Powody przez które nie potrafimy kochać.

Powody przez które nie potrafimy kochać.

Mój tekst powstał zainspirowany wcześniejszym wpisem Dagi o podobnym  tytule i choć zgadzam się z tym co napisała Daga to jednak uważam, że temat nie jest prosty i ma wiele wymiarów. Nie potrafiłam odpuścić, bo ten konkretny temat jest dla mnie wyjątkowo ważny. Czasem zupełnie nie rozumiemy dlaczego rozpada się nasz związek, nie potrafimy też pojąć dlaczego sami odchodzimy. Spędzamy wiele godzin na rozmowach z partnerem, a nadal mamy wrażenie, że mówimy po chińsku, a nasza druga połowa po mandaryńsku. Niby wszystko gra … niby się kochamy … ale jednak nie jest tak jak w bajce. Dlaczego nasz partner nie potrafi nas kochać tak jakbyśmy chcieli ? Z reguły nam wydaje się, że my kochamy bezgranicznie tylko ta druga strona ma problem, ale czy na pewno ?

 

Rodzice

 

Tu wszystko się zaczyna. Nasze dzieciństwo i moment kiedy powstają nasze deficyty. Wedle wszelkich prawideł pod wpływem działania oksytocyny, czyli inaczej hormonu miłości nasi rodzice tuż po porodzie powinni zostać zalani falą bezgranicznej miłości do nowego człowieka. Niestety natura coś schrzaniła na tym etapie i albo dawka jest za mała albo ewolucja człowieka poszła nie w tym kierunku co trzeba i nasi rodzice powoli tracą możliwość obdarzania potomstwa bezwarunkową miłością.

 

Rodzice wraz z wzrostem swojego dziecka stwarzają też oczekiwania. Często te oczekiwania są zbyt trudne do realizacji, często dziecko potrzebuje innego wsparcia. Generalnie wiele dzieci rośnie w poczuciu, że są bezwartościowe. Znacie kampanię „nie podcinaj skrzydeł” ? Jest wyjątkowo prawdziwa i niestety ze smutkiem stwierdzam, że wiele przypadku przemocy emocjonalnej da się uniknąć.

 

 

Gdzie w tym miłość ?

 

Rodzice mają za zadanie nauczyć nas kochać ale ich podstawowym zadaniem jest ofiarowanie nam daru najcenniejszego, czyli miłości własnej. Wyobraź sobie, że każdy człowiek ma w sobie takie naczynie, w tym naczyniu zbiera się miłość do samego siebie. Naturalnie naczynie powinni napełnić rodzice swoją bezwarunkową miłością. To dzięki ich wierze i akceptacji powinny wyrosnąć nam skrzydła. Co jeśli jednak się tak nie stanie ?

 

Wtedy wychodzimy w świat z dziurawym naczyniem. Staramy się za wszelką ceną być lepsi, najlepsi … ale naczynie jest dziurawe. Jeśli uda nam się zbudować choć na chwilę to i tak to co zbierzemy po prostu ucieka i ostatecznie na końcu jest czarna dziura. Znacie te przypadki kiedy czujecie się świetnie i nagle dzieje się coś niespodziewanego i ze swojej drabiny spadacie na sam dół ? Sytuacje w których nawet najmniejsze potknięcia powodują łzy i poczucie bycia bezwartościowym ? To wszystko objawy dziurawego naczynia.

 

No ale miłość ?

 

Gdy wychodzimy w świat z dziurawmy naczyniem poszukując partnera, poszukujemy niestety nie prawdziwej miłości ale gonimy za tym czego nie dostaliśmy w dzieciństwie. Oczekujemy od partnera miłości bezwarunkowej, której nikt już nam niestety nie może dać. Żaden człowiek spotkany w realnym życiu nie będzie kochał nas tak jak powinni kochać nas rodzice. Ta strata jest niestety nieodwracalna.

 

My jednak uwielbiamy się oszukiwać. Gdy pojawia się na horyzoncie partner nakładamy różowe okulary i początkowo wszystko jest cudowne i fascynujące. Dodatkowo każdy przejaw zainteresowania, każdy przejaw akceptacji jest czymś czego łakniemy. Wchodzimy w związek bez zadawania pytań, w końcu zakochanie jest takie naturalne … Chcemy aby nas kochano tylko przy tym nie staramy się weryfikować kto nas kocha i czy na pewno my chcemy tę osobę kochać.

