Czelendż akcepted !!!

Czelendż akcepted !!!

Podjęłam sama dla siebie wyzwanie. Szczerze nie wiem jak to się skończy ale kto nie próbuje ten nie ma. W Crossficie codziennie staram się pokonywać swoje ograniczenia. Przez cały czas mam ochotę na więcej. Nie odpuszczam łatwo, tak samo i nie odpuszczę tym razem bo blog jest również moją pasją i tym na czym mi cholernie zależy. Zauważyłam jednak, że pomimo wprowadzenia zmian graficznych, odświeżenia pewnych elementów zaniedbałam to miejsce. Ilość publikowanych tekstów sukcesywnie spadała z miesiąca na miesiąc. Wczoraj po publikacji tekstu po prostu postanowiłam w miesiącu sierpniu dodawać tekst codziennie.

Screen shot 2012-10-30 at 5.07.40 PM

 

Taki napis wisi na ścianie w moim Crossfitowym boksie. Oznacza, w wolnym tłumaczeniu, że „jeśli coś nie stanowi dla Ciebie wyzwania, to na pewno Cię nie zmieni”. Można opowiadać pierdoły, że piszemy dla siebie ale prawda jest taka, że piszemy bo chcemy aby nas czytano. Nie ma innej opcji. Każdy blog bez czytelników wcześniej czy później umrze.

 

Obserwowałam dokładnie statystyki swojego bloga. Stwierdziłam, że dzień publikacji jest dniem, w którym pojawia się najwięcej osób im publikacje są rzadsze tym mniej czytelników zagląda na bloga. Podejrzewam, że nawet jeśli spodoba im się jeden tekst to rzadkość publikacji spowoduje, że część osób nie wróci.

 

Dlatego postanowiłam rzucić sobie wyzwanie … przyznam, że trudne bo teksty muszą być wartościowe i nie mogą stanowić zwykłej zapchajdziury. No ale jeśli na treningu się nie poddaję to dlaczego mam poddać się teraz ?

 

Czy warto rzucać sobie wyzwania ?

 

Moim zdaniem nie idziemy do przodu jeśli nie czelendżujemy sami siebie. To właśnie wyzwanie nas rozwija i wiara w powodzenie naszego założenia. Musimy wyjść z piersią do przodu i wierzyć każdego dnia, że zmierzamy w dobrym kierunku.

 

Uprawiam Crossfit od ponad sześciu miesięcy. To co niektórzy wyprawiają na drążku gimnastycznym przyprawia mnie o ból głowy. Mogłabym po prostu odejść i powiedzieć – cholera to nie dla mnie to nigdy się nie uda. Tymczasem stoję i z uwagą patrzę myśląc sobie – cholera mam nadzieję, że już niedługo sama będę tak mogła.

 

Wiem, że nawiązuje ciągle do Crossfitu ale ten sport dał mi zdecydowanie więcej niż spojrzenie na własne ciało czy sprawność fizyczną. Ten sport po prostu zmienił moje podejście do życia. Realnie odczułam jak to jest wychodzić poza własną strefę komfortu. Gdy ćwiczysz i chcesz się rozwijać, nie możesz wybierać bezpiecznych rozwiązań, czasem musi zaboleć … ba nawet przez cały czas boli ;).

 

Życie zaczyna się tuż za Twoją strefą komfortu.

 

Przez pierwsze miesiące treningów byłam permanentnym zakwasem. Czy to było przyjemne ? Chodziłam wprawdzie z bananem na gębie upojona endorfinami ale prawda była taka, że cierpiałam.

 

Ze sportem mam tak, że muszę włożyć dwa razy więcej wysiłku niż inni. Po prostu wolniej osiągam pewne rezultaty (nie dotyczy podnoszenia ciężarów). Frustruje mnie to ale nie na tyle bym powiedziała mam to gdzieś.

 

Podobnie jest z pisaniem bloga. Czasem napada nas zwykła frustracja. Piszemy fantastyczny i naprawdę świetny w naszej ocenie tekst. Wrzucamy go na bloga cali podjarani, a publika jakoś nie szaleje z radości. Przeczytaliśmy w Kominkowej książce, że po trzech miesiącach powinniśmy trzepać hajs na blogu, a tu statystyki ciągle mizerne, że strach się przyznać i raczej dokładamy do interesu, bo trzeba za posty na fanpejdżu jednak odpalać fejsowi.

 

Można bawić się w różne opowieści i udawać, że tak naprawdę to co robimy jest już super zajebiste i nie mamy żadnej drogi do poprawy. Można też porzucić bloga i założyć nowego udając, że tam na nowym starcie wszystko się uda. Prawda jest jednak taka, że to nic nie pomoże o ile my nie zmienimy się sami.

 

Oświadczenie o codziennym publikowaniu jest dla mnie wysoce niekomfortowe, bo wiem, że jak zawiodę to zawiodę nie tylko czytelników ale przede wszystkim samą siebie. Dlatego kochani niech karawana zpitala, a ja mówię – Ehdi challenge accepted !

 

Trzymajcie kciuki.

 

Ehdi

Świat według Ehdi

#blog#CrossFit#pisanie
Written by Ehdi Mars
  • http://madamevela.blogspot.com Vela

    Zdecydowanie warto stawiać sobie wyzwania, zawsze za tym będę! 🙂 Gratuluję bardzo, że podejmujesz się nowych rzeczy i stawiasz sobie cele, trzymam kciuki za realizacje. 🙂 Co do postów, ja jako stała czytelniczka, bardzo się na to wyzwanie cieszę! 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Miło mi, że mam stałych czytelników ;).

