Klient NIE nasz pan !!!

Klient NIE nasz pan !!!

Sporo czasu spędziłam kupując różne rzeczy za granicą i nigdy nie mogłam się nadziwić jak tam traktowani są klienci. Z reguły nigdy nie było problemu z reklamacją, jak człowiek popełnił błąd to sklep i tak pomagał… ogólnie nie zdarzyła mi się chyba transakcja gdzie mogłam po prostu powiedzieć, że natknęłam się na badziewną obsługę. Kiedyś niemiecki sklep pomylił towar, który do mnie wysłał, to bez problemu sam przysłał kuriera i zamienił wszystko jak trzeba. Chyba na kilkadziesiąt transakcji zaliczyłam tylko jedną wtopę z niemiecką firmą, która głównie była spowodowana przez kuriera. Niestety z przykrością stwierdzam, ze poziom dbałości o klientów w Polsce jest na żenująco niskim poziomie.

Kup Pan przez internet….

 

Jakiś miesiąc przed świętami postanowiłam kupić kuchenkę mikrofalową w sklepie Ole Ole… Niestety jak się okazało kuchenka dotarła do mnie fabrycznie zepsuta…. i nie, nie uszkodzona w transporcie, po prostu źle złożona na linii produkcyjnej.

 

W swojej naiwności stwierdziłam, że co za problem po prostu odwiozę do magazynu kuchenkę i będzie po kłopocie. Chciałam się nawet poświęcić i pojechać na drugi koniec miasta. No ale tu STOP drogi kliencie kretynie… najpierw procedura.

 

Zadzwoniłam, więc na infolinię i tam przekierowywano mnie z miejsca do miejsca. Rozmawiałam chyba z 7 osobami by na końcu dowiedzieć się, że reklamację to ja mogę zgłosić tylko przez internet. Opadły mi naprawdę łapy. No ale zrobiłam to i opisałam problem. Kuchenka nie miała uszkodzeń, po prostu była źle skręcona… niestety sklep Ole Ole zażądał  ode mnie stanowczo zdjęć uszkodzeń… Załamałam się bo to oznaczało, że mojego opisu nikt nie przeczytał.

 

Ostatecznie dowiedziałam się, że mogę odesłać kuchenkę na swój własny koszt do nich i oni wtedy rozpatrzą….Nie wspomnę, że kuchenka duża, ciężka i którą musze przepakować. Minimalny koszt transportu jakieś 30 zł… nie doliczając kosztów pakowania… Oczywiście mam prawa ale co z tego, że najpierw muszę wysłać i oni później mi te koszty zrefundują ale problem mam ja !

 

To może gwarancja ?

 

Okazało się, że kochana kuchenka ma gwarancję door-to-door i Amica może tą kuchenkę ode mnie odebrać. Alleluja … w końcu ktoś chce mi pomóc. Zgłosiłam naprawę i następnego dnia Pan Kurier zapukał do moich drzwi…. kurier jednak nie miał przy sobie listów przewozowych, a dodatkowo nawet nie wiedział gdzie ma tą kuchenkę wysłać. Opadły mi ręce bo Pan kurier wykłócał się ze mną jak nie chciałam mu oddać kuchenki bez żadnego pokwitowania.

 

Po wszystkim opuścił broń i zadzwonił do kumpla podsumowując, że „kurwa znowu to samo bo on tych listów nie ma”… Okazało się, że po prostu Pan sobie dorabia u kuriera, a tylko kurier ma listy.

 

Kuchenka w końcu została ode mnie odebrana i trafiła do Amica w celach naprawy. No ale wiecie… ja zapłaciłam, dostałam bubel a teraz miałam czekać 21 dni… wykazałam się spora cierpliwością ale gdy po dwóch tygodniach zadzwoniłam i dowiedziałam się, że po 3 dniach moją kuchenkę zakwalifikowano do wymiany, bo była fabrycznie wadliwa to trochę mnie krew zalała. Zapytałam, więc Pana dlaczego nie została wysłana nowa, a Pan mi opryskliwie powiedział, że on to nie wie… i on sprawdzi… i generalnie mnie zlał i się rozłączył.

 

Oczywiście nikt mi nie mógł zagwarantować kiedy kuchenkę dostanę, do świąt było 1,5 tygodnia ale Pan stwierdził, że on mi nic nie może obiecać. Chciałam już wtedy pluć, gryźć i płakać.

