Być beznadziejnym artystą !!!

Być beznadziejnym artystą !!!

Wrzesień był historycznym miesiącem, po praz pierwszy zdarzyło się tak, że nie opublikowałam ani jednego tekstu na blogu, a dodatkowo mój fanpage również świecił pustkami. Odkryłam, że jestem kiepską ekshibicjonistką i generalnie jakoś dziwnie się czuję gdy piszę o sobie do czytelników. Czasem mam wrażenie, że przecież nie ma to znaczenia czy coś napiszę czy nie, bo i tak nikogo to nie interesuje. Bycie blogerem wymaga jednak pewnych cech, których ja czasem mam wrażenie nie mam. Chciałabym tworzyć treści, które są dla mnie istotne i nie tworzyć masowo i na siłę. Wszystkie te przemyślenia doprowadziły mnie do tego, że od czasu kiedy zaczęłam układać swoje życie moja blokada zaczęła narastać.

Początkowo brak weny twórczej mogłam w łatwy sposób wytłumaczyć. No bo wiecie straszne zamieszanie, masakryczny stres i ciągle jakieś sprawy spędzające sen z powiek. I jak tworzyć w takim zamęcie ? Byłam w dużej mierze usprawiedliwiona ale z czasem gdy wszystko zaczęło się układać i czasu też przestało brakować okazało się, że wolę gapić się w TV (choć wcześniej TV nigdy nie oglądałam) niż wziąć się za pisanie.

 

Pomysły pojawiały się często ale też szybko odchodziły w zapomnienie. Zanim miałam chęć i samozaparcie aby przelać słowa na „papier” patrzyłam ze zrezygnowaniem w ekran komputera i nie byłam zadowolona z tego co tworzę. Dlatego szybko zamykałam każdy nowy plik i nie wracałam.

 

Starłam się dociec dlaczego mam taką blokadę i dlaczego próbuję uciekać od pisania gdy cały wszechświat robi wszystko aby mi to umożliwić. Nie miałam pomysłu. Miałam wrażenie, iż jakimś cudownym sposobem uda mi się „ozdrowieć”. Dlatego drążyłam i nie przestawałam szukać w nadziei na jakąś cudowną tabletkę, która spowoduje, że mój sprany mózg postara się przejść na inne tory.

 

Robiłam różne rzeczy w ciągu ostatniego czasu, a to wszystko po to aby stała się magia, aby stał się cud i abym nagle zaczęła tworzyć sztukę, którą kocham i którą kochają wszyscy. Utopia w swoim założeniu ale ponoć cuda się zdarzają. Niestety nie ozdrowiałam ani nie zaczęłam tworzyć. Pewnie dalej bym czekała… ale…

 

W końcu ktoś brutalnie spojrzał mi w oczy i mnie wyśmiał. Tak, tak absolutnie normalnie wyśmiał moje poszukiwania powodu. Ten człowiek spojrzał mi w oczy i powiedział po prostu „Ehdi ty pisz, a nie pierdol”. Rozumiecie, że podniosło mi się ciśnienie ? Cała sprawa odbywała się jeszcze w sporej grupie ludzi i zupełnie nie mogłam zrozumieć dlaczego do cholery jasnej nikt nie stanął w mojej obronie. Wszyscy mieli niezły ubaw, a moje wewnętrzne dziecko skuliło się w sobie i stwierdziło, że zbiera swoje zabawki i wychodzi na inne podwórko.

 

Okazało się, że to ja jestem swoim największym wrogiem. To ja zabijam swoje pisanie i swoją twórczość. To ja robię wszystko by wydarzył się cud, którego w ogóle nie oczekuję. Z drugiej strony tak bardzo skupiam się nad tym aby tworzyć tylko to co dobre, że nie mam luzu ani przestrzeni dla samej siebie i tego … aby po prostu nic nie robić.

 

Dostałam do ręki prawdziwe narzędzie… książkę, poradnik. Całkiem do rzeczy tylko gdy okazało się, że mam coś zrobić co może mi pomóc uciekłam na drugą stronę aby udawać, że nic nie może się zmienić. Wdrożyłam jednak w życie jedną prostą rzecz… poranne strony, czyli chwilę gdy każdego poranka wyciągasz zeszyt i bez względu na to czy masz coś do powiedzenia, czy nie zupełnie automatycznie zaczynasz pisać. Pisać ręcznie i w sumie o dupie Maryni. Początkowo ten rytuał wydawał się bez sensu, ale po kilku dniach okazało się, że to jest właśnie ten jedyny moment kiedy ja właśnie mogę porozmawiać ze sobą, wsłuchać się w siebie i dowiedzieć co tak naprawdę gra mi w duszy.

 

Chciałam rozpocząć dwunastotygodniowy program ale uciekłam. Po ponad dwóch tygodniach porzuciłam też „poranne strony”, wytrzymałam jednak tylko kilka dni i znów do nich wróciłam. Nie zmieniłam za wiele w życiu ale trzymałam się porannego rytuału. Chciałam zacząć twórczy program ale nie potrafiłam.

 

Ten tekst pisałam też prawie dwa tygodnie i nie potrafiłam skończyć. Tęskniłam za pisaniem, rwałam się do tego ale gdy próbowałam nic nie wychodziło. Można powiedzieć jesteś leniem, szukasz sobie wymówek i tak naprawdę nie ma dla Ciebie usprawiedliwienia. Co jest jednak śmieszne wraz z początkiem książki „Droga Artysty” Juli Cameron dostałam też chyba najlepszą w życiu radę… bo wiecie w tym wszystkim trzeba dać sobie prawo aby być CHUJOWYM ARTYSTĄ !!! Tak, dokładnie takim.

