Matka, mama, mamusia, mateńka…

Matka, mama, mamusia, mateńka…

Piszę ten tekst specjalnie już jakiś czas po oficjalnym Dniu Matki. Pamiętam dokładnie swój tekst z 2013 r. Opublikowałam go 26 maja i na pewno nie stanowił peanów pochwalnych wobec mojej matki. Matka bowiem nie zawsze jest fajna i nie zawsze wyposaża nas we właściwy bagaż na przyszłość. Moje kompleksy, moja nieśmiałość, brak poczucia własnej wartości to wszystko co dostałam od swojej mamy w pakiecie. Matki czasem po prostu nie potrafią kochać własnych dzieci. W ogóle jeśli mamy deficyt bezwarunkowej miłości wyniesiony z domu rodzinnego to będziemy go przenosić z pokolenia na pokolenie. To jest jak wirus, który wymaga długotrwałego leczenia ale bez tego możemy tylko powielać schemat.

Zawsze mnie fascynował ten bezwarunkowy i podświadomy silny związek pomiędzy rodzicami, a dzieckiem. Kiedyś nawet opisałam go jako swoisty rodzaj syndromu sztokholmskiego. Mamy tak strasznie zakorzeniony obowiązek kochania i szanowania rodziców, że nie wyobrażamy sobie tego inaczej. Gdy ktoś mówi źle o swoim rodzicu od razu odzywa się w nas wewnętrzny bunt. Jak on tak może ! Przecież na pewno rodzice nie byli tacy źli. Przecież oni na pewno zrobili wszystko najlepiej jak umieli !

Rodzicom trzeba być wdzięcznym, rodziców trzeba doceniać, szanować i najfajniej jest stawiać im pomniki. Gówno prawda ! Uwierzcie mi nie zawsze można i nie zawsze trzeba. To, że ktoś wydał na świat efekt zapłodnionej komórki jajowej nie stanowi o jego wielkości i nie daje mu prawa do żądania niczego od swoich potomków.

Rodzice potrafią być wrednymi istotami, które nie mają na nas pozytywnego wpływu. Ważne by umieć spojrzeć na wszystko z dystansu i zrozumieć co było dobre, a co złe. Moja matka na przykład zawsze powtarzała mi, że jestem gruba. Faktycznie w wyniku przyjmowania leków byłam dość pulchnym dzieckiem i miałam z tego powodu straszne kompleksy. Dzieci nabijały się ze mnie w szkole i własna matka również nie stanowiła dla mnie żadnego wsparcia. Po jakimś czasie schudłam i to nawet dość mocno ale nawet nosząc rozmiar 36 patrząc na swoje zdjęcia widziałam grubasa. To zaburzone poczucie własnego ciała wyniosłam z domu. Bardzo długo uczyłam się akceptacji swojego ciała, chyba do dziś nie osiągnęłam tego jeszcze w pełni.

Gdzieś na jakimś blogu przeczytałam, że w dniu swoich urodzin powinniśmy przede wszystkim podziękować swojej matce za to, że nas urodziła. To stwierdzenie wywołało we mnie falę złości. Dzieci nie wybierają gdzie i kiedy przychodzą na świat. Podziękować możemy rodzicom za super wychowanie, wsparcie i bezwarunkową miłość. Dziękowanie wyłącznie za fakt tworzenia (czasem zupełnie przypadkowego) uważam za przesadę.

Pomimo tego, że moja matka nie była osobą, której mogłabym za cokolwiek dziękować gdy odeszła nagle pouczyłam ogromną pustkę w swoim sercu. Nagle jak z jednym cięciem straciłam jeden z corocznych rytuałów – wysyłanie kwiatów na dzień matki. Straciłam też jakiś punkt odniesienia na mapie.

Nigdy do końca nie zrozumiem tego mistycznego związku pomiędzy rodzicami, a dzieckiem. Czasem wiemy jak okropnymi osobami są nasi rodzice, a jednak mimo wszystko nie potrafimy się od nich odciąć, zapomnieć, wyrzucić z naszego życia. Oni żądzą czasem naszymi przekonaniami nawet gdy leżą już głęboko pod ziemią.

Rodzic to wielkie i małe słowo. Jednak aby być prawdziwym rodzicem nie wystarczy tylko wydać na świat owoc swoich lędźwi.

Kochajcie i akceptujcie w pełni swoje dzieci. Nie oczekujecie niczego w zamian. Sprawcie by wasze dzieci naprawdę Was kochały i nie były ofiarą dziwnego psychologicznego zjawiska, które w niepojęty sposób wiąże członków rodziny. Uczmy się odróżniać dobro od zła i nie stawiajmy na piedestał rodziców tylko dlatego, że posiadają dziecko.

