Zakochana w słowach w Święta.

Zakochana w słowach w Święta.

Pamiętacie jak kilka miesięcy temu szukałam książki, która spowoduje, że będzie swędzieć mnie skóra, całkowicie opuści mnie senność, a ostatecznie będę miała piasek pod powiekami ? Pewnie nie… był to dość dawno i do tej pory bezskutecznie próbowałam złapać swój rytm ze słowami, bo widzicie jak nie czytasz, to nie piszesz. Tak to przynajmniej działa u mnie. Starłam się naprawdę, próbowałam kupować coraz to nowe książki i po kilkunastu, maks kilkudziesięciu stronach opadał mi zapał. Szczerze mówiąc nieważne było czy brałam do ręki coś poważniejszego, czy też zwykłe typowe czytadło. Po prostu ja i słowa nie mogliśmy załapać wspólnego tańca. Tak się złożyło, że niedawno stałam się posiadaczką starego, już zużytego tabletu, którego kiedyś używałam do czytania i nagle okazało się, że elektronika odblokowałam moją głowę.

Książka vs. Ebook

 

Całe życie kochałam papier, to było jak fetysz. Do dziś nie mogę spokojnie wejść do sklepu papierniczego bo czuję podniecenie od samego wejścia. Wchodzę, dotykam, gładzę i biorę w posiadanie… notesy, pisaki, pióra, ołówki… wszystko co pachnie papierem, pisaniem i słowami. Posiadanie prawdziwej książki jest magią, przewracanie stron i sama obecność papieru pod palcami. Wydawało mi się, że nigdy się nie przekonam, aż nagle poszłam z duchem czasu.

 

Co śmieszne nadal mam dziwne nawyki … potrafię ślinić palce przewracając strony na tablecie, a tym razem czytając dość długą powieść trzymałam obok wersję papierową i co dwa, trzy rozdziały przekładałam zakładkę w wersji papierowej aby poczuć kontakt z fizyczną książką.

 

Jedno co uważam za fatalne to fakt, iż w Polsce musimy słono płacić za ebooki, choć tak naprawdę kosztują wydawców dużo mniej niż papierowe wersje, z przyczyn oczywistych. Dodatkowo gdy kupujemy prawdziwą książkę nie mamy prawa do ebooka co jest już po prostu zwykłym złodziejstwem. Na amerykańskim Amazonie jeśli kupujesz papierową książkę zanim dojdzie do Ciebie pocztą, Ty już możesz czytać ebooka i to w tej samej cenie.

 

Zaczytane Święta

 

W te Święta praktycznie nie odrywałam się od książek… poczynając od wigilii do niedzieli wchłonęłam dokładnie trzy „dzieła” literackie i nieważne w sumie czy było one tego warte. Ważne jest to, że znów czuję tą ekscytację i mam piasek pod powiekami z niewyspania. Zrezygnowałam nawet dziś z treningu aby skończyć książkę. Czy było warto ? Jeszcze nie oceniam, kurz jeszcze nie opadł, choć książka mnie nieco zmęczyła, to skończyłam i cieszyłam się, że ta chwila w końcu nadeszła.

John Grisham – Kancelaria

kancelaria-b-iext8060734

Pamiętam jak pierwszy raz trzymałam w ręku książkę Grishama, Rainmaker. To była powieść, która nie pozwoliła mi zasnąć. Cieszyłam się gdy mogłam ją czytać. Była cudownie napisana. Fantastyczna forma, cięty dowcip. Wszystko czego można oczekiwać od dobrej powieści. Późniejsze książki Grishama były  tylko rozczarowaniem, bo z reguły długie i nudne. W pewnym momencie zupełnie zapomniałam o tym autorze, ale gdy pojawiła się na rynku Kancelaria kupiłam ją bez zastanowienia.

