę na tylne siedzenie.

– Tak, w ogóle to jestem Anna – oświadczyła niespodziewanie. – Jeśli masz jakieś pytania to wal śmiało, w drodze postaram ci się wyjaśnić wszystko, o ile będziesz tego potrzebował.

Thee milczał. Sytuacja była co najmniej dziwna, ale on nie czuł się w żaden sposób skrępowany tym co się stało. Wiedział, że to co się wydarzyło zawsze miało się wydarzyć. Anna z piskiem opon ruszyła w nieznanym mu kierunku. Po kilku minutach jazdy zorientował się, że jadą na lotnisko.

– Gdzie jedziemy ? – zapytał praktycznie dla formalności.

– Kochanie jedziemy do DOMU – odparła i uraczyła go uwodzicielskim uśmiechem. Thee nie miał więcej pytań.

 

Czas teraźniejszy

Obudziła się znowu w środku nocy. Spodziewała się, że nie będzie sama, mimo że uprosiła swojego męża aby wrócił do domu. Nie myliła się. Rzeczywiście nie była sama. Siedział niedaleko jej łóżka. Tym razem tak jak bezpośrednio po wypadku nie miał wsparcia.

– Nie rób tego więcej. Musisz bardziej na siebie uważać – była zaskoczona, iż do niej przemówił. Myślała, że wszystko jej się śni i że na pewno nie ma szans usłyszeć jego głosu.

– Kim jesteś ? – zadała jedyne logicznie nasuwające się pytanie.

– Ech to skomplikowane. Generalnie to sama powinnaś wiedzieć kim jestem, ale na razie nie mogę ci powiedzieć. Chciałbym, abyś pojechała ze mną, ale w tym stanie to nie jest możliwe. W ogóle gdyby nie udało mi się dotrzeć do ciebie na czas, to już byś nie żyła, a uwierz mi jest wiele osób, które bardzo by tego nie chciały.

– Nadal nic nie rozumiem. Nie wiem kim jesteś i traktuję to jak zły sen. Nie wiem czy nie powinnam poprosić o opiekę psychiatryczną. Wydaje mi się, że widzę rzeczy których nie ma.

– Nie zaprzeczaj temu co czujesz i widzisz, to dzieje się naprawdę. – delikatnie dotknął jej dłoni – Ja naprawdę tu jestem i jestem tu z twojego powodu. Jesteś dość wyjątkowa, choć nie masz tego świadomości.

– Widziałam cię po wypadku. Widziałam cię z innymi ludźmi później. Nie wiem co się stało, nie wiem o co chodzi ale zamierzam cię ignorować. – zacisnęła mocno powieki, próbując odgonić od siebie myśl, że siedzi obok niej nieznajomy mężczyzna, który wydaję się ją doskonale znać.

– Tak naprawdę mógłbym spowodować, iż już jutro nie miałabyś choć jednego otarcia, ale to byłoby zbyt podejrzane. Szczerze mówiąc i tak zrobiliśmy za wiele i dużo ryzykowaliśmy ale to tylko po to aby cię ratować – usłyszała jego głos, pomimo tego, iż usiłowała skupić się na czymś zupełnie innym. – Ja tu naprawdę jestem i w końcu doprowadzę, do tego że zrozumiesz to wszystko co dzieję się wokół ciebie. Na pewno wrócę.

Nadal zaciskała powieki. Jego głos ustał, ale bała się otworzyć oczy w obawie, że znów go zobaczy. Traktowała go jako wymysł swojego uszkodzonego umysłu, który na pewno nie funkcjonował dobrze. W końcu odważyła się spojrzeć, ale jej pokój spowijała tylko ciemność. Nie było w nim nikogo. Fakt tego, że zniknął jeszcze dodatkowo upewnił ją w tym, iż nigdy go tam tak naprawdę niebyło.

Następne dni upłynęły jej w tym samym rytmie. Spała, budziła się o różnych porach i powoli zaczynała dochodzić do siebie. Po dwóch tygodniach jej mąż w końcu odebrał ją ze szpitala. Lekarze jednak nawet przy wypisie, nadal byli zażenowani sytuacją, która zdarzyła się bezpośrednio po wypadku. Tak jak przewidywali, nie byli w stanie ustalić co się stało z wynikami przeprowadzonych badań. Nie mieli nawet na oddziale pacjenta, z którym można byłoby zamienić badania. Poza tym na pierwszych zdjęciach i na drugich istniały pewne charakterystyczne elementy, które jednak wskazywałyby na to, iż na terenie ich placówki doszło do cudu. W cud jednak nikt nie wierzył, choć byłoby prościej, niż uwierzyć w awarię całego sprzętu diagnostycznego, lub tym bardziej w pomyłkę z wymianą wyników. Starała się zapomnieć o wypadku i o spotkaniu z tajemniczym mężczyzną. Dziwne zajścia składała na karb stresu pourazowego oraz wstrząsu mózgu.

– Od tego wypadku ona bardzo dziwnie się zachowuje – Jaan spojrzał na swoją siostrę. Na jego twarzy malowało się ogromne napięcie.

– Co rozumiesz przez dziwnie ?

– Praktycznie ze mną nie rozmawia. Zupełnie unika tematu tego co wydarzyło się w szpitalu, a ostatnio oświadczyła, że ma chyba jakieś uszkodzenie mózgu bo ma halucynacje.

– Jakie halucynacje ? – See była wyraźnie zdzwiona. – Z drugiej strony po takim wypadku uszkodzenie mózgu może być realne – dodała szybko zanim jej brat był w stanie odpowiedzieć na wcześniej postawione pytanie.

