Moja podróż… W krainie snów !!!

Moja podróż… W krainie snów !!!

Niniejszy tekst jest trzecim z cyklu, jeśli nie czytałeś pierwszego koniecznie zapoznaj się z oświadczeniem, które znajdziesz TUTAJ, a druga część TUTAJ.

***************

Gdy jechałam na trzecią ceremonię byłam zdeterminowana. Wiedziałam, że będę tam sama ale nie bałam się o swoje bezpieczeństwo. Bardziej obawiałam się swojego spotkania z Ayą. Trochę tak czułam jakbym jechała na spotkanie z matką, która albo mnie zjedzie albo pochwali. Co ciekawe choć nie palę od lat i tym razem jadąc na ceremonię bardzo zapragnęłam papierosa. Kupiłam całą paczkę, choć nie bardzo rozumiałam dlaczego. Fakt czasem zdarza mi się zajarać przy alkoholu na jakieś imprezce ale tak normalnie na co dzień zupełnie nie ciągnie mnie do fajek. Nie chciałam jednak zaburzać swojej intuicji.

Dodatkowo w drodze swojego samorozwoju odkryłam, że często przez nałogi łączymy się z osobami z naszego systemu. Ja stwierdziłam, że przez alkohol nawiązuję więź z matką, a papierosy z ojcem. Jechałam na spotkanie z przeznaczeniem, stwierdziłam że kilka fajek mnie nie zabije ani też nie zmieni niczego w moim życiu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jadę do piekła i jak wielką rolę te papierosy odegrają… no ale o tym później.

Miejsce, w którym odbywała się ceremonia było wypełnione po brzegi. Jechałam tam bardzo długo i choć dotarłam dość późno cieszyłam się, że udało mi się zająć fajne miejsce. Byłam podekscytowana ale też nieco zestrachana. Cały wstęp ceremonii był dość krótki i szybko przeszliśmy do głównej części jaką było picie brunatnego naparu. Smak tego płynu był nadal obrzydliwy, czyli nic się nie zmieniło.

Tym razem jednak nie miałam tak obrzydliwych mdłości jak poprzednio. Leżałam sobie spokojnie czekając na to co się wydarzy. Leżałam… leżałam i nagle odruchowo naciągnęłam szeroki golf swetra na twarz. Wtedy zobaczyłam wyjątkowy obraz kwiatów i czegoś co mogłoby przypominać pysk jaszczurki. To było jak obraz startowy… było nagłe i nieprzewidywalne. Wizje, następowały jedna po drugiej w błyskawicznym tempie. Pamiętam, że gdy zobaczyłam różne kolorowe obrazy poczułam się nieco zawiedziona. Stwierdziłam, że to co wydarzyło się na tej poprzedniej ceremonii i rozmowa jaką odbyłam to był tylko wytwór mojej wyobraźni, bo dopiero teraz coś dzieje się naprawdę. Ayahuasca wyczuła jednak moje wahanie i pokazało mi czarny strumień ciemności który przebija się przez jasne niebo.

– Tylko na taką szczelinę byłaś wtedy gotowa. Nie kombinuj – powiedziała.

Uwierzyłam jej i zrozumiałam, że wszystko następuje stopniowo, więc mogłam się tylko cieszyć. Poczułam się zaopiekowana. Przed oczami miałam różne obrazy, spadałam w dół w tej jasności wydziałam też krew i czyjeś ciało leżące w kawałkach. Miałam wrażenie, że spadam w zupełnie niekontrolowany sposób, którego nie mogę zatrzymać. Szybkość z jaką wszystko się działo powodowało, że mój mózg nie był w stanie przetwarzać tych informacji. I wtedy usłyszałam gwizdanie… gwizdanie szamana. Podążyłam za tym dźwiękiem i wizję się zmieniły. Oczywiście nie pamiętam co najmniej połowy z nich… choć bardzo się starałam. Próbowałam je analizować i wkładać sobie do głowy, ale niektóre nie miały dla mnie absolutnie sensu. Nie potrafiłam ich osadzić w rzeczywistości, a mój mózg płakał w bezradności.

