Kilka słów o pasji i jeszcze więcej o sporcie.

Kilka słów o pasji i jeszcze więcej o sporcie.

Kilka dni temu opublikowałam na fejsie, iż odniosłam sukces podnosząc 93 kg w sumo deadlift, czyli martwym ciągu z szerokim ustawieniem nóg. Koledzy i koleżanki z Crossfitu mi gratulowali ale oczywiście nie zabrakło standardowych tekstów od „cywili”… takich pisanych bardziej na priv. Część pewnie z troski, a część po prostu ze zwykłej głupoty… No bo jaki sens ma to moje dźwiganie prawda ? Bo w sumie jakie to ma znaczenie ile wycisnę nad głowę i w jakiej pozycji. To przecież takie dziwne jest ? Po co podnosić ciężary jaki to ma sens ? Kto normalny podnosi ciężary ? Kto w ogóle się tak męczy … bo niby podziw ale kurde no bez przesady. Szczerze ? Nigdy nie przestanie mnie to dziwić, dlaczego ludzie nie potrafią zrozumieć tego czym naprawdę jest pasja i tego czym jest sport.

Sens sportu

 

Czy dźwiganie ma sens ? Przecież to takie głupie ? No to ja się pytam na ile mądrzejsze jest bieganie 22 dorosłych gości po trawie, którzy tak naprawdę bawią się skórzaną piłką ? No jaki ma sens to ich bieganie ? No bo co bramkę wbiją, bo emocje ? Poważnie … ??? No może bardziej sensowne jest samo bieganie ? No ale w sumie to idiotyczne lecieć 40 kilometrów z buta jak można pojechać rowerem albo samochodem ?

 

No, a ci rowerzyści to też do końca normalni nie są bo kto by widział tyle na rowerze jechać. Samochód trzeba i tyle. Nie wspomnę, że jest jeszcze cała masa równie idiotycznych dyscyplin… jakiś skok o tyczce, rzut oszczepem, pływanie… No do cholery jasnej jaki to wszystko ma sens, tak się pocić bez głębszego sensu ? Czy do wszystkiego potrzebny jest głębszy sens ?

 

Powiem wam w sekrecie… żaden sport nie ma sensu, po prostu. Sport to sport i sens sam w sobie. Nie ważne, czy biegasz, dźwigasz, bawisz się piłką czy skaczesz do góry… we wszystkim chodzi o to samo, to jest adrenalina, endorfiny i wyzwanie. Nie doszukuj się jednak sensu w samym sporcie, bo jeśli tak będziesz na to patrzył to nigdy go nie znajdziesz.

 

Może jednak Eurosport ?

 

Wbiega taki jeden z drugim złachany na metę, nie bardzo wie jak się nazywa. Ledwo widzi na oczy i ma wrażenie, że za chwilę się rozsypie. Niby jest sukces, niby się cieszą ale po jakiego grzyba zaraz to robić tak przy ludziach ? No jeszcze dobrze pójść tam sobie od czasu do czasu na lekki jogging… no może nordic walking… no ale to tak aby za bardzo się nie spocić, bo przecież taki sport to w sumie niebezpieczny jest. Profesjonaliści to jeszcze tak… ale tak amatorsko ? No kurde bez sensu, nawet ci za to nie płacą.

 

Ja zdaję sobie sprawę, że wiele osób pisze do mnie po prostu z troski. Niektórzy boją się o moje stawy, inni próbują mi tłumaczyć, że w moim wieku to dźwiganie powinnam oglądać właśnie w Eurosporcie, a nie żeby tak sama. Kilka osób zrobiło mi wykład, że w sumie to już tak nie do końca mi przystoi, a ja mam takie słabe kolana. No i kółko się nakręca. Na razie w sumie jestem dla wszystkich miła i staram się nie dać wyprowadzić z równowagi … ale coraz bardziej mnie to wkurza.