Na szacunek i miłość dzieci trzeba sobie zasłużyć ! Nie ma nic za darmo.

Ehdi

#mama#matka#miłość matki
Written by Ehdi Mars
  • http://patibloguje.me patibloguje

    Poruszający tekst. O „bagażu” od mojej matki mogę powiedzieć to samo, choć u mnie problem był zapewne inny. Niestety nasza tradycja i szacunek do rodziny często jest przeszkodą w przecięciu toksycznej relacji na linii rodzic-dziecko.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      No tak ale tylko przyznanie prawdy i tylko zrozumienie tego, że rodzice nie zachowywali się poprawie daje nam wyzwolenie. Inaczej tkwimy często np. w chorym pojęciu, ze miłość boli – bo rodzice bili ale przecież kochali … Trzeba umieć nazywać rzeczy po imieniu.

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Dokładnie…”nie ma nic za darmo”. Całuję mocno!

  • http://losgrafikos.pl SuspiciousPlum

    Zgodzę się z Tobą. Tylko wiesz, czasem jest tak, że rodzic się mocno stara, a z jakichś powodów nie zawsze mu wychodzi. Ja kocham moich rodziców najbardziej na świecie, ale popełnili też sporo błędów. Moja mama np. porównywała mnie z innymi. Ciągle mówiła: „Mogłabyś mieć wyższe oceny, tamta jest od Ciebie lepsza”. Trochę to dołowało i ten dół z powodu gorszych ocen, podświadomie wniosłam do dorosłego życia i porównuję się z innymi. Na szczęście szybko zrozumiałam, że to do niczego nie prowadzi i włącza mi się „STOP”, kiedy zaczynam to robić, ale jak się nie pilnuję to wszystko dzieje się automatycznie. Wybaczam to jednak mojej mamie, bo wiem, że nie chciała wcale dla mnie źle i zrobiła dla mnie tyle dobrego, że potrafię zrozumieć niedociągnięcia. Przecież nikt nie jest ideałem.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Nie chodzi o to aby rodzica skreślać, ale często chodzi o dostrzeżenie tego co robi źle i napiętnowanie. Tłumaczenie rodzica, że on coś zrobił źle bo inaczej nie umiał jest złym i szkodliwym tłumaczeniem. Oczywiście nikt nie jest idealny i wszyscy popełniamy błędy ale ważne jest jak z nich wychodzimy. Nie ma „ona robiła to dla mojego dobra”. Twoja mam Cię krzywdziła, nawet jeśli nie umyślnie to jednak krzywdziła. Oczywiście możesz jej wybaczyć i możesz ją nadal kochać, tak jak wybaczamy błędy innych – chodzi głównie o to aby nie gloryfikować osoby tylko za to, że jest rodzicem.

  • http://ekspresem-przez-zycie.blogspot.com/ Martyna

    Pierwszy raz od dawna czytam tekst o niezbyt pozytywnym wydźwięku – przynajmniej w pierwszej części – który tak bardzo do mnie trafił. Może moja rodzicielka nie jest aż taka zła, ale ma swoje przywary, które pozbawiły mnie pewności siebie i swojego własnego zdania. Długo nie potrafiłam go wyrażać, bo zawsze słyszałam matkę, która się z nim nie zgadzała i mnie tłamsiła. Jednak kiedy w końcu powiedziałam jej co mi się nie podoba, zmieniła się odrobinę. Ostatnio nawet pokusiłam się o podanie jej adresu swojego bloga. Teraz jest moją największą fanką, choć ja sama uważam że to duża przesada. To miłe wiedzieć, że mama potrafi się zmienić. To miłe, kiedy robi coś dla ciebie, co podnosi Cię na duchu. Tego właśnie życzę wszystkim. Mimo wszystko szanujmy naszych rodziców, bo w końcu odejdą. Nie mówię, że mamy ich kochać i uwielbiać kiedy robią coś okropnego… ale mimo to zastanówmy się czy zwykła rozmowa nie rozwiąże tego problemu.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Z moją rozmowa nie załatwiła nic, nic się nie zmieniło. Wiele razy próbowałam i niestety bez efektów. Ona nie widziała swojego postępowania, po prostu wydawało jej się, że wszystko robi dobrze i dla „mojego dobra”. To była taka jej wizja wszechświata. Ja zachęcam do mówienia prawdy i nazywanie rzeczy po imieniu. Nie tylko samo ślepe szanowanie. Możemy szanować rodziców za coś, a nie tylko za to, że są rodzicami.

