Poranne strony, czyli posłuchaj siebie !!!

Poranne strony, czyli posłuchaj siebie !!!

To, że nie piszę jest już faktem. Nie mogę już nic zrobić poza zaprzestaniem uciekania ale na razie mi to nie wychodzi. Jedyne co mi zostało to „poranne strony”. To jest coś co szybko weszło do mojego codziennego rytmu dnia i coś co zmieniło sporo w moim życiu. Poranne strony, czym są i jaki mają sens ? Pomysł na pisanie porannych stron zaczerpnęłam z książki Droga Artysty Juli Cameron. Pewnie jeszcze nie raz na moim blogu usłyszycie o tej książce. Wydaje mi się, że to skuteczna droga do odblokowania kreatywności bo jak na razie dość intensywnie przed nią uciekam. Dlatego chyba nie ma lepszej reklamy dla tej książki. Julia Cameron twierdzi, że opracowała metodę odblokowania zablokowanych artystów i w mojej ocenie coś w tym jest… bo ja nie mogę przez to przebrnąć.

Strumień świadomości…

 

Poranne strony to pisanie metodą strumienia świadomości. Julia zaleca aby pisać rano gdy mamy chwilę wolnego ale w mojej ocenie można pisać też wieczorem lub kiedy nam jest po prostu wygodnie. Ważne aby każdego dnia (codziennie bez wyjątku) znaleźć dla siebie piętnaście minut i zapisać ręcznie trzy strony w zeszycie.

 

Nieważne o czym, nieważne jakie zadania i nieważne, że w sumie czasem o dupie Maryni. Poranne strony to moment kiedy jesteśmy w stanie wysłuchać sami siebie. Dlatego najprościej jest wziąć kartkę i pisać, nic więcej.

 

Gdy pierwszy raz usłyszałam o porannych stronach oraz o zaleceniu aby ich później przypadkiem nie czytać, pomyślałam, że to totalnie głupie. Po czasie okazało się, że ten zwyczaj niesie ze sobą wiele dobrych zmian i uważam, że jest dobry nie tylko dla pisarzy ale dla każdej osoby. Takie zapiski otwierają w nas uważność, uważność na samego siebie.

 

W natłoku spraw…

 

Nasza codzienność jest z reguły naszprycowana doznaniami. Codziennie mierzymy się z różnymi sprawami. Ja na przykład jestem teraz chora, a wczoraj złamałam sobie przedni ząb. Nic tylko się załamać. Właśnie zakładałam sobie, że zrobię miesiąc oszczędności to mój samochód zaczął wymagać sporych nakładów, a tu jeszcze szykuje się kolejny duży wydatek w postaci nowego zęba. Takie sprawy to zwykła codzienność. Pojawiają się i znikają, często zatruwają nam życie …

 

Od kiedy zaczęłam pisać poranne strony zauważyłam, że jestem bardziej spójna. Bardziej uważna i dużo łatwiej odpuszczam codzienne stresy. Te kilka chwil o poranku pozwala mi wyrzucić z siebie wszystko co ukrywałam do tej pory i nie potrafiłam zauważyć. Piszę nie zastanawiając się nad słowami, ich sensem i tym o czym piszę. Możliwe, że moje zapiski przypominają pamiętnik nastolatki ale szczerze mnie to nie interesuje. Zgodnie z radą Juli Cameron zamykam swoje „strony” w zeszycie tuż po zakończeniu pisania i nie wracam do nich w ogóle.

 

Uważność na co dzień…

 

Może to wydaje się dziwnie ale dzięki zapisywaniu codziennie trzech stron ręcznie czuję się lepiej. Łatwiej mi jest się cieszyć daną chwilą, czy opanować stres. Doskonale jestem w stanie określić co się ze mną dzieje w każdej chwili. Wiem kiedy uciekam, wiem kiedy niepotrzebnie na siebie naciskam. Zawsze gdy coś we mnie narasta, rano znajduje swoje ujście.