 

Ja naprawdę zdaję sobie sprawę, że mogę odnieść kontuzję. Uprawiając jakikolwiek sport można sobie zrobić krzywdę. Co ciekawe… kontuzję można odnieść również uprawiając sam Eurosport. No bo teraz wyobraźcie sobie, że oglądając podnoszenie ciężarów na ekranie wstaję z kanapy stopa ześlizguje mi się z dywanu, a ja jeb na glebę. No sprawa gotowa, sześć tygodni w gipsie rehabilitacja…

 

Naprawdę… pierdolić Eurosport, już wolę prawdziwy sport.

 

lody malinowe

 

Uwielbiasz lody malinowe ? Ślinisz się na sam ich widok ? Gdy tylko zaczyna robić się ciepło szukasz najlepszej lodziarni i tworzysz własne rankingi twojego ulubionego smaku ? No to zdradzę ci sekret… nie cierpię lodów malinowych. W ogóle nie przepadam za malinami, no zjem ale bez szału. Przecierasz oczy ze zdziwienia ? No dobra chyba to rozumiesz, że ja jednak ich nie lubię bo każdy lubi co innego. To teraz słonko zastanów się przez chwilę czy ktoś do ciebie pisze, że „ja to nie wiem jak lody malinowe można lubić” albo „że jedzenie lodów malinowych zamiast czekoladowych jest głupie”. No pomyśl… tylko pomyśl powoli. Nikt nie pisze, prawda ?

 

No właśnie bo każdy z nas lubi co innego. Jedni z nas lubią sport, inni Eurosport. Ja zawsze powtarzam, że najważniejsze jest w tym wszystkim znaleźć swoją dyscyplinę. Uprawianie sportu pomaga, przedłuża życie ale też do cholery nie będę zagorzałych kanapowców indoktrynować z siłą świadków Jehowy. Nie chcą to niech nie ćwiczą, ich wola i pokój na ziemi.

 

Też bym tak chciał…

 

To jest najbardziej wkurzająca opcja kanapowców w występują w dwóch odmianach „też bym chciał” i „też bym potrafił”. Pierwsza kategoria podziwia wyczyny i potwierdza, że w sumie to fajne i fantastyczne ale oni to by tak nie mogli. Gdy człowiek z dobrej woli zaczyna opowiadać, że to jest dla każdego i zawsze można wybrać opcję lżejszą nagle dostajemy listę schorzeń, które wskazują, że nasz rozmówca to rano już nawet z łóżka nie powinien wychodzić, a najlepiej aby przy najbliższej promocji zakupił sobie trumnę dębową, bo może mu się rychło przydać. Jeden ze znanych mi kanapowców tego rodzaju (który żeby było śmieszniej lata temu był wyczynowym sportowcem) z lubością przeżywa później wszelkie moje zakwasy próbując mi udowodnić, że mnie częściej boli niż jego ;).

 

Inna opcja to „zazdrośnicy” oni nigdy nie docenią, tylko będą ci powtarzać, że twój sukces to żaden sukces bo oni też by tak mogli, ba a nawet lepiej gdyby tylko im się chciało. No ale im się nie chce z tej kanapy wstawać, więc sam rozumiesz… generalnie jeśli rzucisz im wyzwanie to często mocno chorują, nie mają czasu, życie jest trudne. Niestety nigdy nie zmierzysz się z zazdrośnikiem. On zawsze wie, że by mógł  i potrafił ale … przecież nie musi tego udowadniać. No, a gdy zazdrośnik polegnie to powie ci właśnie jak to co robisz jest bez sensu, bo głupie, bo w ogóle…

 

Pasja to miłość…

 

Byłeś kiedyś zakochany ? Kochałeś szaleńczo i bez pamięci ? To dokładnie tak samo jest z pasją. Moją pierwszą miłością była maszyna do pisania, maszyna marki Mercedes i na zawsze ten sprzęt pozostanie w moim sercu. Później była kolejna maszyna, aż bolały palce … ale miłość nie zna bólu i zniesie każde poświęcenia.

