Crossfit Games OPEN 2016 – podsumowanie ;)

Crossfit Games OPEN 2016 – podsumowanie ;)

Miałam zrobić podsumowanie video ale druga Grażyna postanowiła się wyłamać bo biedna myślała, że na moim kanale jednak naprawdę nikt tego nie ogląda ;), a okazało się, że ktoś tam jednak ogląda. Może się jeszcze Grażyna przełamie i uda nam się zmontować coś fajnego bo z każdym nowym filmikiem odkrywam nowe możliwości i mam wrażanie, że jeszcze się w pełni nie rozwinęłam ;). Pięć tygodni zmagań w OPEN zakończyło się. Kończę ten okres szczęśliwa ale też mocno naruszona fizycznie. Dziś opowiem o tym co mi dało moje OPEN.

Frustracja

 

Na drodze każdego sportowca czy to crossfitera, czy biegacza pojawia się wcześniej czy później. Człowiek chce być coraz lepszy porównuje się do innych ale w życiu nie ma lekko bo to co niektórym przychodzi bardzo łatwo nam może sprawiać olbrzymią trudność. Ja w swojej crossfitowej karierze mam wrażenie, że mam wszędzie pod górkę i nie mam chyba do niczego „zdolności”… no dobra jestem silna … ale to tyle bo i tak nic z tego nie wynika ;).

 

Po roku intensywnej pracy miałam wrażenie, że stoję w miejscu. Gdzieś w mojej głupiej główce utrwalił się taki pogląd, że przecież jak trafiłam na crossfit to wcale takiej słabej kondycji nie miałam. Dziś jednak jestem przekonana, że gdyby rok temu podeszła do tegorocznego OPEN to pewnie po pierwszym evencie wywieźliby mnie karetką prosto na oddział intensywnej terapii.

 

Wiele jest jeszcze do zrobienia i OPEN brutalnie odsłoniło moje słabości … ale też z drugiej strony pokazało mi, że zaszłam już dość daleko i wiele zmieniło się od czasu punktu ZERO.

 

16.1

 

Gdy ogłoszono ten event pomyślałam sobie, że taka to prościzna w sumie (oczywiście mówię o wersji SCALED). Szybko jednak przekonałam się, że to jest 20 minutowe morderstwo, a raczej powolne umieranie i koszmarny ból. Nie byłam z siebie zadowolona pomimo, że miałam wrażenie, ze dałam z siebie wszystko. Chciałam poprawić rezultat ale wtedy mój trener wbił mi do głowy, że to nie ma sensu. Lepiej jest poczekać… poprawić za kilka miesięcy, a samo OPEN potraktować jak taki egzamin gdzie ma się jedno podejście.

 

Postanowiłam go posłuchać… a tak naprawdę to dwa dni później bolało mnie całe ciało do tego stopnia, że sama myśl o powtarzaniu tego morderstwa powodowała falę dreszczy.

 

Event 16.1 rozgrywał się w Crossfit Mokotów i jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to jest w pewien sposób unikalne miejsce. Teraz po całym box tour stwierdzam, ze był to chyba jeden z najlepiej przygotowanych eventów i panowała na nim niesamowita atmosfera. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się wpaść na herbatkę do CF Mokotów ;).

 

Pierwszy film powstał właśnie z CF Mokotów. Pozwalam sobie przypomnieć pierwszy odcinek.

 

 

16.2

 

Po ogłoszeniu treningu 16.2 byłam rozczarowana … bo po pierwsze okazało się, że znowu będę musiała robić wersję skalowaną, a po drugie podstawowy ruch, który składał się na ten trening (zarzut na siad) nie był i nadal nie jest moją mocną stroną. W tym treningu przegrałam bardzo z własną głową oraz tym co mi mówiła. Za bardzo się bałam i za bardzo przestraszyłam. No ale jak to mówi bywa… teraz wiem, że muszę nad tym ruchem mocno pracować.