– Nie chciała mi powiedzieć co rozumie przez halucynacje ale wszystko jest możliwe nawet uszkodzenie mózgu. Sam fakt tego co się stało w szpitalu jest podejrzany. See ja widziałem ten samochód to nie jest możliwe, że praktycznie nic się jej nie stało !!!

– Chyba powinieneś się cieszyć, że wszystko jest w porządku ?

– Ja się cieszę, nie zrozum mnie źle ale to jest dziwne … – Jaan zwiesił głos. – Po prostu nawet lekarze nie rozumieją co się stało, to tak jakby przywieźli do szpitala prawie trupa, a okazało się, że jednak się pomylili.

– Wiesz pomyłki się zdarzają – See wzruszyła ramionami. – Lepiej napij się herbaty – See podsunęła bratu kubek z parującym napojem.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu i popijali herbatę. Jaan lubił przychodzić do swojej starszej siostry. See była starsza od niego o prawie piętnaście lat. Często traktował ją bardziej ja matkę niż siostrę. See była osobą o raczej władczym usposobieniu, więc podobało jej się, że brat zwracał się do niej z każdym problemem.

– Nie mogę się odnaleźć See, mam wrażenie, że ona oddala się ode mnie z każdym dniem.

– Doskonale wiesz jaka ona jest. Nigdy za nią nie przepadałam ale jest twoją żoną i zgodnie z naszymi zasadami musisz być w tym związku aż do końca.

– Ja nie zamierzam jej zostawiać … – oburzył się Jaan. – Nie mogę zostać sam !

– Zobaczysz wszystko się ułoży, ona po prostu musi dojść do siebie. Taki wypadek to jest ogromne przeżycie. Jestem pewna, że wszystko będzie dobrze.

– Mam nadzieję, że masz rację – Jaan westchnął głośno.

Thee obserwował jej dom, był nieco znudzony bezczynnością. Wpatrywał się w fakturę elewacji budynku, podziwiał cudownie ukwiecone balkony i równo przystrzyżoną trawę, która wskazywała na pedantyczne skłonności właścicieli domu. Wszystko było takie perfekcyjne. Dokładnie tak jakby ktoś uparł się aby zachować idealną symetrię, w każdym najdrobniejszym szczególe. Ten obrazek zupełnie nie pasował mu do Carr.

W pewnym momencie zobaczył ją na ganku, była ubrana w luźny szary dres, miała bose stopy, a włosy miała w totalnym nieładzie. Zupełnie nie pasowała do tego wypielęgnowanego otoczenia ale musiał przyznać, iż wyglądała uroczo. Jej twarz nie była spięta i sprawiała wrażenie zrelaksowanej. Do tej pory za każdym razem kiedy pojawiał się w jej życiu widział tylko woskową maskę. Starała się go ignorować i zupełnie nie rozumiał dlaczego ona nie chce mu zaufać. Miał ochotę wziąć ją teraz za rękę i zaprowadzić w miejsce, w którym wszystko by zrozumiała.

Zbliżył się do ogrodzenia budynku tak aby z łatwością mogła go zauważyć. Gdy tylko jej wzrok padł na jego twarz widział jak gwałtownie spina wszystkie mięśnie, a w jej oczach rysuje się przerażenie. Rozchyliła delikatnie usta i kurczowo chwyciła się balustrady na ganku. Przez chwilę utrzymywała z nim kontakt wzrokowy ale szybko odwróciła głowę.

– Carr ! – zawołał. Kobieta jednak nie reagowała. – Porozmawiaj ze mną, proszę.

– Carr ! – Kobieta odwróciła się ignorując go całkowicie i pospiesznie weszła do domu.

Nie miał zamiaru na nią szczególnie naciskać ale wiedział, że czas nieubłaganie się kończy. Odszedł od ogrodzenia i wrócił do auta. Ganek był pusty ale był pewny, że ona obserwuje go przez okno. Z kieszeni marynarki wyjął telefon i wybrał numer Anny. Odebrała po dwóch sygnałach.

– Gdzie jesteś ? – Zapytała.

– Jestem pod domem Carr. Od wypadku staram się z nią porozmawiać ale ona udaje, że mnie nie ma – powiedział zrezygnowanym tonem.

– Thee do cholery ! Jesteś lejtem czy nie ? – Anna była wyraźnie zirytowana.

– Jestem ale to nic nie zmienia. Ona po prostu na mnie nie reaguje… – Thee zwiesił głos.

– Może ona jest ignorem ?

– Ona jest setką Anna – powiedział zdecydowanie Thee.

– No i co z tego ? – parsknęła Anna.

– Cholera Anna widziałaś kiedyś setkę ignora ?

– Nie, nie widziałam – przyznała Anna – ale tutaj nic nie jest normalne i doskonale o tym wiesz !

– Nie wierzę w to, po prostu nie wierzę – Thee podniósł głos. – Wydaje mi się, że jeśli mam coś zrobić szybko, to mogę to zrobić tylko na siłę.

– Doskonale wiesz, że to nie przejdzie – nutka irytacji powróciła do głosu Anny.

– Dlaczego ?

– Thee zlituj się ! Przecież ona musi sama świadomie przejść przez skaner ! – Anna była wyraźnie zdenerwowana.

– No tak… zapomniałem o tym.

– Thee czy ty całkowicie straciłeś głowę ? – Anna weszła mu w słowo. – Musisz do cholery coś wymyślić. Inaczej po prostu będziemy musieli zastosować bardziej drastyczne środki.

– Jakie drastyczne środki ? – Thee był wyraźnie zaciekawiony ale też zaniepokojony.

– Lepiej o to nie pytaj i zrób wszystko aby było dobrze – to mówiąc Anna rozłączyła się.

Thee przez chwilę spoglądał na wyświetlacz swojego telefonu, a po chwili uruchomił silnik samochodu i odjechał spod domu Carr.