  • http://www.okularnica.com/ Urszula

    Tak patrzę na tytuł posta i coś mi przypomina 😛

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      ale czy ja nieopatrznie jakiś plagiat popełniłam ?? W szale kuchennym dziś jestem i jutro będzie o pewnej mojej kuchennej profanacji ale ten tytuł chodził mi po głowie od wczoraj. W ogóle mnie tak wczoraj oświeciło i stwierdziłam, że o tak … po prostu tak !!! 😉

      • http://www.okularnica.com/ Urszula

        Nie Ehdi, luz. Po prostu przez chwilę myślałam, że ktoś udostępnił mój tekst u siebie. 😀

        Nie mam praw do tej nazwy. Spoko 😛

        • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

          Kochana ja naprawdę niespecjalnie :(. Nie pamiętałam, że miałaś kiedyś taki tytuł. Samo mi wlazło do głowy, a ostatnio jak mi coś wlezie to jak widać, to się roi i roi … taki czas ;). Mam nadzieję, że mi wybaczysz 😉 ale w sumie pewnie temu zawdzięczam Twoje odwiedziny ;).

          • http://www.okularnica.com/ Urszula

            Ehdi, serio nie przejmuj się! Wybaczam, oby tylko były takie powody do wybaczania 😛
            Jutro mój challenge accepted. Wpadaj 🙂

          • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

            Kochana ja to nie potrzebuję specjalnego zaproszenia 😉 Jak puszczasz coś nowego to od razu wpadam ;).

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Podziwiam Cię i mocno kibicuję…Żeby nie wiem co, nie dałabym radu podołać Twojemu wyzwaniu:) A z tym zarabianiem, to coś czuje, że będziemy musiały długooooooooooo poczekać;)

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Trzymam kciuki za udaną realizację wyzwania 🙂
    Choć z drugiej strony tak sobie myślę, że aż tak częste pisanie może zmęczyć i czytelników, i piszącego. Na wpisy ulubionych blogerów mam osobną zakładkę w swoim RSS, czekam na ich wpisy i od razu biegnę je czytać. Mam też jednego ulubionego „dziennikarza”, który wrzuca wpis codziennie. I paradoksalnie do niego aż tak się nie spieszę, bo … wiem, że on pisze codziennie i że tam nowy wpis jest. Czasem więc ląduję u niego po kilku dniach i czytam hurtem wszystko 🙂

  • http://www.womanatwindow.com/ Dagmara Piekutowska

    Trzymam kciuki! Zbiegiem okoliczności także rzuciłam sobie podobne wyzwanie. Postanowiłam publikować regularnie, co dwa dni. Zdecydowanie czuję się zmotywowana. Co więcej uświadomiłam sobie, że im więcej robię, tym łatwiejsze staje się to wyzwanie. Wczoraj udało mi się zrobić szkic postów na najbliższy miesiąc, zrealizować sesję zdjęciową, pobiegać, zrobić domową granolę. Okazuje się, że rzeczywiście dla chcącego nic trudnego 😉 Powodzenia!

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Widzisz mam dokładnie to samo 😉 Opracowałam sobie już tematy na kilka następnych dni i teksty jakoś same powstają ;), a jeszcze gotować daję radę. Będę wpadać i również Tobie kibicować. Powodzenia !!!

  • http://katsunetka.nl/ Katsunetka

    Tego lata przekonałam się jak ważne jest stawianie sobie nowych wyzwań, a przede wszystkim ile satysfakcji daje pokonanie tego, udowodnienie sobie, że jednak się potrafi. Mam nadzieje, że nie za często wychodzę z tej strefy komfortu po tylu latach trwania w niej.

  • http://www.przystanekzycie.pl Małgorzata Kaczmarczyk

    Wyzwania? Pewnie! Bez wyzwania nie ma życia. Ja mam zawsze tak, że podejmuję wyzwanie, panikuję na początku, potem jest już tylko lepiej. 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Ja już zaczynam panikować ale dwa oddechy i czas na pisanie tekstu ;).

  • http://christom.pl/ ChrisTom

    To jest to! Wychodzenie poza swoje granice i możliwości, poza lubianą przez wszystkich, ostatnio niezwykle modną, strefę komfortu. Dużo tego w jednym tekście: sumienność, motywacja, przelewająca się na statystyki na blogu, poprzez frustrację dotyczącą tego, co się w nas dzieje kiedy nie idzie, w życiu codziennym i na blogu, czyli w życiu codziennym. Przy okazji rzucenia samej sobie wyzwania, poruszyłaś kilka kwestii, choćby czytelnicy oraz ich brak, który często jest początkiem końca kogoś, kto może nawet nie dowiedział się, że się „nadaje”.

    Wróciłem po jakimś czasie, kiedy było wszystko na etapie testów, żeby zobaczyć jak zmieniła się szata graficzna. Wygląda super! W czytaniu nie przeszkadza w zasadzie nic, a główna wypełniona jest świetnymi zdjęciami, które wabią i nie dają się odkleić czytelnikowi, niczym lep na muchy 😉

    Pozdrawiam! 🙂

  • http://dominolifestyleblog.blogspot.com/ Domenika.Domino

    Genialny post 😛 Z dużą dawką pozytywnych emocji i motywacji 😛

    Zapraszam jeśli masz ochotę http://dominolifestyleblog.blogspot.com/ oraz https://www.facebook.com/Dominolifestyleblog 😉