 

Ten event odbywał się w Crossfit R99, dość małym boxie… no właśnie chyba nieco za małym. Atmosfera była niesamowita ale niestety ciężko było się tam zmieścić. Gdy przyszła moja kolej i doszłam do strefy rozgrzewkowej była ona tak zarzucona sprzętem, że ciężko było znaleźć miejsce do zrobienia zwykłego przysiadu, nie mówiąc już o skakaniu na skakance.

 

Byłam trochę rozczarowana wszystkim ale chyba najbardziej sobą. Dlatego ten trening owieję raczej milczeniem.

 

Powstały z tego dwa filmy i pierwszy odcinek Grażyn Crossfitu ;).

 

 

16.3

 

Do późna czekałam na ogłoszenie tego cuda… i nie powiem, że znowu dopadło mnie rozczarowanie. Wiedziałam, że będzie źle bez względu na to jaką wersję wybiorę. Widzicie moją piętą achillesową są podskoki… i tak wiem może wydawać się to dziwne ale ja naprawdę nie umiem wysoko skakać… o ile jestem wstanie wyskoczyć ponad drążek to już nie potrafię dotknąć tym drążkiem klatki piersiowej.

 

Ten trening odbywał się w moim crossfitowym domu czyli w Crossfit Elektromoc … no i może w sumie dobrze, że tak się stało … bo inaczej pewnie czułabym się jeszcze gorzej.

 

Gdy okazało się, że naprawdę jedyne co mogę robić na drążku to wisieć na nim przez siedem minut i tak walczyłam do końca. Niestety poległam i następnego dnia powtórzyłam trening tymczasem w wersji RX czyli pełnej wersji i wykonałam dziesięć ruchów bo tylko tyle było dla mnie możliwe.

 

Nakręciłam film ale był tak nudny (w końcu wisiałam), że moje zmagania ujawniłam dopiero po evencie 16.4. Samego zdarzenia w Elektromocy nie potrafię ocenić bo inaczej jest gdy jest się w nowym miejscu, a inaczej gdy wszędzie jest „rodzina”, to w sumie tak jakbym zaprosiła gości do domu i powiedziała, że jednak było naplute na wycieraczce, więc sami rozumiecie ;).

 

16.4

 

Gdy zwany przeze mnie „sadystą – pedofilem” dyrektor crossfit games ogłosił ten trening… poczułam olbrzymie podniecenie ale też i przerażenie. Wiedziałam, że to coś dla mnie … ciężkie i niebezpieczne. Od razu chciałam robić ten trening na pełnym obciążeniu czyli na RX, a z drugiej strony czułam, że to jest moment kiedy można zrobić sobie krzywdę.

 

Do dziś uważam, że robienie martwych ciągów na czas jest jakimś chorym pomysłem, ale nie mogłam się powstrzymać. Tym razem ze względu na sprawy zawodowe musiałam sobie odpuścić Reebok Box Tour i trening 16.4 wykonałam w swoim crossfitowym domu, czyli znowu w Elektromocy.

 

Byłam tak nabuzowana i naspidowana, że nie czułam nic… Zasuwałam ten trening jak robot i uważam, że jak na mój poziom poszło mi rewelacyjnie. Do domu wróciłam na pełnej adrenalinie i byłam gotowa chodzić po ścianach. Byłam szczęśliwa, że nie bolały mnie plecy i generalnie byłam zmęczona ale nie bolało mnie nic.

 

Dopiero w okolicy środy na moich plecach pojawiły się takie zakwasy, że ledwo mogłam się ruszać. Prawie płakałam z bólu podczas masażu … ale wiedziałam, że już za rogiem bo w piątek czeka na mnie 16.5 ;).

 

Poniżej przypominam wam mój filmik z 16.4 i 16.3, może ktoś jeszcze nie widział ;).

 

16.5

 

Nie wiem dlaczego ale zakochałam się kiedyś w treningu 14.5 … to chore bo w sumie trzeba mieć mocno nierówno pod sufitem aby lubić takie znęcanie się nad sobą. Połączenie thrusterów i burpee (jak zobaczycie na filmie) wydaje się być niepozorne ale w rzeczywistości stanowi mordercze i bolesne połączenie. Powoduje, że człowiek w trakcie marzy o śmierci … a w tym wypadku nie było żadnego ratunku dlatego, ze trening był z kategorii „for time” czyli na czas i bez żadnego ograniczenia czasowego.