 

Lądujemy w związku pełni obaw i oczekiwań. Opada kurz zakochania i zaczynają się schody. Nagle okazuje się, że gdy mamy do czynienia z realnym człowiekiem i miłość nie jest taka prosta. No i poza tym nie dostajemy tego czego chcemy… nasz partner stawia warunki, wymaga, ocenia… a my przecież chcemy być bezwarunkowo kochani i akceptowani. Nasze naczynie jest puste, a czas idylli się skończył, nasz partner nie zaspokaja już naszych potrzeb, a przez nas się ciągle przelewa.

 

Niektórzy w tym momencie odchodzą i szukają nowego haju… inni zostają kręcąc się w kółku wzajemnych oczekiwań, zranień i poczucia skrzywdzenia. Nie potrafią jednak być blisko, być naprawdę realnie obok swojego partnera. Kochają … ale nie rozumieją dlaczego ta miłość tak boli, a miłość boli dokładnie tak jak wtedy kiedy matka lub ojciec mówili ci, że do niczego się nie nadajesz, czyli to coś co dokładnie znasz. Nie znasz innego mechanizmu, inaczej nie potrafisz, ciągle odtwarzasz ten taniec z dzieciństwa bez względu czy potrafisz się do tego przyznać czy nie.

 

Bliskość

 

Podstawą każdego związku jest bliskość. Nie zdziwię was gdy powiem, że ponad siedemdziesiąt procent polskiego społeczeństwa ma problem z bliskością, a w mojej ocenie tych osób jest zdecydowanie więcej. Tak naprawdę umiejętność bycia blisko z drugą osobą definiuje dopiero dobry i dojrzały związek z partnerem czy przyjacielem. Wielu z nas wydaje się, że jeśli mieszkamy z kimś pod jednym dachem, dzielimy codzienność to jednocześnie jesteśmy blisko … ale to nic bardziej mylnego. Prawdziwa bliskość odbywa się na poziomie mentalnym i nie zawsze związana jest z bliskością fizyczną. Tak naprawdę gdy naczynie jest dziurawe bardzo trudno jest o prawdziwą bliskość o ile w ogóle jest to możliwe.

Jakie są objawy problemów z bliskością ? Postaram się wymienić kilka poniżej:

 

  • uciekanie przed zaangażowaniem, uciekanie przed wspólnym zamieszkaniem, wchodzeniem w zobowiązania, deklaracjami;
  • odczucie duszenia się gdy przebywamy z partnerem non stop i wszystko jest w porządku, nie wybuchają żadne kłótnie, a w szczególności kiedy partner dodatkowo oczekuje od nas fizycznej bliskości (bardzo często pojawia się np. podczas urlopów);
  • podczas kłótni i trudnych rozmów uciekanie w porządki, wychodzenie z pomieszczenia, wychodzenie z domu, gdy narasta ciśnienie;
  • trudność w manifestowaniu swoich potrzeb, komunikowaniu ich partnerowi w sposób otwarty, obawa przed odrzuceniem;
  • „szukanie dziury w całym” gdy związek ma stabilną fazę i nic się emocjonującego nie dzieje, prowokowanie kłótni, partner wydaje się być nudny, poszukiwanie emocji, czasem poszukiwanie nowego partnera, zdrady;
  • niechęć do planowania przyszłości, niechęć do planowania poważniejszych kwestii, na zasadzie to jeszcze nie czas, albo samo się wydarzy;
  • chowanie urazy pomimo, iż partner nas przeprosił. Pielęgnowanie urazy i chęć zemsty;
  • obserwowanie słabych punktów partnera i kierowanie różnego rodzaju docinków „aby zabolało”, dokładnie w czuły punkt;
  • oczekiwanie, że partner będzie widział świat dokładnie tak jak my i będzie wiedział jak powinien się w danej sytuacji zachować, przy czym (szczególnie kobiety) oczekują zachowania dokładnie i idealnie przez nie wymyślonego;
  • tworzenie sobie „wirtualnych oczekiwań partnera” czyli własnego poczucia co partner rzekomo myśli i poczucie skrzywdzenia gdy do tych potrzeb nie dorastamy, choć nie są prawdziwe (np. utwierdzamy się w przekonaniu, że nasz partner chce abyśmy były perfekcyjną panią domu, choć w rzeczywistości on nigdy nas o to nie prosił i tego nie wymaga. Gdy nie umiemy pogodzić tych obowiązków np. z pracą zawodową mamy pretensje do partnera, choć on nie ma nic wspólnego z tymi oczekiwaniami);
  • oczekiwanie, że partner się dla nas zmieni i zmieni swoją naturę, brak akceptacji dla zachowań partnera, które się wcześnie tolerowało w okresie zakochania;
  • bezwarunkowa akceptacja, czyli wymaganie, że partner będzie nas całkowicie akceptował, nigdy nie skrytykuje, a jednocześnie my sami nie do końca akceptujemy partnera;
  • nieme oczekiwania wobec partnera, czyli przekonanie, że partner powinien sam wiedzieć o naszych potrzebach choć ich nie werbalizujemy;
  • lęk przed porzuceniem, lęk przed tym, że partner odkryje naszą „prawdziwą twarz” i nas zostawi, dlatego często nawet gdy rozmawiamy z partnerem „szczerze” bardziej skupiamy się na jego potrzebach niż na własnych, nasze potrzeby pojawiają się głównie w emocjach i kłótniach, później je chowamy.

