Czasem wystarczy poczuć ….

Czasem wystarczy poczuć ….

Dostałam od was sporo zapytań jaki to dziwny i magiczny proces zaczęłam, że mi się tak wszystko zaczęło układać. Niestety nie mam dla was odpowiedniej recepty i nie mogę tym razem powiedzieć jakie składniki musicie wrzucić do gara aby wyjść z trudnego okresu. Mogę wam jednak opowiedzieć o doświadczeniu dość nietypowym, które w zupełnie dla mnie niezrozumiały sposób jakoś mnie wyzwoliło. To moja przyjaciółka mnie skłoniła do tego aby się znowu wszystkiemu w moim życiu przyjrzeć ale tym razem z innej perspektywy. W jej ocenie w moim życiu za dużo było śmierci i przyszedł czas aby się z tym rozstać.

 

Śmierć jest częścią życia.

 

Dwa lata temu straciłam trzy bliskie mi osoby ale co najistotniejsze straciłam oboje rodziców prawie jednocześnie. Wszystko stało się tak nagle i tak niespodziewanie, że zupełnie nie potrafiłam się w tym odnaleźć. Pierwszy ból, pierwsza żałoba ale też poczucie, że człowiek został sam. To było irracjonalne i zupełnie oderwało mnie od mojego życia i wywróciło wszystko do góry nogami.

 

Gdy zakończył się proces żałoby wydawało mi się, że wszystko jest na właściwym miejscu, że ogarniam i moja rzeczywistość jest mocno poukładana. Niestety nadal stałam w miejscu, a poczucie śmierci towarzyszyło mi wszędzie.

 

Wiecie co znalazłam w statystykach GA we frazach wyszukiwania ? Bardzo wiele osób wchodziło do mnie po informacje jak radzić sobie w żałobie, co zrobić gdy umrze ktoś bliski, jak złożyć kondolencje, etc. Nie rozumiałam dlaczego ciągle mi to towarzyszy skoro proces uznawałam za zakończony ?

 

 

Wszystko mam poukładane !

 

Byłam wkurzona, byłam naprawdę wściekła bo wszystko było tam gdzie powinno. Analizowałam to w kółko ale absolutnie nic nie rozumiałam. Ja chciałam zrozumieć ! Wtedy odbyłam dość ciekawą rozmowę. Próbowałam porozmawiać z pewnym człowiekiem na temat zdarzeń w moim życiu. Tłumaczyłam mu jak bardzo chcę zrozumieć.

 

Wtedy on popatrzył na mnie stwierdził, że może za bardzo chcę zrozumieć…. może nie powinnam się skupić na tym co mogę zrozumieć ale bardziej na tym aby to poczuć.

 

Nie powiem wtedy wkurzyłam się na gościa i po wszystkim po prostu po ludzku się popłakałam. Ja tu diluję z moją osobistą tragedią, rozważam kwestię traum z dzieciństwa, mówię mu o wszystkim co już wiem i mam poukładane na półkach, a on mi wyjeżdża, że tego nie mogę zrozumieć. No przecież ja kurwa czuję ! No jasne, że jestem mega wkurwiona !

 

Usiadłam na dupie.

 

Po wszystkim usiadłam na tyłku przyglądając się podejrzliwe rzeczywistości. No ale ja mam taką konstrukcję, że nawet jak się na kogoś wkurzę to i tak muszę przemyśleć bo może jednak czasem okazać się, że ktoś miał rację. Kminiłam dość długo ale nadal nie rozumiałam o co chodzi. Miałam wrażenie, że mam w ręku klucz tylko nie jestem w stanie znaleźć drzwi, do których on pasuje.

 

Poproszono mnie abym przyjrzała się swojemu stosunkowi do wszystkiego, a w szczególności stosunkowi do śmierci. Doszłam w tym wszystkim do wniosku, że jestem na śmierć wkurzona, tak normalnie po ludzku wkurwia mnie chuda z kosą. No bo wiecie … jest ktoś obok, siedzi rozmawia … i nagle go nie ma. No i dlaczego ? No i po co ja się pytam i komu to przeszkadzało ? Pierwszy raz się tak strasznie na nią wkurzyłam jak umarł mój kolega z pracy. Miał 26 lat i był mega pozytywnym facetem. Jednak jeśli jeszcze umiera ktoś z kim nie jesteście blisko …. to jest nieco inaczej. Najgorzej jest później wejść i w tym wszystkim unurzać. Pakować rzeczy osoby zmarłej, myśleć o niej … a na końcu nie móc zadzwonić… czy kupić kwiatów na dzień matki. I co nie mam prawa się wkurzyć ? Nie mam prawa się złościć ?

 

Móżdżek nie ogarnia.

 

Gdy spotykamy się z laską z kosą to tak jak ze wszechświatem, tego mózg nie jest w stanie ogarnąć. Wiecie ja się jej w sumie w ogóle nie boję, bo tak naprawdę to sama już kiedyś umarłam. Wtedy wkurzałam się na nią, że mnie nie zabrała… a teraz wkurzam się na to co odebrała.

 

Wtedy ktoś mi powiedział… halo … ale popatrz na nią w sumie jak na brzydkiego taksówkarza. Ona nie podejmuje decyzji… ona jest i musi wykonać swój obowiązek. Ona robi to co do niej należy, zabiera lub zostawia. Ona nie jest zła… jest całkowicie neutralna. Na taksówkarza nie wkurzasz się o to, że wykonał kurs … ewentualnie na to, że w aucie śmierdziało, no ale to już ocenisz jak sama wsiądziesz na tego konia.