 

Początkowo było trudno, uwierzcie mi… szczególnie pisanie ręczne, które po latach używania wyłącznie komputera staje się nie lada wyzwaniem. Po kilku dniach ręka się jednak wyrabia i wszystko idzie sprawnie. W większość przypadków jestem w stanie zapisać trzy strony w zeszycie praktycznie „jednym tchem”, czasem mi się tylko zdarza zawiesić. Gdy jednak rano odkręcę ten kurek to mam wrażenie istnienia pewnego przepływu. Czuję się też dopieszczona bo nie tylko mnie wysłuchano co jeszcze dokładnie zapisano wszystkie moje słowa. Takiego wewnętrznego wygadania nie zapewni wam nic.

 

Poranne, wieczorem ?

 

Słyszałam od kilku osób, że zdecydowały się na pisanie porannych stron wieczorem, bo rano po prostu nie dają rady. W mojej ocenie to też powinno działać, mnie też czasem zdarza się chwycić za zeszyt dopiero później gdy mam chwilę by usiąść i skupić się na sobie.

 

Czasem zdarza się, że po prostu odrzuca mnie od zeszytu i nie mogę się zebrać do pisania. Wtedy wiem, że na pewno przed czymś uciekam i nie chcę czemuś stawić czoła. W większości przypadków moment pisania sprawia mi przyjemność i w sumie chyba nie ma znaczenia o jakiej porze dnia znajdę na to czas. Ważne aby zrobić z tego codzienny rytuał bez którego nie możemy żyć.

 

Tu i teraz …

 

Nauczenie się funkcjonowania wyłącznie w teraźniejszości powoduje, że życie smakuje lepiej. Jednak aby to osiągnąć musimy odnaleźć siebie i musimy odnaleźć siebie z uważnością. Tak naprawdę im lepiej się znamy, im lepiej obserwujemy siebie i im lepszy kontakt mamy z samym sobą tym łatwiej i przyjemniej nam się żyje.

 

Dziś zupełnie przez przypadek natrafiłam na tekst Witaj Słońce o uważności, który wam zdecydowanie polecam.

 

Bo wiecie w życiu jest wtedy fajnie kiedy siedząc na plaży możesz czerpać przyjemność tylko z tego, że czujesz wilgotny piasek pod palcami. Wtedy właśnie choroby, złamane zęby i awarie samochodów nie istnieją, jest tylko właśnie ten piasek, jego wilgoć, szorstkość…. Ja ostatnio miałam kilka cudownych przeżyć związanych z jesiennymi spacerami i oczywiście może na co dzień nie rzygam tęczą to jednak nie zamierzam rezygnować z porannych stron, bo dzięki nim łatwiej mi bywać tu i teraz…

 

Spróbujcie sami, ciekawa jestem do jakich dojdziecie wniosków.

 

Ehdi

 

 

#szczęście#uważność
Written by Ehdi Mars
  • http://witajslonce.pl/ Dotee – Witaj Słońce

    Ja cię, ale historia 🙂 Ja piszę te poranne strony już od dwóch lat codziennie zaraz po przebudzeniu 🙂 I naprawdę nie mogę żyć bez nich! Nawet jak jadę gdzieś na jeden dzień to zabieram zeszyt ze sobą. Nie zliczę, ile razy pokazały mi coś, czego nie zauważałam. A ile razy można było sobie z nimi pogadać i ulżyć sobie 🙂 Uwielbiam ten rytuał. Zresztą cała Droga artysty jest super, to dzięki niej zaczęłam znów pisać po całych latach przerwy 🙂 Dzięki ogromne za polecenie :* 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Ja zaraz po przebudzeniu nie daję rady ale piszę je zaraz po spacerze z psem ;). Na początku naprawdę wydawało mi się to bez sensu ale po czasie okazało się, że to naprawdę działa. Też mam swój zeszyt i zawsze wszędzie go ciągam. Jak na wyjeździe coś mi uniemożliwia pisanie to później mi czegoś brakuje ;). Teraz staram się wypełnić cały program z Drogi Artysty ale uciekam przed tym jak przed ogniem co oznacza, że może jak w końcu stawię temu czoła to zacznę pisać jak głupia ;). Dziś w sumie napisałam prawie trzy teksty :P.