 

Jeśli chodzi o sport to różnie bywało ale głównie zaczęło się od choroby. Jako dziecko bardzo poważnie zachorowałam, leczenie, szpitale, sterydy i nadwaga gotowa. Wróciłam do szkoły i tam nikt nie miał do mnie podejścia, gry zespołowe szły mi tylko o tyle dobrze bo byłam większa i silniejsza od swoich rówieśników i potrafiłam być brutalna. Wtedy wszyscy olewali zasady. Niestety szybko okazało się, że sport wychodzi mi tylko tam gdzie trzeba coś podnieść albo wykazać się dużą siłą.

 

Kiedyś kumpel zaprowadził mnie do jednej z bardziej uznanych pakerni w mieście (a były chyba tylko dwie) i to nie były takie zwykłe siłownie, to były prawdziwe pakernie dla kulturystów i ciężarowców. To tam się zakochałam ale nie w tym co trzeba… nie chciałam rzeźbić sylwetki i patrzeć w lustro pompując bica, ja chciałam dźwigać. Trafiłam do sekcji ciężarowej i trener ujrzał we mnie potencjał, coś mi tam klecił o nieoszlifowanym diamencie i wtedy zleciały się kruki…

 

Wiecie, że da się zabić nawet najpiękniejszą miłość ? Tak jak się ma wokół siebie nieodpowiednich ludzi to się da. Gdy tylko poczułam mięte do sztangi, usłyszałam jaki będę miała marny los gdy pójdę w tym kierunku. Jak mnie to zniszczy, jak będę niekobieca i jak zbrzydnę i w ogóle jak moje życie się załamie. Kochałam ale uwierzyłam… odeszłam ku rozpaczy trenera, a raczej uciekłam szybciej niż tam przyszłam i wróciłam do pompowania bica. Dość szybko znudziła mi się kariera bodybuildera … i myślałam, że się zabiję hantlem między oczy… w szczególności, że z kumplami głównie mogłam porozmawiać o solarium i najlepszych samoopalaczach… ech… życie.

 

 

Stara miłość nie rdzewieje

 

Jak poszłam na pierwsze zajęcia z Crossfitu to wcale nie zakochałam się od razu w tej idei, wcale nie myślałam o tym, że to takie super zajebiste i fantastyczne. To było coś jak zobaczyć miłość swojego życia po wielu latach i to w nowej odsłonie. Zobaczyłam ciężary i przepadłam, wiedziałam już, że będę dźwigać.

 

Teraz po tylu latach mam absolutnie w dupie kto co powie oraz to jak będę wyglądać. Mam nadzieję, że długo nie zrobię sobie żadnej krzywdy i będę mogła cieszyć się tym sportem jeszcze przez długie lata. Co ciekawe po pierwszej zajarce dźwiganiem nagle okazało się, że są też inne fajne rzeczy jak chociażby gimnastyka i tak człowiekowi się nie nudzi. Ostatnio walczyłam z ciężarem własnego dupska usiłując się przekręcić na kółkach i teraz wiem, że odwieczna walka kobiety z grawitacją będzie dla mnie oznaczać jednak coś więcej ;).

 

Oni to sekta są …

 

No ale przeca te cały Crossfit to sekta jest… oni tak specjalnie aby pieniądze od ludzi wyciągać to tak przywiązują ich do siebie i czujesz się tam jak w domu. No jasne przecież wszystko ku chwale zacnego Grześka Glassmana, który liczy kasiore w USA i w sumie to ma wyjechane co ci idioci tam robią, byle tylko płacili. To komunity to w sumie takie właśnie naciągactwo i w ogóle. Lepiej przeca od tych ideowców spierdalać.