 

Nie kombinuj stara… piszesz opowiadania science fiction, a nie możesz sobie poradzić z czarną zakapturzoną postacią, która lata po ulicach z ostrym narzędziem ? W sumie to chyba wolałabym osobiście aby ona była jednak podobna do Brada Pitta (Joe Black). 😛 No ale jak się nie ma co się lubi …. W każdym razie zmieniłam do szkardła stosunek. W ogóle przestałam myśleć o tym po co i dlaczego… ja po prostu ją poczułam i poczułam jej neutralność.

 

Goń za życiem !

 

Wiem, że to co teraz powiem przerazi pewnie nie jedną kobietę albo i faceta ale zawsze w życiu olbrzymie szczęście przynosiły mi pająki. Dlatego ich nigdy nie zabijam. Jeszcze bardziej przysłużyły mi się w życiu kobiety w ciąży. Nie wiem skąd to się wzięło ale odkąd pamiętam dotykanie brzucha ciężarnej przynosiło mi szczęście.

 

Gdy kończyłam dilowanie ze śmiercią spotkałam na swojej drodze w sumie obcą kobietę, obcą ale ciężarną. Miałyśmy chwilę rozmowy i gdy tylko wspomniałam jej o moich przekonaniach ona natychmiast podstawiała mi „pod nos” swój brzuch. Była w dość zaawansowanej ciąży, więc miałam w swoich rękach oto piłkę wypełnioną życiem. Gdy położyłam rękę na brzuchu dziecko zaczęło się poruszać. Nigdy w życiu czegoś takiego nie czułam. Czułam pulsowanie pod dłoniami, wiedziałam, że to życie do mnie przemawia.

 

Prawdziwy cud natury… śmierć i życie zmieściły się w jednym pomieszczeniu. Gdy poczułam życie pod palcami zrozumiałam, że teraz wszystko do mnie wróci… czułam to przez skórę, czułam każdym porem mojego ciała. Laska z kosą nadal stała w rogu … ale przestałam ją zupełnia zauważać.

 

 

Uwierz w to !

 

Energia to ważna sprawa. Potrafi uzdrawiać, zmieniać i stawiać na naszej drodze różne zmiany. Napisałam wam ostatnio, że ciągle jestem na wyboistej ścieżce ale nie opuszcza mnie życie. Nie opuszcza mnie poczucie, że cokolwiek się nie stanie będzie dobrze.

 

Musiałam podjąć dla mnie trudne decyzje. Niektóre naraziły mnie na finansowe straty ale zamiast umartwiać się i przeżywać, że coś straciłam bardziej patrzę na to co mnie czeka i mogę zyskać. Bo wiecie czasem trzeba coś opłakać, czasem trzeba coś przeżyć ale generalnie trzeba ciągnąć do życia. Ciągnąć to gdzie się zaczyna, a ja właśnie piszę kolejny rozdział (i to dosłownie i w przenośni ;)).

 

Ehdi

 

 

#śmierć#żałoba#zmiana#życie
Written by Ehdi Mars
  • http://maratime.pl Teresa M. Ebis

    Pięknie to napisałaś – laska z kosą, muszę zapamiętać 😉
    Powiem Ci, że ja na to od pewnego czasu inaczej patrzę. Jak właśnie na cząstkę życia. Bez życia nie byłoby śmierci, a bez śmierci życia. Jedno istnieje dzięki drugiemu.
    I zapewne okażę się inna, ale nie uważam śmierci za koniec. To dopiero jedne z wielu drzwi.
    Zamykamy za sobą jedne – te obecne życie, by rozpocząć kolejne, czy to znów tutaj, wśród naszych bliskich, czy już dalej, wyżej, głębiej.
    I dlatego nie boję się śmierci. Nie znam jej, a może raczej nie pamiętam. Dlatego trudno mi jest się bać czegoś nieznanego 🙂
    To normalna kolej istnienia – jak w życiu zamykamy jeden rozdział, by rozpocząć kolejny.
    I zdecydowanie czucie jest najlepszym odbiorem świata wokół. Wzrok można oszukać, słuch może nas skłamać.
    A czucie – sobą i jednocześnie siebie – jest jedno i niezastąpione 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  • Karolina Szews

    Zaskoczyłaś mnie tym wpisem. Wciąż chodzi mi teraz po głowie ukłon w stronę śmierci i słowa „Kiedyś będę Twoja”. Nie dzisiaj. Dzisiaj żyję 🙂 Są sprawy większe od nas i warto nie pytać dlaczego, ale oddać im szacunek i właściwe miejsce. Świetnie to opusałaś. Wtedy wszystko biegnie właściwym torem. Mnie jednak określenie baba z kosą, czy szkarada jakoś nie odpowiada-to coś dużo większego i poważniejszego… Żyj i oddychaj głęboko, Kochana!

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Umieranie dla mnie jest dużo poważniejsze … ale śmierć traktuję jak kierowcę, tego który przeprowadza na drugą stronę. W ten sposób ją sobie oswajam.

  • http://witajslonce.pl/ Dotee

    Śmierć i życie są tak naprawdę dwiema stronami tej samej monety. Ten lęk przed śmiercią w naszej kulturze przeszkadza to zauważyć. A my kobiety, dzięki temu że rodzimy, jesteśmy jeszcze bliżej życia i śmierci. Miałam okazję spotkać się z tym tematem w zeszłym roku. Też musiałam opłakać stratę, bolało. Ale coś do mnie wtedy dotarło, czego wcześniej nie zauważałam. To faktycznie nie są sprawy do objęcia rozumem, tylko sercem. I jakie by nie były te decyzje, które podjęłaś, to jestem pewna, że są właściwe 🙂