 

Po dwóch dniach zadzwoniła do mnie przesympatyczna Pani i umówiła dostawę kuchenki. W efekcie zapłaciłam i towar otrzymałam po perturbacjach po prawie miesiącu… Może powinnam się cieszyć ale dla mnie taka obsługa klienta jest do dupy… po prostu do DUPY….

 

Jesteś głupi kliencie !

 

 

Kilka dni temu napisałam na fanpejdżu o mojej sytuacji z aplikacją Legimi.

 

Nie lubię wyłudzać darmochy ale nie lubię być też robiona w pernambuko. Od jakiegoś czasu ciągle słyszę o Legimi (czyli czytanie bez limitu) jak to się opłaca i jaka to fajna sprawa. Weszłam na stronę i okazało się, że pełny abonament wynosi 32 zł miesięcznie … dodatkowo każda nowa osoba ma 7 dni na wypróbowanie i ewentualną rezygnację. Stwierdziłam, że warto spróbować… Zainstalowałam sobie Legimi na iphone i wcisnęłam przycisk z napisem 7 dni gratis. Oczywiście włączyła mi się od razu subskrypcja co jest akurat normalne ale zdziwiło mnie, że karta została obciążona natychmiast i to kwotą 9,99 EUR, a nie rzeczone 32 zł… a dodatkowo owe 7 dni gratis to chyba mglista i dziwna rzecz jest bo znikła wraz z wyssaniem kasy z mojej karty kredytowej. (…)

 

Co ciekawe napisałam do nich maila z prośbą o wyjaśnienie. Dowiedziałam się, że łaskawie odpowiedzą mi po dwóch dniach. No jasne pewnie mają dużo zgłoszeń ale jakież było moje zdziwienie kiedy po ujawnieniu moich problemów na facebooku obsługa Legimi zjawiła się niczym sęp w ciągu niecałej minuty (cała dyskusja dostępna jest tutaj).

 

I co ? Na nic się zdały moje tłumaczenia i informacje dowiedziałam się bowiem od obsługi, że po prostu jestem nie ukrywając głupia, bo przecież jak kliencie przeczytałeś ich stronę internetową i zainstalowałeś sobie aplikację, to przeca idioto powinieneś wiedzieć, że to nie to samo !!! Dostałam kilka zrzutów ekranu aby dowiedzieć się dlaczego u nich w aplikacji na pewno nie ma tego o czym ja mówię i w ogóle jak mogłam pomyśleć, że cena na ich stronie może odnosić się do aplikacji ??? Wprawdzie o tym swoich klientów nie informują … no ale skoro klienci to tacy idioci, że nie skojarzą to już ich problem…

 

Tu nawet nie chodzi o to kto popełnił błąd… to taka durna dbałość o klienta. Pewnie jeszcze ja dostałam prosto w oczy, że idiotką jestem bo jestem tam jakąś blogerką z fanpejdżem ale jakbyś był zwykłym klientem to otrzymałbyś oto taką odpowiedź

 

„Abonament został wykupiony bezpośrednio w aplikacji, poprzez Apple – stąd też inna cena (10 EUR)  i brak okresu próbnego. Z okresu próbnego można skorzystać przy wykupieniu abonamentu poprzez naszą stronę, bądź w aplikacjach dostępnych na androida. Cena abonamentu wykupionego poprzez naszą stronę wynosi 32.99”

 

Takie info dostaniesz jednak durny kliencie dopiero jak napiszesz do nich maila po fakcie. Wcześniej zapomnij, że taka informację dostaniesz.

 

Czy naprawdę tak trudno ?

 

Czy naprawdę tak trudno zachować się jak człowiek ? Czy naprawdę firma Legimi nie mogła napisać do mnie, że przecież mogę wycofać się z płatności w apple i że w sumie to można nie zrozumieć, że przepraszają i takie tam… No ale przecież oni są ponad klienta, po co jakiejś głupiej babie będą wyjaśniać ?

 

Wiecie, że w USA osobę, która mi odpowiadała na tym koncie już dano by zwolniono ? W Europie zachodniej czy w Stanach klienci nie pozwalają traktować się jak szmaty. W Polsce nawet do końca nie respektuje się prawa. Ole Ole powinno ode mnie tą popsutą kuchenkę odebrać i pokryć koszt przesyłki ale oni też mają to w tyłku, kasę wzięli… towar (wprawdzie zepsuty) wysłali, a teraz bujaj się kliencie byle szybko. Oczywiście masz swoje prawa ale jak chcesz ich dochodzić to pewnie ci się uda ale stracisz masę czasu. Jak masz szczęście kupując przez internet nic się nie stanie ale jak nie masz to nie licz na pomoc i na „customer care” na loterii jeszcze nie wygrałeś.