 

To tylko przykłady, tych elementów jest cała masa i czasem trudno je dostrzec gdy człowiek nie zdaje sobie sprawy ze swojego problemu. Czasem jesteśmy tak opętani wizją „naprawy związku”, ze nie potrafimy w nim być. Ludzie z problemem z bliskością często dobierają sobie partnera o podobnym problemie bo wtedy jest im zdecydowanie łatwiej funkcjonować. Oboje uciekają, więc mogą stworzyć nawet wieloletnią relację, która choć pewnie nie będzie udana ma szanse przetrwać i funkcjonować jako rodzina. Lękiem i obawą przed bliskością można spieprzyć nawet związek z najlepszym partnerem.

 

Kobiety często uciekają ze związków w poczuciu skrzywdzenia ale rzadko starają się później realnie zrozumieć co się stało i dlaczego po kilku lub kilkunastu latach relacji z mężczyzną są tak zdewastowane emocjonalnie. W tym wszystkim nawet nie chodzi o tego partnera, czy był dobry czy zły. Chodzi to głównie o to co z nami jest nie tak, że po latach związku nie poznajemy się w lustrze ?

 

Jakieś leki ?

 

Przez przypadek po świętach przeczytałam książkę, która miała okazać się zwykłym romansidłem, a była bardzo mądrą opowieścią o kobiecie, która poślubiła miłość swojego życia, a po latach małżeństwa miała ochotę się pociąć bo była cholernie niezadowolona ze swojego życia i uważała, że wyszła za niewłaściwego faceta. Niedługo napiszę recenzję.

 

Miłość powinna nas uskrzydlać i budować. Nie ma idealnych związków i nie ma idealnych partnerów. Prawdziwa miłość jednak istnieje i można się nauczyć kochać. Jeśli jednak mamy problem to jest spora szansa, że miłość nie zadziała tak jak powinna, nawet jeśli znajdziemy sobie właściwego partnera.

 

Podstawowym lekiem jest uświadomienie sobie, że to MY mamy problem, że to nie partner jest zły (choć czasem rzeczywiście może być zły) ale głównie to nasz problem i nic się w naszym życiu nie zmieni dopóki nad tym problemem nie zaczniecie pracować. Pracowanie nad bliskością jest cholernie trudnym i żmudnym procesem. Opowiem wam o tym niedługo podobnie o tym jak złatać i napełnić swoje wewnętrzne naczynie.

 

 

Tymczasem życzę Wam dużo prawdziwej MIŁOŚCI w Nowym Roku.

 

Ehdi

Świat według Ehdi

#bliskość#miłość#MIŁOŚĆ WŁASNA#związki
Written by Ehdi Mars
  • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

    Piękny i jakże prawdziwy tekst Ehdi! Ja np.wiem że moje naczynie jest dziurawe i skrzydła raczej przykurczone a emocjonalnie życie to raczej sinusoida. Na szczęście moja praca w naturalny sposób podnosi mi poziom endorfin i w pewnym siebie pozwala częściowo łatać naczynie. Czekam na recenzje książki. Przyznam że o akcji nie słyszałam i dopiero u Ciebie zobaczyłam ten spot- przytkało i łzy spowodowało..Kocham moim rodziców najbardziej na świecie i wiem że te dziury w ego nie zostały spowodowane specjalnie. Oni po prostu przechodzili bardzo trudny okres osobiście jak przyszłam na świat i tak to się jakoś porobiło.