 

Przeczytałam może z pięćdziesiąt stron i zapomniałam o niej. Nie tyle, że nie przypadła mi do gustu, ale też nie oczarowała i nie zachęciła. Teraz wróciłam do niej jako z jednej listy. Wciągnęłam ją chyba w jeden wieczór i powiem, że nie jest najgorsza. Szału nie ma, nie porywa ale też w końcu nie jest rozdmuchaną nudną historią w jakich Grisham ostatnio gustował. Całkiem zgrabnie napisana, z pewnymi elementami zaskoczenia. Ktoś kto ją kupi nie będzie żałował wydanych pieniędzy o ile nie będzie spodziewał się fajerwerków. To książka, którą można przeczytać w podróży w pociągu i na stacji docelowej zupełnie o niej zapomnieć.

 

Na pewno nie będziesz czytać jej z wypiekami na twarzy, na pewno nie będziesz chciał zarwać nocy oczekując co będzie dalej ale jednak to rzetelna rozrywka, choć jak przeanalizujesz historię szlachetnego pracownika wielkiej kancelarii, który ucieka od splendoru i pieniędzy na ulicę to dojdziesz do wniosku, że Grisham trochę podkoloryzował. No ale to w końcu literatura.

 

  1. Paula Hawkings – Dziewczyna z pociągu

dziewczyna-z-pociagu-b-iext30479093Zobaczyłam ją przy kasach w supermarkecie z rekomendacją od samego króla Stephena Kinga. Dodatkowo przeczytałam kilka bardzo zachęcających recenzji w internecie. Postanowiłam, iż koniecznie muszę ją przeczytać. Niestety moje rozczarowanie było straszne i nie bardzo rozumiem choć jedno pozytywne słowo, które napisano o tej powieści.

 

Po pierwsze historia neurotycznej głównej bohaterki, która większość czasu spędza na wlewaniu w siebie olbrzymich ilości alkoholu, a w pozostałym czasie stara się zrozumieć dlaczego tyle pije i co robiła kiedy była nawalona jak stodoła. Przy tym nasza nawalona postać jeździ non stop pociągiem. Tytuł nie powiem jak ulał.

 

Intryga powieści jest dość płytka. Postaci jednowymiarowe i nawet fakt, że autorka próbowała zastosować zabieg – opowiadania jednej historii przez trzy postacie jednocześnie powoduje, że człowiek zaczyna się gubić albowiem owe trzy narratorki zupełnie się od siebie nie różnią, są niestety tak samo płaskie.

 

Rozwiązanie zagadki kryminalnej staje się jasne i oczywiste jeszcze daleko przed zakończeniem. Główna bohaterka, która wciela się w nawalonego detektywa staje się irytująca i człowiek ma ochotę wymierzyć jej siarczystego kopa na rozpęd oraz zmusić ją do tego aby się w końcu ogarnęła i poszła choćby na jedno spotkanie AA.

 

Osobiście uważam, że każde pieniądze wydane na tą książkę są zmarnowane. Jeśli chcecie przeczytać to „dzieło” to pożyczcie od kogoś egzemplarz bo w mojej ocenie kupować tego po prostu nie warto. Jedyna zaleta to, to że książkę czyta się bardzo szybko i nadaje się jako lektura do pociągu. Jej przeczytanie zajmie Ci całą trasę z Warszawy do Katowic. Nie wiem, czy Ci tą trasę umili bo po przeczytaniu tych bzdur możesz mieć ochotę po prostu się upić ;).

 

  1. Dimitry Glukhovsky – FUTU.RE

futu-re-b-iext28283409Tą powieść kupiłam kiedyś w empiku kiedy głodna wrażeń science fiction poszukiwałam czegoś naprawdę dobrego. Autor miał świetne recenzje, powieść była gruba i wydawało mi się, że będzie właśnie czymś takim co wzbudzi we mnie głód słowa. Nie myliłam się … ale to okazało się długo po zakupie. Na początku przeczytałam kilkadziesiąt stron i rzuciłam ją w to samo miejsce gdzie resztę.

 

Nie czytałam Metra i szczerze był to mój pierwszy kontakt z literaturą Glukhovskiego. Trudo mi powiedzieć czy ostatni… bo jak na razie czuję się zmęczona po lekturze … ale nie dlatego, że powieść jest zła… tylko po prostu nie należy do lektur łatwych.