 

Jak zareagowało Apple na mój problem… cóż różnica jakościowa okazała się olbrzymia. Jakaś Mercy z USA napisała mi bardzo przyjemnego maila.

 

„Dziękujemy bardzo za kontakt. Rozumiemy, że masz problem z wykupioną subskrypcją i rozumiemy doskonale, że chcesz tą sprawę jak najszybciej załatwić. Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż będzie to możliwe dzisiaj.

Bardzo nam przykro, że doświadczyłaś problemów związanych z zakupem subskrypcji. Rozważyliśmy twoją sprawę i podjęliśmy decyzję o dokonaniu całkowitego zwrotu dokonanej płatności. Dokonaliśmy również odwołania subskrybcji. (…) Dziękujemy za kontakt z nami i życzymy miłego dnia. W razie jakichkolwiek pytań pozostajemy do dyspozycji.”

 

Widać różnicę ? No cóż… nawet jeśli Mercy z hameryki pomyślała, że jestem głupia to nie miała pomysłu aby mi o tym mówić, nie chciała walczyć o jakąś bzdurę jak towarzystwo z Legimi, które zamiast poinformować mnie o możliwości odwołania subskrypcji po prostu było napastliwe i teraz mam spory problem aby korzystać z ich usług bo po prostu nie darzę ich sympatią.

 

Można ? Można !

 

Nie byłabym do końca uczciwa gdybym nie napisała o tym zdarzeniu. Jakiś czas temu kupiłam kosmetyk marki PAT&RUB i niestety jeden z nich wydawał mi się nie do końca w porządku. Napisałam na ten temat recenzję i byłam w szoku bo firma natychmiast się do mnie zgłosiła. Przesympatyczna Pani poprosiła mnie o adres i podesłała mi kolejny egzemplarz problematycznego kosmetyku, który tym razem był w porządku. Firma mnie przeprosiła i dodała jeszcze kilka miłych gratisów. Byłam pod olbrzymim wrażeniem nie tylko zachowania samej firmy ale też jakości samego kontaktu.

 

Niestety w większości przypadków w Polsce traktuje się klientów jak złodziei wyłudzających gratisy. Jak osoby nie zasługujące na nic, bo transakcja się już zakończyła. Tam gdzie jest problem klient z reguły zostaje sam. Jeśli towar ucierpi przez firmę kurierską to też już jest problem klienta. Zostajesz czasem z towarem i uciekającym kurierem, który również robi wszystko aby zatruć ci życie.

 

Naprawdę klienci zasługują na to aby traktować ich jak ludzi. Dlatego chętnie poznam wasze historie i chętnie posłucham również o tych dobrych przykładach. Chcę wierzyć, że w Polsce tych dobrych przykładów jest dużo więcej.

 

Zachęcam Was też do tego aby się nie poddawać i walczyć o swoje. W końcu to my jesteśmy klientami i jeśli my nie będziemy walczyć o szacunek to nigdy to się samo nie stanie.

 

 