 

Zawsze miałam takie sadystyczno masochistyczne marzenie aby wykonać trening 14.5 na RX (czyli z dedykowanym obciążeniem, które wynosi 29 kg). Nigdy nie miałam w sobie na tyle odwagi i perwersji aby jednak to zrobić. Gdy Dave Castro swoim cienkim głosikiem ogłosił, że 16.5 to będzie tak naprawdę 14.5 … była wniebowzięta. Poważnie w moje chorej głowie zaświtała euforia i choć wiedziałam, że będzie bolało … bardzo cieszyłam się na ten trening ;). Nie pytajcie… naprawdę nie pytajcie …

 

Ten trening zrobiłam w Crossfit GCW i powiem szczerze, że ten event oceniam najsłabiej ze wszystkich miejsc, w których byłam na Reebok Box Tour. Może to dlatego, że w tym treningu wszystko poszło nie tak, a ja miałam wrażanie, że organizatorzy zamiast mnie rzeczywiście dopingować robią wszystko aby mnie zmusić do tego abym jak najszybciej skończyła bo nie zmieściłam się w „ich limicie”.

 

Koszmarnie bolały mnie plecy, które umarły kilka dni wcześniej, przeskoczyło mi coś w lewym ramieniu, a dodatkowo ze stresu i nerwów zupełnie posypała mi się technika i robiłam wszystko tak naprawdę „na chama”. Kilka razy miałam ochotę po prostu się rozpłakać i powiedzieć „pierdolę ale dalej nie robię”. Ostatecznie mi się jednak udało. Skończyłam i naprawdę zebrałam super brawa i za to całej publice bardzo dziękuje.

 

Nie pomogły mi jednak miny niektórych sędziów, czy trenerów tego boxa ani dziwne dopingo – wydzierania mojej sędzi… dlatego chyba Crossfit GCW nie będę pamiętać dobrze.

 

Poniżej możecie podziwiać jeszcze całkiem świeży ostatni odcinek Grażyn Crossfitu ;).

 

Finał

 

Po wszystkim mogę powiedzieć, że cieszę się, że już koniec. Moje ciało przez te 5 tygodni dostało naprawdę spory wycisk i potrzebuję teraz dużej dawki regeneracji. Dostrzegłam też wiele problemów i braków, które wcześniej ignorowałam – jak chociażby moje krzywe plecy i tendencje przyjmowania pozycji „na srającego psa”.

 

Teraz przyszedł czas wyciszenia i pracy nad słabościami. Jednocześnie crossfit stał się nieodłączną częścią mojego życia i wiem, że w przyszłym roku gdy zbliżać się będzie OPEN będę jedną z pierwszych osób, które zainwestują swoje 20$ w to przeżycie. Każdemu zdecydowanie polecam.

 

Tak jak mówiłam w filmiku przez najbliższe 3 tygodnie będę ciężko pracować nad naprawą zadawnionych kontuzji, na które nie miałam czasu, a poza tym w tym roku postawię mocno na technikę i będę nad sobą ciężko pracować.

 

Właśnie zaczęłam dietę z prawdziwego zdarzenia, więc trzymajcie kciuki abym tym razem wytrwała i nie poddała się po raz pierdyliard dziewięćdzieisąty siódmy.

 

Trzymajcie się ;).

 

Ehdi !

#CrossFit
Written by Ehdi Mars
  • http://madamevela.blogspot.com Vela

    Wyobrażam sobie jak było ciężko, ale ile satysfakcji! Mogę powiedzieć tylko jedno: gratuluję i z całego serca podziwiam, bo wiele osób by po prostu ,,wymiękło”. 🙂

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Podziwiam Cię, serio! Od samego patrzenia bolą mnie mięśnie, ktorych nie mam. PS. Uwielbiam Twój śmiech:)