    Tobie również życzę prawdziwej miłości w 2016!

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Niedługo opublikuje tekst o „łataniu naczynia”. Ja długo myślałam, że mi się to udało ale skubane ciągle lekko przeciekało, ale w końcu dowiedziałam się gdzie leży problem ;).

      Spot bardzo mocno przemawia, bo tak naprawdę nie trzeba się znęcać, wystarczy brak uwagi, ignorancja, zmęczenie i nieszczęście gotowe. Dzieci są niestety bezbronne, nie rozumieją.

      • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

        Przemoc psychiczna jest równie krzywdząca jak ta fizyczna a zwłaszcza na małych ludziach :/.

        Czekam zatem na rady dot.przeciekania 😉

  • http://socjopatka.pl Socjopatka

    miło, że mogłam zainspirować 😉

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Szukam inspiracji u najlepszych 😉

  • http://www.kinoswinka.pl/ Świnka

    Bardzo, bardzo, bardzo mądry tekst. Przyznam, że rzadko o tym myślę, a tu taki kubeł zimnej wody! 🙂 Dzięki 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Dziękuję za miłe słowa. Zachęcam do częstszych odwiedzin. Niedługo będę dokładnie pisała jak sobie z tym radzić. Sama to przerobiłam na własnej skórze, więc to wiadomości z frontu ;).

  • Pingback: Co byś zmienił w swoim życiu ? Recenzja pewnej książki. – Świat według Ehdi()

  • http://www.nieidealnaanna.com Nieidealna Anna

    Miłość wedle mego odczucia to kwintesencja naszego istnienia tutaj na padole ziemskim. Myślę,że kochać i być kochanym to naprawdę wielkie coś, coś czego nie każdy doświadczy i nie jest jak pokazują to w filmach, czy książkach na wyciągnięcie ręki. Zgadzam się z twoją tezą o miłości rodzicielskiej i powiem tak: nikt nam tak nie schrzani psychy jak rodzice właśnie. Jednak, całe życie sobie powtarzam i innym, że nasze trudne doświadczenia nie mogą być usprawiedliwieniem dla nas – pewnie, że nie da się nie popełniać błędów, ale nie popełniajmy błędów rodziców! tak wiem, że to nie proste, ale gdyby jednak choć na chwilę się nad tym zastanowić i pomyśleć dlaczego coś robimy tak, a nie inaczej.

    Ja zaczęłam mówić wprost mężowi: moje ataki „pierdolca” jak zwykłam to nazywać są pochodną dysfunkcyjnej rodziny, kompleksu niekochanego dziecka itd. Ale, to nie jest wymówka dla mnie, tylko raczej przyznanie się, że jestem słaba, nie radze sobie z emocjami i czasem jestem słaba, tak mocno że potrzebuję przytulenia i ukojenia…

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Wiesz co zawsze powtarzam… że prawdziwa siła tkwi w słabości. Dopóki nie nauczysz się okazywać słabości dopóty zawsze będziesz słaby. Taka przewrotna myśl ale wysoce prawdziwa.

      Będę o tym pisać w kolejnych tekstach, że oczywiście w zależności od doznanej traumy ale bardzo ciężko czasem jest „stać się normalnym”. Jednak wszystko zaczyna się od świadomości i od tego, że wiem i że rozumiemy co się z nami dzieje.

      We wtorek powinnam puścić tekst o pierwszym etapie budowania miłości własnej. Zapraszam, może Ci się przyda ;).

      • http://www.nieidealnaanna.com Nieidealna Anna

        Nie omieszkam przeczytać. To prawda co powiedziałaś – uważam, że świadomość samego siebie to już połowa sukcesu w drodze o lepsze jutro z własnym ego 🙂

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Mądra z Ciebie kobieta Ehdi…z całego serca życzę Ci byś trafiła na faceta, który dostrzeże nie tylko Twoje piękno wizualne, ale również wnętrze:*