  • http://www.glupieserce.pl/ głupie serce

    Strasznie to ciekawe.

    Mam taki jeden pusty kalendarz, mógłby pełnić rolę zeszytu, tak myślę, jest ładny, czerwoną ma okładkę, dostałam go i od roku leży praktycznie niewykorzystany.

    Może właśnie na niego nadchodzi pora…

    Spróbuję, zacznę.

    Właśnie siedzę, czytam Twój tekst, nie śpię, mimo później już pory, bo mam kompulsywne myśli, czy ja się nadaję do tego całego pisania (tak, wciąż wracają), czy może czas się z tym wszystkim pożegnać.

    Coś mi siedzi z tyłu głowy (albo z przodu) i podpowiada, że się nie nadaję.

    Moje poranne strony być może będą naprzemiennie wieczornymi, w każdym razie… stay tuned.
    Muszę też się chyba skusić na tę wspomnianą przez Ciebie książkę.

    Ps. Tak zupełnie prywatnie, to mam w planach wyjazd do Warszawy. Na pewno się odezwę! ;*

    M.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Tak … taki zeszyt, który możesz zamknąć i odłożyć na półkę do następnego dnia. Pisanie to trudna działka, w ogóle tworzenie jest trudne. Czekam na Twoje opinie co do „porannych stron”.

      Tymczasem wpadaj do mnie częściej bo mam już w poczekalni trzy kolejne teksty i będę pisała również o swoim powrocie do „pisarskiego zdrowia”.

      Nie mogę się doczekać aż wpadniesz do Warszawy ;).

  • http://www.kinoswinka.pl/ Ania Kalemba

    To chyba coś dla mnie! 😉

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Spróbuj i daj mi znać jak to u Ciebie zadziałało. Ja w każdym razie polecam z całego serca.

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Niezła teoria, nono.
    Nie muszę nawet próbować – bo ja wiem, że nie mogę prowadzić ręcznych zapisków i to porannych. Po pierwsze primo to dlatego, że nie mam żadnej gwarancji, że to co napiszę, to później odcyfruję. Po drugie (primo) to po to przestaliśmy jeździć na kwadratowych kołach, żeby jednak mózg nam mniej trzepało na prostej drodze – dlatego klawiatura to jest to (i ekran). Nie wiem czy poprawiałaś kiedyś tekst pisany ręcznie dziesięć razy – ja i owszem, po trzynastu strzałkach i dziesięciu gwiazdkach poddałem się. To po prostu nieekologicznie tak zaśmiecać wszechświat kulkami z papieru 🙂
    Więc „poranny udój” to nie dla mnie, choć podziwiam wszystkich, którzy tak potrafią. U mnie pewne ślady impulsów mózgowych bardzo czuła aparatura wykrywa około godziny 22.00 a i to pod warunkiem, że ktoś mnie wcześniej odklei od lodówki. Bądź napojów wyskokowych.
    Poranny strumień świadomości kojarzy mi się z płynem. Nie, nie tym tylko tamtym – struga kawy wpływająca hojnym strumieniem do mojego wielkiego kubka…

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Kochany no widzisz urok porannych stron polega na tym, że nigdy później nie musisz ich czytać. Czyli w sumie nie ma znaczenia, czy je odcyfrujesz czy nie ;). Zapewniam Cię, że w czasach drugiej wojny światowej miałabym pewną pracę jako szyfrator wiadomości bitewnych bo mam takich charakter pisma, że nikt nie wie co tam pisze łącznie ze mną ;). Tak, więc kod doskonały i absolutnie nie do złamania ;).

      Ja lubię poranne strony i naprawdę dopóki tego nie zaczęłam robić wydawało mi się to totalnie idotyczne ale jednak robię i cokolwiek by nie mówić, nie do końca wiem jak i kiedy ale pomaga.