 

Powieść opowiada o świecie, w którym śmierć z przyczyn naturalnych przestaje istnieć. Ludzie stają się nieśmiertelni, nie starzeją się, nie chorują. Oczywiście jak wszystko w świecie, nieśmiertelność ma swoją cenę. Wiadomo przecież, że skoro nie ma naturalnej selekcji, ludzie nie mogą się normalnie rozmnażać. Powieść jest wielowątkowa, przedstawia porywy namiętności, rozważania o sensie życia i szczęściu. Autor zadaje sobie podstawowe pytanie czy wieczne życie, młodość i bezgraniczna piękność jest czymś co może nas uszczęśliwić ?

 

Od razu powiem, że pisanie Glukhovskiego nie należy raczej do moich ulubionych. Lubię raczej kreację innych światów, ale jednak autor porywa nas do tańca w ciemnym i trudnym świecie przyszłości. Książka chwilami zawiera zbyt wiele filozoficznych rozpraw i ma sporo dłużyzn. Jednak budzi emocje i nie jest do końca oczywista.

 

Glukhovski jest naturalistą. Pokazuje ludzką naturę z jej wadami i zaletami oraz pełną zwierzęcością. Jest w niej bardzo dużo seksu i powiem szczerze, że jakieś tam Greye czy inne powieści erotyczne wysiadają w tym klimacie. W FUTU.RE jest seks i jest on prawdziwy, pierwotny i nieprzegadany.

 

To nie jest też powieść, którą przeczytasz szybko i nie zauważysz kiedy się skończy, po czym wrzucisz ją na półkę i zapomnisz. Ta powieść może spowodować, że będzie swędzieć Cię skóra i choć akcja nie jest wyjątkowo wartka możesz mieć problem aby oderwać się od tekstu, a gdy skończysz najdą Cię refleksje i nie zapomnisz tak łatwo.

Kusi mnie aby sięgnąć po Metro ale na razie muszę odpocząć, bo obcowanie z Glukhovskim niestety jest męczące i wycieńczające, choć na pewno warto. Zainwestowałam w tą powieść 40 zł ale naprawdę było warto. Biorąc pod uwagę, że za Panią Hawkings trzeba zapłacić coś około trzech dyszek to czuję tu pewną dyskryminację… bo mam wrażenie, że Glukhovski jest tańszy bo jest Rosjaninem. Nie ulega wątpliwości, że jest Rosjaninem z olbrzymim talentem, a Pani Hawkings na razie swojego nie pokazała nic, a nic.

Jedyny minus książki FUT.RE to fatalne ilustracje, nie wiem kto wpadł na tem pomysł. Moim zdaniem lepiej zostawić wszystko wyobraźni… a takie fatalne obrazy mogą tylko wszystko popsuć, całe szczęście do mnie jakoś nie przemówiły i postanowiłam je całkowicie zignorować.

 

Czytaliście coś w Święta ?

 

Ehdi

#czytanie#książki#recenzja
Written by Ehdi Mars
  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Nie wiedziałem z tym Amazonem. A ja tak, i owszem, czytałem. Dniówka z głowy, bo musiałem przeczytać. Adam Przechrzta – kolejna część jego cyklu Demonów, tym razem, po Demonach Wojny – Demony Pokoju – żeby było śmieszniej. Zostałem wsiąknięty, pogrzebany, przemieszczałem się z książką w łapie i funkcjonowałem na poziomie 5% mózgu, bo reszta zajęta była czytaniem i analizowaniem intrygi 🙂 Może w końcu dziś wrzucę minirecenzję 😉

  • http://socjopatka.pl Socjopatka

    ja w święta skończylam czytać dziewczynę z pociągu. Nie mam, aż tak negatywnej opinii o tej książce jak Twoja, ale do świetnych też bym jej nie zaliczyła ;).

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Ja nic nie czytałam w te Święta, ale dostałam „Dziewczynę…” i jakoś mi minął entuzjazm:)) To znaczy przepraszam, czytałam książki kucharskie;))