 

Ja chyba potrzebowałam prawie dwóch miesięcy aby dojrzeć do tego, że będę robić to co lubię i kocham bez względu na to za jak chujowe ktoś to uzna. Mam nadzieję, że uda mi się przejść cały program. Na razie skupiam się na porannych stronach i zapraszaniu się na randki artystyczne (choć na razie udało mi się odbyć tylko jedną). Nie wiem kiedy znowu zacznę regularnie pisać, nie wiem czy przypadkiem w ramach tego procesu nie rzucę pisania i nie zajmę się wypasaniem krów ale w sumie nikt nie wie gdzie życie nas zaprowadzi. Ja czekam na to z niecierpliwością.

 

Jestem nieodrodną córką swoich rodziców, mocno nieidealną, ze skłonnością do solidnego lenistwa i obecnie już tak starą, że muszę nosić okulary do porannego pisania ;). Chyba właśnie odetchnęłam z ulgą bo bycie chujowym artystą pozwala mi na pisanie wszystkiego na co mam ochotę bez obawy czy będzie to dobre czy nie.

 

Do zobaczenia niedługo … chyba !!!

 

Ehdi

 

 

#artysta#pisanie
Written by Ehdi Mars
  • Joan V Frankowska

    …jak dobrze, że wróciłaś! 🙂

  • http://www.kinoswinka.pl/ Ania Kalemba

    Fajnie, że jesteś! Uwielbiam Cię czytać! ;*

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Bardzo się cieszę 😉

  • http://www.glupieserce.pl/ głupie serce

    Czytam to i mam wrażenie, że bywam w podobnym punkcie.
    Jestem ja.Ściana. I ja.
    Nie wiem czy potrafię w to całe pisanie. Nie wiem skąd te wątpliwości. Nie wiem skąd te obawy.
    A może wiem?
    Wiem, że jestem niedoskonała, że nie umiem doskonale.
    Że nie umiem najlepiej na świecie.
    Że jestem jakąś totalną amatorką, której coś się wydaje.

    Rozmawiałam sobie ostatnio zupełnie luźno z kolegą i to nie w temacie pisania, na który jednak po pewnej polemice zeszło.
    Trochę wspomniałam, że piszę mniej, trochę, że nie wiem, czy umiem w to całe pisanie.

    Napisał mi tak (cytuję):

    ‚Magda, ilu ludzi pisze „do szuflady” przez całe życie nie próbując zrealizować marzenia o pisaniu „zawodowym”. Już przebiłaś 99% populacji, należysz do herosów pisarstwa:) teraz tylko walczysz o miejsce na podium idoli ludu.’

    Trochę mnie zaskoczył.
    Wiesz, tak poza wszystkim, to jest bardzo, bardzo mądry, oczytany człowiek.
    Mądry nie z oczytania, ale tak globalnie, ze wszystkiego.

    On ma rację.
    Dlatego myślę, że jego słowa też możesz sobie wziąć do siebie.
    Sądzę, że są uniwersalne 😉

    Po co mi to całe pisanie?
    Blogów są tysiące, autorów jeszcze więcej.

    Ano po to, że nic tak bardzo jak klepanie w klawiaturę, obserwacja świata, ludzi, ich historii, ta cała gama spostrzeżeń która nas otacza, nic tak bardzo nie pomaga w wyrażeniu siebie.

    A jeśli jeszcze komuś dodatkowo chce się to czytać…

    Chyba mamy odpowiedź, co?

    Wiesz, tak na marginesie, to ja wciąż czekam, aż uda nam się spotkać i to nie tak online i wirtualnie.
    Tylko tak całkiem prawdziwie.

    Uściski dla Ciebie i Frani.

    Trzymajcie się dziewczyny

    ;*

    M.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Ja wiem, że ja uciekam przed pisaniem. Zachowuję się w tym wszystkim jak małe dziecko, które się wstydzi i boi, że ktoś odkryje brutalną prawdę, że nie mam talentu… tak jakby w ogóle było to możliwe do oceny. Targają mną różne emocje, teraz daję im upust, a w efekcie niestety nie piszę albo piszę mało. Zastanawiam gdzie mnie doprowadzi ta droga ;).

      No i koniecznie wpadaj do Warszawy, bardzo bym chciała w końcu spotkać Cię na żywo ;).

  • http://www.halmanowa.pl halmanowa

    Ja na kilka miesięcy byłam zmuszona porzucić pisanie, bloga. Głównie z powodu pracy i braku czasu. I niedawno poczułam, jak ja za tym tęsknię. Że nie ważne o czym, byle pisać – tego chcę. No i wróciłam do tego, zmieniłam pracę akurat i mam teraz więcej czasu, by robić to, co kocham. I chociaż nie zawsze przychodzą pomysły, piszę – o tym, co akurat przyjdzie mi do głowy. Inspiracji nie szukam, przychodzą same, w codziennych sytuacjach.

    A Twój post jest bardzo życiowy, myślę, że wiele osób tak ma, choć nie każdy się przyznaje. Ty się przyznałaś i dobrze, bo same mądre rzeczy tu są 🙂