Galeria potworów.

Galeria potworów.

Proces odblokowywania artysty zgodnie z metodą Julii Cameron, o której już wam pisałam zakłada zrobienie listy „potworów” czyli wskazanie tych osób, które źle wpłynęły na naszą kreatywności, czyli tak jak w moim przypadku wykonały krecią robotę by tylko zniechęcić mnie do pisania. Dokonując analizy tych wszystkich osób, pomijając oczywiście najbliższe otoczenie, doszłam do zastraszających wniosków albowiem najgorszy wpływ na moją motywację do pisania miały … polonistki. Mam nadzieję, że to co ja przeżyłam nie pojawia już się w obecnych szkołach, pozwolę sobie się jednak podzielić swoimi wrażeniami skoro program Julii i tak zmusza mnie do tego aby to opisać ;).

Od początku

 

Jakoś tak się złożyło, że byłam ponoć utalentowanym dzieckiem i strasznie rwałam się do szkoły. Czytać nauczyłam się wtedy kiedy inne dzieci dochodziły do perfekcji w sztuce chodzenia i strasznie przeszkadzało mi, że siedzę w domu i nie mam swojego tornistra. Wszyscy mogliby się spodziewać, że takie „genialne dziecko” powinno pójść do szkoły i natychmiast osiągać olbrzymie sukcesy.

 

Tak się jednak nie stało, bo niestety okazało się, że pomimo płynnego czytania mam poważne problemy z pisaniem, a raczej charakterem pisma. Ponoć bazgrałam jak kura pazurem. Moja nauczycielka nauczania początkowego robiła sobie regularnie polewkę z moich umiejętności pisania. Dodatkowo robiłam strasznie dużo błędów ortograficznych, a w moich czasach ortografy stanowiły co najmniej zbrodnię przeciwko ludzkości.

 

Co ciekawe dopiero po latach okazało się, że moje problemy z ręcznym pisaniem, jak i po części błędy ortograficzne wynikają z nietypowej wady wzroku ale też tego, że zmuszano mnie do pisania prawą ręką, choć naturalnie byłam leworęczna.

 

Od mojej nauczycielki wielokrotnie usłyszałam, że do niczego się nie nadaję, jestem głupia i powolna. Bardzo chorowałam w dzieciństwie i kuracje sterydami zrobiły swoje, dla mojej nauczycielki byłam jednak tłustą świnią. Mam tylko nadzieję, że ludzie tacy jak ona nie trafiają już do pracy z dziećmi.

 

Dalej niby lepiej …

 

Moja polonistka z podstawówki była całkiem miłą i przystępną osobą. Była też naszą wychowawczynią. Niestety nie mogła zrozumieć mojej miłości do pisania, kwiecistego języka. Z perspektywy czasu jest to koszmarnie śmieszne, ze dorośli ludzie … nauczyciele oczekiwali ode mnie dojrzałości większej niż mogłam mieć. Oni nie potrafili dostrzec potencjału, zawiązka … czegoś nad czym można pracować.

 

Kochałam wtedy patos i przesadę. Moje postaci zachowywały się trochę jak aktorzy brazylijskich telenowel ale nikt nie zachęcał mnie aby dalej tworzyć. Ciągle trafiałam na krytykę. Ciągle słyszałam, że to za wcześnie na tworzenie, że przyjdzie czas i się dopiero okaże czy się nadaję. Polonistka widziała tylko jedno … błędy ortograficzne w moich wypracowaniach. Fakt dzięki jej zamordyzmowi zdałam później do szkoły średniej i nauczyłam się ortografii ale dzięki niej nabawiłam się też ortograficznej i interpunkcyjnej nerwicy.

 

Niby nie nauczycielka…

 

Na mojej drodze postanowiła mnie „wspierać” starsza koleżanka, która miała same wyśmienite oceny z „polaka”. Sama chciała zdawać na filologię polską, co zresztą później zrealizowała i została nauczycielką polskiego. To ona była moim prawdziwym i najsurowszym krytykiem.

 

Nigdy otwarcie mnie nie zniechęcała ale sama często powtarzała, że z pisania nie da się utrzymać. Pisanie było tylko dla wybranych … dla ludzi z darem… a choć ona tego nigdy nie powiedziała, jej zdaniem ja tego daru nie miałam.