 

Tak wiem… cały ten Crossfit to świetny produkt marketingowy, czapki z głów dla założyciela Grzegorza. Podziwiajcie bo to trochę jak Steve Jobs sportu. Wszystko się kręci wokół jednego i wszyscy na tym zarabiają, a w boxach też się ludzi ze sobą zaprzyjaźnia bo to taka idea i wiadomo, że wtedy biznes się lepiej kręci prawda ? W dużej mierze tak… to prawda… ale …

 

No właśnie to jest tak, że tylko dzięki ludziom w tym wszystkim siedzimy. Tylko dzięki nim i ich wsparciu wiemy, że zmierzamy w dobrym kierunku. Ja bardzo żałuję, że kiedy miałam tych lat niewiele i pstro w głowie to nie miałam wokół siebie ludzi, którzy cieszyliby się razem z ze mną z tej mojej „bezsensownej miłości”. Crossfit jaki jest taki jest ale daje mi olbrzymie wsparcie. Czasem mam takie momenty kiedy mam wszystkiego dość, kiedy wszystko mnie boli ale się nie poddaję, bo wiem, że każdy ma gorszy moment.

 

Ja jestem taki trochę marudeł… lubię sobie pogadać pod nosem, ponarzekać… ot taki model, no i zawsze, niestety zawsze staram się porównywać do najlepszych. Normalnie gdy jesteś małe miki i coś tam pykasz, a widzisz takiego asa, to on ci pokazuje jaki jest dobry, a ty się kurczysz. W prawdziwym komunity jednak jest inaczej… bo ci najlepsi mówią ci wprost, ej powoli, nie przejmuj się, też byłem/byłam na twoim miejscu… daj sobie czas pracuj, a tu obok nas czeka na ciebie miejsce.

 

Żyj i daj żyć …

 

Każdy człowiek jest inny i może kochać co innego. Ten tekst odnosi się do sportu ale równie dobrze, można napisać go o pisaniu bloga, książek, nurkowaniu czy zbieraniu znaczków. No właśnie w sumie nie rozumiem jak można jarać się zbieractwem … ale z drugiej strony czy ja muszę to rozumieć ? No właśnie absolutnie nie muszę !!

 

Szanujmy wszyscy siebie i swoje pasje. Ilu z was słyszało, że to co robi jest głupie ? Jeśli macie takie osoby w otoczeniu to pamiętajcie aby się nie dać. Nie zawsze te osoby życzą nam źle, po prostu czasem one nie potrafią wyjrzeć „poza swoje pudełko”. Nawet jeśli twoja pasja to kolekcjonowanie suszonych dżdżownic to pamiętaj… nie ma czegoś takiego jak głupia czy bezsensowna pasja. Kochaj i rób swoje, resztę miej w gdzieś… bo wiecie pięknie jest kochać, kochać to co się robi, a na świecie nie ma głupiej i bezsensownej miłości.

 

Ehdi

Świat według Ehdi

 

 

autor zdjęcia 

#CrossFit#pasja#sport
Written by Ehdi Mars
  • http://powolipoprostu.pl Artur

    Ja jestem pełen uznania i szacunku! Nie tylko dla Twoich osiągnięć w Crossficie, ale przede wszystkim dla Twojej pasji i radości, którą Ci daje. W każdej dyscyplinie i w każdej dziedzinie życia pojawiają się dyletanci, ale ja po latach robienia wielu rzeczy na opak (kto o zdrowych zmysłach robi oscypki w domu jak na rynku można po złotówce kupić! 😀 ) przekonałem się, że moje własne szczęście i satysfakcja są dla mnie wystarczającą motywacją i… nagrodą! A tym, którzy maja jakieś misjonarskie zapędy i żyją w iluzorycznym przekonaniu, że ich rzeczywistość jest jedyna słuszną mogę jedynie współczuć. Przekonałem się też, że pasja, która nikomu nie robi krzywdy w końcu zyskuje uznanie i aprobatę. Ale nie o to przecież w tym wszystkim chodzi. Na różnorodności opiera się piękno świata, a o nietolerancji i zazdrości można całe tomy pisać. Tylko nie ma po co, bo nikt by ichnie czytał. Ludzie czynu i pasji, tacy jak Ty, nie muszą tych pojęć zgłębiać, a pozostali nie odczuwają potrzeby 🙂 Proste. Według tej zasady, o której piszesz: żyj i daj żyć innym. Życiem pełnym i wartościowym, takim jakie je pojmuję 😀 Dziękuję Ci za ten wpis i gratuluję sukcesów. Crossfit to ciężka robota i choć sam nie mam z tym nic wspólnego, wiem ile pracy, wysiłku i wytrwałości w działaniu wymaga 🙂 Trzymam kciuki nie za Twoje sukcesy, ale za silę do dążenia do nich 😀