  • http://www.womanatwindow.com/ Dagmara Piekutowska

    Niezwykle poruszający wpis. Także prawdziwy. Nie, nie zawsze rodzice przekazują nam to co najlepsze. Nie zawsze są dla nas oparciem. Czasem wyrządzają nam krzywdę, która towarzyszy nam później przez całe życie. Mimo wszystko często do nich lgniemy, bądź odczuwamy ich brak. Z pewnością moi rodzice mogli zrobić wiele rzeczy lepiej. Są słowa oraz czyny, których powinni mi oszczędzić. Czasem ten żal mnie przytłacza. Cieszę się, że teraz łączy nas niezwykła relacje. Jednak nie zawsze tak było. Może jednak właśnie to doświadczenie pozwoliło mi na kierowanie się swoimi potrzebami. Wsłuchanie się w swoje pragnienia. Także na racjonalną ocenę własnej osoby. Czasem po prostu musimy zaakceptować to. Wierząc, że każdy popełnia błędy. Starając się ich uniknąć w przyszłości. Po prostu przebaczyć.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Przebaczenie jest możliwe i niektórzy wolą w ten sposób ale tak naprawdę nie musimy rodzicom przebaczać. Ja byłam w totalnej rozsypce jak umarli moi rodzice (praktycznie jednocześnie), byłam rozgrzebana emocjonalnie w terapii, przerabiając dzieciństwo. Ułożyłam sobie wcześniej relacje ale bez przebaczenie, bo nie potrafiłam inaczej. Nie potrafiłam przebaczyć… Gdy umarli wszystko stało się nieco inne, nagle bardzo pragnęłam przebaczyć i wydawało mi się, że to muszę zrobić. Terapeutka powiedziała mi, że to normalny etap. Fakt przeszło mi i nigdy do końca nie wybaczę. Co nie zmienia postaci rzeczy, że tęsknię… takie kuriozum tej sytuacji.

  • http://andanowa.pl AnuŚka Bąbik-Daniło

    Zastanawia mnie tylko jak to możliwe, że tak różnie postrzegamy naszych rodziców żyjąc pod jednym dachem. Mam dwie siostry. Dwie z nas mają super relacje z rodzicami, trzecia twierdzi, że tylko ją krzywdzili. Z mojego punktu widzenia to ona była zawsze najbardziej doceniana, chwalona, to do niej porównywano nas dwie. A jednak to ona wyjechała na drugi koniec Polski, aby się odciąć od rodziców. Kilka razy w miesiącu widzę jak ich to boli. Prawie nie ma spotkania, by nie wspomnieli choćby słowem o tej mojej siostrze. Nie przyjeżdża nawet na święta.
    Wiadomo, że u nas też, jak w każdym domu zdarzały się ciężkie chwile, kłótnie, może rodzice nie byli idealni, ale jestem pewna, że bardzo się starali. Chcieli nam dać wszystko co najlepsze.Odmawiali sobie, żebyśmy my mogły korzystać z dzieciństwa i życia nastoletniego. Tak było. Nie wiem dlaczego moja siostra tego nie pamięta.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Nie zawsze rodzice tak samo traktują dzieci. Przyczyną przekonania Twojej siostry może być to, że np. była z Was najstarsza i była we wczesnym dzieciństwie źle traktowana. Dodatkowo co ciekawe często dzieci z dysfunkcyjnych domów pamiętają swoje dzieciństwo dopiero od jakiegoś późniejszego. Mój brat praktycznie w ogóle nie pamięta rzeczy złych, a te które pamięta stara się racjonalizować. Nie wspomnę o tym, że czasem po prostu nawet nie potrafimy ogarnąć tego co nam wyrządzono dopóki ktoś nam nie uświadomi, że to było złe. Ja wierzę, że Twoja siostra ma powód do takiego zachowania i ma do niego prawo. Jeśli odcięła się od rodziców to raczej sobie nic nie wymyśliła i trzeba to uszanować. Ja zawsze wychodzę z założenia, że to, że rodzice się starają nie ma żadnego znaczenia i w żaden sposób ich nie usprawiedliwia. Z perspektywy czasu powiem Ci też, że mój brat teraz powiedział by o naszym dzieciństwie to samo co Ty o swoim – ale to nie byłaby prawda i on nadal tkwi w martwym punkcie. Ja nazwałam wszystkie przewiny moich rodziców po imieniu, choć nie potrafiłam z nimi zerwać kontaktu. Jednak dzięki zrozumieniu krzywdy, która mi została wyrządzona stałam się wolna.