 

Gdy człowiek zewsząd bombardowany jest informacjami, że w pisaniu do niczego się nie nadaje to myślicie, że później łatwo jest wyjść z szuflady i pokazać ludziom swoje prace ? Co ciekawe ta krytyka i niepochlebne opinie od samego początku spowodowały, że w późniejszym okresie nie chciałam wierzyć nikomu kto chciał mi powiedzieć coś dobrego lub wesprzeć.

 

Szczebel średni …

 

W liceum nie było lepiej, a nawet zdecydowanie gorzej. Moja polonistka szczerze mnie nienawidziła i uważała mnie za twór nieco upośledzony. Nigdy nie zapomnę tego momentu kiedy zaczęła nabijać się z mojego porównania w wypracowaniu, w którym stwierdziłam, że życie ludzkie jest jak koło … bo zaczynamy w punkcie wyjścia i często do niego wracamy pod koniec życia. Uznała to za wierutne bzdury i wyśmiała je przed całą klasą.

 

Upokorzyła nie tylko mnie ale też moją koleżankę, która poprosiła o ocenę jej prywatnych prac. Koleżanka została postawiona przed całą klasą i wyśmiana. Nauczycielka stwierdziła, że jej prace stanowią radosny bełkot i nie mają żadnej wartości. Po tym wydarzeniu postanowiłam nie przyznawać się, że mam jakiekolwiek inklinacje w kierunku pisania.

 

Ta kobieta uwielbiała się pastwić nad ludźmi i gdyby tylko wiedziała o mojej miłości do pisania na pewno by to wykorzystała tak aby mi dopiec. Zupełnie nie rozumiem dlaczego niektórzy ludzie decydują się na pracę nauczyciela.

 

Polonistki ?!

 

Każda z nauczycielek polskiego, którą spotkałam na swojej drodze robiła wszystko aby mnie zablokować. Każda z nich chciała mi pokazać jak niewiele znaczę i jak bardzo trzeba mnie wbić w ziemię. To chyba jakaś choroba zawodowa, choć nie chciałabym nikogo obrazić… ale ostatnio byłam świadkiem sytuacji kiedy moja znajoma (obecnie polonistka) skomentowała fajny tekst wyrzucając jeden mały błąd ortograficzny autorce. Nic merytorycznego … tylko tak walnij między oczy, że masz problem.

 

Nie wiem może to obecnie uległo zmianie ale polonistki szczególnie powinny wiedzieć, że mają olbrzymi wpływ na rozwój kreatywny dziecka. To one powinny zachęcać i motywować, a tymczasem skupiają się na jakichś dyrdymałach zupełnie tłamsząc indywidualność dziecka, a później nastolatka. Pragnę mieć tylko nadzieję, że jest też sporo fajnych polonistek ale ja po prostu miałam pecha i żadnej na swojej drodze nie spotkałam.

 

Rodzina…

 

O rodzinie to można książkę napisać ;), choć oni jakoś brutalnie złośliwi nie byli … ich po prostu wszystkich śmieszyła trochę moja pasja. Traktowali to jako takie niepozorne wariactwo, które przechodzi z czasem. Ojciec załatwił mi nawet maszyny do pisania, a ja spędzałam długie godziny klepiąc w klawisze i poprawiając wciąż te same sceny bo nie były idealne.

 

Praca była wykańczająca bo nie dało się tego pozmieniać ale trzeba było za każdym razem przepisywać. Nigdy jednak nikt z mojej rodziny nie miał ochoty na czytanie tego co tworzę, oni patrzyli na to z boku i tkwili w takiej zupełnej ignorancji.

 

Partnerzy…

 

Dzięki mojemu jednemu długoletniemu partnerowi przestałam pisać na długie dziesięć lat. To on mi wytłumaczył, że pisanie jest bezsensowną fanaberią, że z tego po prostu nie da się żyć i trzeba mieć dobry zawód i zarabiać pieniądze. On ciągle mi tłumaczył, że moje grafomaństwo to po prostu strata czasu. Wiecie biorąc pod uwagę moje doświadczenia ze szkoły i z otoczenia, po prostu uwierzyłam. Schowałam pisanie do szuflady na dziesięć lat i uśpiłam w sobie tą część duszy.