Ehdi

Świat według Ehdi

#klient#reklamacja
Written by Ehdi Mars
  • http://powolipoprostu.pl Artur

    Bardzo się cieszę, że ten temat poruszasz. To doskonały materiał do dyskusji. Od lat pracuję w klientami. Jako sprzedawca. I jako doświadczone jednostka jestem bardzo wyczulony na standardy obsługi. Zauważam, że kultura i jakość pracy osób odsługujących klientów jest w zastraszającym stanie. Sa pewne firmy, które maja bardzo wysokie wymagania w stosunku do swoich pracowników, ale nie zawsze idzie to w parze z ich praktyką. Tu chodzi przecież o zmianę mentalności, z roszczeniowej na usługową. A to wbrew pozorom nie takie łatwe… Ja sam staram się pracować tak by traktować klienta jak pracodawcę. Jestem mu winien uprzejmość i wyrażam to poruszając się w słownictwie adekwatnym do mojego poziomu kultury osobistej. Wolę przeprosić i podziękować niż wplątać siebie lub firmę w zbędne dyskusje. To niestety rzadkość. Włos mi się na głowie jeży gdy czytam odpowiedzi sprzedawców na portalach aukcyjnych, gdy korzystam z polskich wirtualnych biur obsługi klienta. Dal mnie wzorem są firmy zagraniczne, zwłaszcza amerykańskie i niemieckie. Nie zapomnę mojej własnej historii z firmą Lidl. Jakiś czas temu brałem udział w akcji promocyjnej, zbierając naklejki na nóż. Naklejki uzbierałem, wraz z resztą rodziny, po zakończeniu promocji. Nie dałem za wygraną i zapytałem grzecznie czy pomimo tego, że już zakończono akcję mogę mieć nadzieję na wyjątkowe potraktowanie. Odpowiedź zupełnie zmieniła moje podejście do firmy. Ze zwykłego marketu stał się dla mnie wzorem obsługi. List, który otrzymałem rozpoczynał się od kilku akapitów podziękowań! Za udział w promocji, za zainteresowanie firmą, etc, później szczegółowo objaśniono mi co ma zrobić, żeby nóż dostać. Rewelacja. Wszystko na najwyższym poziomie! Niestety to w polskim handlu i usługach nadal wyjątek. Zwłaszcza jeśli chodzi o firmy z rodzimym rodowodem. Pozdrawiam!

    • http://bwotr.pl/ Bookworm

      Patrz, miło mi to czytać. Na moim blogu jest tylko jeden negatywny tekst, dotyczy właśnie jednego z produktów sprzedawanych w tej sieci. I nie to było problemem, że się zepsuł, ale to, ile naczekałem się na rozpatrzenie reklamacji. Do tego miał być użyty podczas jednego z biegów – oczywiście nadal niczego nie było wiadomo w tej kwestii. Za to do dziś pamiętam i wszystkim opowiadam jak miło rozpatrzono reklamację w ówczesnej Erze oraz w Timexie. Dno i metr mułu za to w mBanku, który obiecywał zniżkę przy płatności kartą po czym … przez miesiąc analizowali jakim cudem system nie naliczył mi jej. Wyszło na to, że nie dostanę zniżki bo … nie wiedzą dlaczego. Sklep, w którym kupowałem nie wytrzymał i dał mi w prezencie kupon rabatowy 😀

      • http://powolipoprostu.pl Artur

        No widzisz. Z mBankiem moja żona miała to samo. Orange ma chyba ciało profesorskie zajmujące się szkoleniem pracowników w celu odrzucania reklamacji, a Lidl… póki co nie zawodzi. Reklamacje rozpatrywali w zasadzie prawie wszystkie od ręki. Znakiem tego mam farcika 😀

      • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

        ha ha ha brawo dla sklepu ;). Z Erą mam dobre doświadczenie ale tą dawną, za to z t-mobile to już łapy opadają. Miałam telefon w Erze przez „kilkadziesiąt” lat, w sumie na jednym koncie miałam 3 numery. Przychodzę do nich pod koniec umowy i mówię, że mam dobrą ofertę od konkurencji i czy oni mogą mi coś podobnego zaoferować. Cała akcja rozbiła się o to, że ja nie chciałam telefonu za złotówkę ale za jakiś tam pieniądz ale normlany abonament. Oni się jednak uprali. Poszłam do konkurencji i tu zostałam. No a t-mobile po pół roku się zorientował, że dał ciała i zadzwonił do mnie z dobrymi warunkami po 6 miesiącach od rozwiązania umowy. No cóż ale bywa ;). Z Plusem i ich fakturami na nieistniejący internet to już nawet mi się nie chce nic mówić ale w pewnym momencie powiedziałam, że jak jeszcze raz będą mnie nękać to ich pozwę, to się uspokoili ;).