Męczyłam Ayę ciągłymi pytaniami, a ona po prostu kazała mi przestać analizować. Stwierdziła, że za dużo myślę i nie wszystko w życiu musi mieć sens. Moje ciało poruszało się w rytm muzyki i całkowicie oddałam się mojej podróży. Przestrzeń, czas i wszystko co do tej pory znałam przestało istnieć. Miałam wrażenie, że obcuję z absolutem. Istotą, która jest wszędzie, jest wszystkim i widzi wszystko. Było mi strasznie zimno, okrywałam się ciasno śpiworem ale i tak co chwila miałam wrażenie, że jestem naga, ze mogę być ubrana, a i tak w każdej chwili wszystko zmienia kształt, wszystko staje się inne, a istota, która jest nade mną może wszystko… może mnie nawet zobaczyć nago kiedy jestem w ubraniu. Tych doświadczeń nie da się dokładnie opisać słowami, to było coś niesamowitego.

Co ciekawe odkryłam, że już raz przeżyłam podobne spotkanie z „absolutem” jak to wtedy określiłam. To była czas kiedy byłam bardzo chora i moje ciało postanowiło wybrać się na tamtą stronę. Wtedy też miałam „wizje”… ale o tym opowiem później.

Około drugiej w nocy postanowiłam przyjąć drugą dawkę, choć nie do końca czułam, że jest mi potrzebna. Aya pchała mnie jednak w tym kierunku, a ja musiałam całkowicie skapitulować.

Emocje, których doświadczałam były bardzo silne. Nie potrafię i nawet nie chcę wszystkiego opisać. Wiem tylko, że szaman kilkakrotnie próbował stonować moje wizje, a mnie to cholernie wkurzało. Jego gwizdy, śpiewy i intonacje łagodziły moje doznania … a ja chciałam więcej, silniej i mocniej. Wiem, że było to dla mnie spora lekcja pokory ale też zaufania. Widocznie moja głowa nie mogła przyjąć więcej i potrzebowała tylko tego co dostawała.

Nie chciałam zasypiać, chciałam czerpać z tego doświadczenia pełnymi garściami. Może nie byłam w niebie ale moje doświadczenie było naprawdę przyjemne. Ostatecznie kiedy wstało słońce Ayahuasca odeszła, ja wyszłam znowu zapalić jak po udanej bezsennej nocy 😉 (if you know what I mean). Byłam masakrycznie zmęczona ale też szczęśliwa. Gdy wróciłam na miejsce zapadłam w krótki sen. Wiedziałam już też, że powrót na następną noc i następną ceremonię był bardzo dobrym pomysłem. Byłam przekonana, że następnym razem ze względu na zmęczenie Aya mi już trochę odpuści. Chciałam zostać bo wierzyłam, że medycyna działa nie tylko jeśli mamy wizje, nie tylko jeśli przeżywamy ceremonię. Ona w nas jest i pracuje razem z nami aby realizować to czego dowiedzieliśmy się podczas ceremonii.

Z tyłu głowy miałam jednak ciągle taką obawę, że przecież wielokrotnie ludzie mówili, że Aya to trochę jak psychoterapia na sterydach i że ona potrafi wystawić nas na takie próby, które wcale przyjemne nie są. Mówi się też, że Aya nigdy nie da ci więcej niż jesteś w stanie przyjąć, ale z drugiej strony czy my wiemy ile możemy przyjąć ? Miałam do czynienia z czymś zupełnie nieznanym, z czymś co jedni traktują jako świętość, a inni jak dopalacz lub wręcz narkotyk.

Ja wiedziałam jedno na mojej trzeciej ceremonii spotkałam się z absolutem. Spotkałam się z bytem, który widzi wszystko, wie wszystko i wszystko potrafi. Można powiedzieć, że to coś jak wysłannik Boga. Poczułam się mała i poddana wobec wszechświata. Ja jestem tylko maleńkim elementem nieskończonego układu. Fascynujące jest to, że okazało się, że nie jestem pępkiem świata ;). Nie byłam w stanie określić, zanalizować ani ocenić połowy tego co się wydarzyło, a jednak wydawało mi się, że dostałam tak wiele.

Chciałam wypocząć przed moją czwartą ceremonią ale bała m się zasnąć, bałam się, że jak zasnę to nie obudzę się o czasie i wszystko prześpię. Dlatego zdecydowałam się czuwać. Czwarta ceremonia była jednak czymś czego nie doświadczyłam nigdy…. Mówiłam wam o piekle ? … no cóż może w następnym odcinku …

CDN…

Ehdi

#ayahuasca#psychologia#psychoterapia#rozwój
Written by Ehdi Mars