 

Mój ostatni eks może mnie by w efekcie w końcu i wspierał ale na początku nie był absolutnie gotowy na wybuch mojej pasji i chęć realizacji marzeń. W jego ocenie pozytywne recenzje moich znajomych były tylko dlatego, że mnie lubili, a poza tym on sam bardzo długo nie zdecydował się na przeczytanie tego co napisałam. Dopiero po czasie gdy przeczytał … to sam doszedł do wniosku, że coś może w tym być. No ale wiecie… tylko coś… a w tym absolutnie nie o to chodzi.

 

Ego artysty…

 

Kruche ego artysty wymaga nawilżania i to nie jest tak, że jak ktoś powie raz to już się utrwali. Gdy człowiek przez lata jest wbijany w ziemię to później po prostu już nikomu nie wierzy… a co jeśli eks miał rację… a co jeśli oni wszyscy dookoła są po prostu mili ? Nawet gdy poprosiłam o ocenę fachowca i zapłaciłam za recenzję to nie byłam do końca przekonana jej rezultatami… no bo kurde jak to ?

 

No i żeby nie było tak strasznie cierpiętniczo to powiem wam, że w kolejnym etapie mam zrobić galerię tych którzy mnie wspierali. Może to się jednak nie okazać tak spektakularne… bo ludzie w dużej mierze nie mają powodu by stać nad nami klepać nas w plecki i pomagać nam odbudować nadszarpnięte poczucie własnej wartości. Oni przychodzą mówią co myślą i odchodzą. Niestety nie możemy oczekiwać od nich więcej.

 

Możemy nazwać się prawdziwymi szczęściarzami gdy mamy wokół siebie ludzi zawsze gotowych nas wesprzeć i dostarczyć pożywki naszemu rozklekotanemu ego. Szkoda tylko, że często ci którzy towarzyszą nam na początku i ci którzy z definicji powinni nas wspierać (rodzina, przyjaciele, nauczyciele) wywołują w nas takie spustoszenie, że później ciężko jest się nam pozbierać.

 

Jeśli czyta mnie jakaś nauczycielka polskiego to mam nadzieję, ze w niczym nie przypomina opisanych w moim tekście kobiet. Czasem warto spojrzeć na wszystko inaczej, bo artyści nie zawsze pasują do systemu … ale z reguły okazuje się, że system rzadko jest genialny… a wielu genialnych artystów nie zostało zrozumianych przez system. Mam nadzieję, że wiecie o czym mówię ;).

 

Ehdi

#artysta#pisanie
Written by Ehdi Mars
  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    W mojej głowie na całe szczęście zainstalował się taki ponury gnom, który spuszcza mojemu ego szybki wpiernicz, gdy próbuję sięgać pamięcią wstecz. Były i próby literackie, coś tam porymowałem również. Ku mojemu zdziwieniu konkursu wojewódzkiego nie wygrałem, ale jakiś miły wykładowca chciał toto przetłumaczyć i wysłać na jakiś inszy węgierski (!!!) konkurs. Kolejne „laury” to zdobyłem już na studiach, gdy romantycznie startowałem do pewnej nadobnej dziewoi, która stwierdziła, że ten tekst to ja od kogoś, pardon my French, zerżnąłem. To napisałem natychmiast kontynuację, tracąc równocześnie (przejściowo) zainteresowanie płcią przeciwną, reprezentowaną przez tę moją recenzentkę. I pisanie też sobie podarowałem. Teraz, w razie jakby nie co, to gnom spuszcza wpiernicz, więc nie piszę. Ewentualnie relacje biegowe lub coś o kotach.
    A, widzisz, polonistów to ja nawet lubiłem, gorzej z WFistami…

  • http://www.nieidealnaanna.com Nieidealna Anna

    Jeju to jest rowniez moja historia. Mam podobne doswiadczenia z polonistkami,zawsze nie ogarnialam ze za prace pisemne dostawalam co najwyzej troje… bo za dlugie,za wielowatkiwe I te pieprzone ortografy. Do dzis kiepski ze mnie korektor,ale tym sie nie martwie,bo mam w glowie Trumana Capote,ktory tez podobno robil straszne byki i wymieswiali jego stylistyke. Zrobilam porzadek z „przyjaciolmi” ktorzy podcinali mi skrzydla i robili ze mnie tzw.podsmiehujki bo jak to judoczce raptem zachcialo sie pisac? Czekam jednak na ten pozytywny wpis o tych co ci goraco kibicuja,rzecz jasna jak ja 🙂

  • http://mrkpassion.pl/ Kamil Macher

    Miałem kiedyś romans z polonistką.