        • http://bwotr.pl/ Bookworm

          Z Pluszem już dawno mi łapki opadły, swoje się nawojowałem, choć byłem od zawsze. Przeszedłem do innej firmy na „P”, gdzie pod koniec umowy przydzielili mi „doradcę biznesowego”. Taką ofertą rzucił, że przeszedłem tym razem do Oryndżu. Po miesiącu od przejścia (a więc po dwóch od ostatniego kontaktu) wysłał mi wesolutkiego maila: „to co, finalizujemy sprawę?”. To był chyba sen zimowy 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Lidl to niemiecka firma dlatego mają dobre standardy, z tego co wiem pracuję się u nich też nieźle. Przykre jest to, że firmy nie rozumieją, że na „udowadnianiu swojej racji” dwa razy tracą, nawet jak klient się myli. W Stanach to normalne, że ludzie zmieniają zdanie, że mają różne wymagania i odnoszą towary do sklepu. Nikt z tego afery nie robi. U nas jesteś fajny dopóki nie zapłacisz i nikt nie myśli w tym wszystkim długofalowo. Poważnie ja nie jestem w stanie zrozumieć jak szanująca się firma może wchodzić w pyskówki z blogerem na fanpejdżu tylko po to aby udowodnić, że oni mają rację. Nie wspomnę o tym, że jak wspomniałam, że są napastliwi to nawet im przez myśl nie przeszło aby sprawę inaczej załatwić. Czy naprawdę jesteśmy aż tak krótkowzroczni żeby nie rozumieć, że jeden niezadowolony klient będzie gorszym zagrożeniem dla biznesu niż 50 zadowolonych ? Teraz załóżmy głupią sytuację. Jakaś baba źle doczytała, źle kliknęła. Naprawdę wystarczy wejść, pokierować i nagle może się okazać, że głupią sytuację można obrócić w sukces… ale nie … po co skoro „klient nie ma racji”. Spotkałam się już z wieloma takimi przykładami. Ostatnio jedna z restauracji wchodziła w pyskówki z klientami na swoim fanpejdżu przy opiniach, druga sytuacja to straszenie blogerki sądem za niepochlebną opinię o knajpie. Ludzie … ja naprawdę czasem nie mogę zrozumieć, że to dzieje się naprawdę…. Czasem lepiej jest się nie odzywać niż wchodzić w pyskówkę z niezadowolonym klientem.

  • http://witajslonce.pl/ Dotee

    Ochh samo przeczytanie Twojego tekstu podniosło mi ciśnienie. Nie mieści mi się w głowie, jak przedstawiciel firmy może obrzucać błotem klienta?? Ta osoba, która to zrobiła powinna wylecieć stamtąd na kopach, jeżeli szef ma choć trochę oleju w głowie. Ja po tej lekturze z pewnością nie zamierzam korzystać z usług firmy Legimi :p A sama nie mam zbyt dramatycznych przejść z reklamacjami, zwykle kurier odbierał towar i po kilku tygodniach dowoził nowy, reklamacje w sklepie też mi zawsze przyjmowali bez problemu, widać dobrze trafiałam. Staram się z nimi współpracować, bo wiem, że wkurwiający klient to równie upierdliwy wrzód na dupie jak wkurwiająca obsługa…

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Wiesz cała dyskusja dostępna jest u mnie na fb… oni nawet na chwilę nie pomyśleli, że mogę mieć rację skupili się na udowadnianiu mi, że nie ma racji. Nawet jeśli ja kurde coś źle zobaczyłam, nawet jeśli kulawa jestem to nie jest sposób załatwienia sprawy. Oczywiście nikt mi wprost nie powiedział, że głupia jestem ale…. poczułam się naprawdę jak idiotka.

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Bardzo celny tekst. Dla mnie szokiem był poziom obsługi w zooplus (niemcy) bo nagle poczułem się jak … klient. Były problemy z przesyłkami (bo bardzo ciężkie to były rzucane a w środku rzeź puszek), to dzwonili nawet sprawdzić czy wszystko ok. Bezproblemowe reklamacje czy zwroty pieniędzy. Podczas gdy nasze, lokalne firmy… Przy reklamacjach zanim jeszcze cokolwiek zrobię, czuję się jak oszust, wyłudzacz i kłamca, bo wiem co usłyszę w sklepie. Bywają chwalebne wyjątki, warto je reklamować 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Kiedyś w zooplus zamówiłam puszki. Dostałam i wstawiłam na półkę takie w całej zgrzewce. Jakoś nie wpadłam aby sprawdzić czy jest ok. Po jakimś czasie okazało się, że puszki były uszkodzone, ktoś rzucił podczas transportu i niestety denka odbiły puszki zaczęły się psuć. Napisałam do nich i bez szemrania i odsyłania czegokolwiek odesłali mi uszkodzone puszki i przepraszali bardzo.