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Crossfit to jest taka robota, że wiesz za każdym razem jak mam rozgrzewkę przed treningiem i czuję jak mnie boli to sobie mówię kurde po coś znowu tu przylazła, wiedziałaś, że lekko nie będzie. No ale wiesz nie wyjdziesz w trakcie bo to wstyd 😉 no to człowiek ściska poślady i do roboty, a później rusza zegar i świat się zmienia i juz przestajesz myśleć o czymkolwiek innym na świecie. To jest jak magia, jesteś tylko Ty i zadanie do wykonania. Czasem boli jak cholera, czasem nawet łezka się w oku zakręci ale nie wiem co w tym jest, że człowiek się nie poddaje. Po wszystkim padasz na twarz i jesteś tak zmęczony, że nie możesz ruszyć palcem w bucie ale radość i satysfakcja jest niesamowita. To już jest chyba jakaś forma masochizmu i nałogu ;). Kilka miesięcy temu robiłam jeden z najbardziej brutalnych treningów w Crossficie, to hero WOD Kalsu. Naprawdę było tak źle, że byłam bliska łez ale skończyłam. Po wszystkim miałam strupy na kolanach przez dwa tygodnie i na samą myśl o tym treningu przewracało mi się w bebechach, wielu Crossfiterów ma dreszcze jak słyszy nazwę Kalsu, a ja ostatnio mówię do koleżanki, że może byśmy spróbowały jeszcze raz na większym obciążeniu ?? 😉 No ale to właśnie chyba jest pasja ;), nie robię nikomu krzywdy, tylko sobie :D. A tak poważnie, to żałuję, że nie miałam wsparcia wiele lat temu kiedy mogłam związać swoje życie ze sportem i żałuję wszystkich ludzi, którzy poświęcają swoje miłoście w imię życzenia czy opinii innych ludzi. To jest po prostu smutne.

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    No i cudownie! Ja jestem z Ciebie cholernie dumna, patrzę na Ciebie i podziwiam Twoją siłę i grację w jednym:) Jesteś niesamowita…i dobrze gadasz, niech każdy zajmie się sobą i swoimi planami na sport:)

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      To nawet nie chodzi o sport bo czasem po prostu robimy różne rzeczy i najlepiej jak to mawia moja koleżanka aby otoczenie „albo niech podziwia albo niech się zamknie”. No bo w sumie niech każdy robi to co lubi. No a Ciebie to ja teraz podziwiam w tym Twoim wyzwaniu, już jestem ciekawa jaka się z Ciebie szprycha zrobiła ;).

      • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

        To jestem zdecydowanie z tych trzecich 🙂 I podziwiających Ciebie i coś tam gadających:) Szprychą to jeszcze długo nie będę, ale do czerwca mam ochotę zmienić swe ciało, z flaczastego na bardziej jędrne;)))

        • http://bwotr.pl/ Bookworm

          Ja wiem, ja wiem jak się to robi! W średniowieczu ponoć bardzo skutecznie robiło się to za pomocą obróbki termicznej poprzedzonej smyraniem bacikiem. Oczywiście znając umiar 😛 Skóra się robiła jędrna a mięśnie twardniały 😀

          • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

            Wejdę do ciepłego gara i poproszę męża, żeby mnie zbiczował liśćmi kapuchy:)

          • http://bwotr.pl/ Bookworm

            Nasmaruj się jeszcze wcześniej oliwą z pierwszego tłoczenia, garnek winien być wyłożony miękkimi gałązkami jałowca. Biczowanie tylko w kierunku zgodnym z obrotami sfer niebieskich, uważajcie na siłę Coriolisa!

          • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

            Ja pierdziu ale jaką ty masz wiedzę ujędrniającą 😉 tylko gdzie ja znajdę taki garnek dla samej siebie 😉

          • http://bwotr.pl/ Bookworm

            Wiedza wiedzą, ale chętnie bym teorię w praktyce sprawdził 😛

          • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

            Już mnie dupsko piecze na samą myśl:)

          • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

            Oplułam przez Was monitor 😉 zachowujcie mi się tutaj !!! A Ty Justynka nagraj koniecznie filmik z tego zdarzenia i pokaż nam 😉

  • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

    Piękny i wartościowy tekst Ehdi! Podziwiam Cię że wkurw potrafisz przetrawić i stworzyć z tego taki wielowymiarowy post.
    Ja tych maruderów/hejterów też znam i już przestałam reagować- uwielbiam to co robię i nie jest żaden wyczyn czy fanaberia, jest i już dobrze mi z tym. Ty jesteś niesamowitą i silną (nie tylko fizycznie) Kobietą i nadal rób swoje. A co do crossfitów- sekta czy też nie, to grupa ludzi z taką samą zajawką wiec nie dziwne że się zaprzyjaźniają i tworzą jedną wielką pokręconą rodzinę 😉
    ps.Gratki za rekord ciężarowy! 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      No kochana ja się teraz szykuję na stówkę w martwym, musi w końcu paść ;). No i wiesz zapisałam się do OPEN, a ciągle się nie podciągam, więc mam ręce pełne roboty. Żebyś ty jeszcze słyszała co ja ciągle muszę wysłuchiwać za stan moich dłoni i piszczeli, bo bo z dłoni wiadomo złazi mi skóra, mam zgrubienia, a piszczele wiecznie w siniakach ;). Ja się po prostu cieszę, że odnalazłam swój sport, a bez tej sekty Crossfit nie był by taki sam, bo to w sumie ludzie i ich wsparcie nas nakręca. Ja od kiedy przeszłam do obecnego boxu poczułam prawdziwie sportową siłę komiunity i każdemu życzę takich ludzi i takiego wsparcia dla siebie. Gdybym jako nastolatka miała takie oparcie na pewno teraz byłabym gdzie indziej.

      • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

        Jesteś niesamowita! Trzymam zatem kciuki!! I cieszę się że odnalazłaś swoją pasję po latach rozłąki! A co do community crossowego- takie wsparcie przydałoby się wielu ludziom, bo nie grupa ludzi z podobną pasją-ale taka przyszywana rodzina 🙂

  • http://witajslonce.pl/ Dotee

    Mnie też to irytuje, kiedy z moich pasji inni próbują robić coś nieważnego, lekceważą je, traktują jako moje fanaberie, jakieś fiu bździu, wymysły osoby która ma za dużo wolnego czasu. Praktycznie każda moja zajawka może w ten sposób oberwać, nawet prozaiczne gotowanie, nie mówiąc o jodze czy pisaniu bloga (hoho to dopiero mi się w dupie poprzewracało, że sobie taki pamiętniczek w internecie piszę). Podejrzanie często ci miłośnicy podcinania skrzydeł to te same osoby, które same nie robią nic poza chodzeniem z pracy do domu i z powrotem i przez cały wieczór oglądaniem tv i/lub piciem piwa. A niech się cmokną:)