      Za drugim razem okazało się, że tacki są uszkodzone ale dwie z całego pakietu 6 szt. Uwierzyli mi na słowo, nic nie musiałam im wysyłać. Przysłali z przeprosinami cały pakiet. Ja powiem Ci byłam w szoku. No ale Niemcy są bardzo wymagający tam się nikt nie certoli i dlatego oni muszą pewne standardy zachować, no i dobrze.

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Po pierwsze szacunek do klienta…Czasami mam wrażenie, że często sprzedający usługi, zamiast wysłuchać argumentów klienta – udowadniają swoje racje. Bez względu czy są one zasadne, czy nie, to klient ma poczuć się przede wszystkim potraktowany z należytym szacunkiem. Niestety sama obserwuję, jak często poziom obsługi klienta kuleje…oj mocno kuleje…:(

  • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

    Ehh, dokładnie wiem co czujesz Ehdi. Obsługa klienta w Polsce w 99,9% przypadków to jeden wielki żart! Kupujesz, płacisz a jak jest jakiś problem- jest tp Twój problem a jak się domagasz swoich praw to mają Cię za krzykacza albo krętacza. W USA nawet jak zużyjesz prawie cały krem i powiesz ze Cię uczulił- oddadza hajs i będzie im naprawdę bardzo przykro z tego powodu.
    Ja miałam kilka przygód. Ostatnia: oddaje do reklamacji Nike które przetarły się na czubkach. Odpowiadają mi „odrzucona bo but zle użytkowany”. Ja się odwołuję że „jakim cudem but wykorzystywany TYLKO na sali fitness był zle użytkowany”?! To mi odpisują ” odrzucamy bo ma pani wadliwą stopę”..Tia

    • http://zaniczka.pl Zaniczka

      wadliwą stopę? serio!! umarłam co za impertynencja, jak można tak w taki sposób do człowieka…

      • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

        true story Rene! 😉

  • http://losgrafikos.pl SuspiciousPlum

    Niestety zakupy przez internet wcale nie są łatwe w tych czasach. Ja ciągle muszę się upominać o swój towar. Zamówię coś przez jakąś stronę, opłacę i często nie dostaję żadnej odpowiedzi o przesyłce. Dopiero jak się dopytam to mi wysyłają o_O To przechodzi ludzkie pojęcie. Kiedyś kupiłam książkę na allegro. Nigdy tam problemów z kupnem nie miałam, do czasu. Facet nie wysłał książki, chociaż napisałam kilka meili i smsów. Dopiero spór zadziałał – facet się wystraszył. Wystawiłam mu neutralną ocenę, zlitowałam się, bo wreszcie książkę wysłał. Wiesz jak się odwdzięczył za moją wspaniałomyślność? Dał mi negatywa 😉

  • http://www.podroz-wedwoje.pl/ Panna Joanna

    O kurde, ale miałaś przygody z tą mikrofalówką… ja akurat z firmą Ole Ole mam dobre doświadczenia. Ale ile perturbacji miałam z Netią to mała głowa… problemy z podłączeniem internetu, czekanie 3 miesiące, zły modem… i tragiczna obsługa. To samo z allegro – kiedy okazało się, że ktoś oszukał mnie na aukcji… a jak mieszkałam przez kilka miesięcy w USA i okazało się, że kupiłam bublowaty telefon – eBay pieniądze zwrócił mi w ciągu tygodnia, a telefon kazał sobie zatrzymać…. !

    Dobrze, że poruszasz ten temat! Wydaje mi się, że wiele polskich firm mogłoby przejść szkolenia z „miękkiej” obsługi klienta! 🙂

    Pozdrawiam ciepło,

    Panna Joanna

  • Pingback: Słodkie pokusy i postne obietnice - MAGNIFIER()

  • http://patibloguje.me patibloguje

    Ja też często czuję się w takich relacjach sklep-klient jakbym robiła im łaskę, że chcę coś od nich kupić. -.-

  • http://emilialis.pl Emilia Lis pisze

    Z mikrofalówka i w ogóle ze sprzętami rtv i agd myślę, że lepiej jest korzystać z rekojmi-niezgodności towaru z umową niż z gwarancji. Dlaczego? Dlatego że wówczas są 2 tygodnie na rozpatrzenie reklamacji a jeśli nie dostaniesz odp. To traktujesz za uznaną. Co do przygód z obsługą klienta to temat rzeka z Zara, ale to potrzebuje więcej czasu na to;) pewnie też napisze u siebie.