Duchy Bożego Narodzenia.

Duchy Bożego Narodzenia.

Nie da się tego nie zauważyć bo wielkimi krokami zbliżamy się do magicznej daty 24 grudnia. Od dziecka pamiętam jak bardzo lubiłam ten czas kiedy w domu pojawiała się choinka, a później już było tylko czekanie na Mikołaja. Z upływem lat zmieniły się moje oczekiwania ale zawsze miło wspominam moment wigilii. Kiedy 2 lata temu nagle i bez ostrzeżenia okazało się, że moja rodzina jaką znałam od lat przestała istnieć pierwsza wigilia okazała się dość trudnym przeżyciem. Obcy ludzie, obce zwyczaje i Ty w tym wszystkim taka zupełnie przygarnięta.

W drugą wigilię cieszyłam się wolnością i brakiem rodzinnych zobowiązań. Wybrałam się z przyjaciółką w góry i gdy większość ludzi zasiadała do suto zastawionych stołów my próbowałyśmy się przeprawić przez górę, która nie chciała z nami współpracować. Ostatecznie lód i ciemność przekreśliły całkowicie nasze szanse na karpika w schronisku. Czułam wielokrotnie tego wieczoru bliskość Stwórcy, bo modliłam się o przetrwanie i o to abym dotarła na dół w jednym kawałku. Ponoć dla znawców gór nie było tak strasznie ale ja się naprawdę bałam. Gdy późnym wieczorem sturlałyśmy się z góry jedyne o czym marzyłam to „zestaw wigilijny” w McDonalds i ciepłe łóżko ;). Ostatecznie odbyło się bez fast foodów ale to jest wigilia, którą będę pamiętać do końca życia.

 

W tym roku znowu przyszedł czas świąt i jakoś nie mogę tego uniknąć. Mam wyjątkowo nostalgiczny nastrój i wspominam te czasy kiedy mogłam wpaść do rodziców na karpia w galarecie. To jest ten czas kiedy wyjątkowo mocno czuję ten brak ale coś się jednak zmieniło.

 

Nie wszystek umrę…

 

Mój dom rodzinny był trochę dziwny… wszyscy w moim domu wierzyli w duchy. Historię o nawiedzeniach były opowiadane często przy świątecznym stole. Zmarli kręcili się zawsze gdzieś w pobliżu i zawsze o nich pamiętano. Do mnie zmarli „przychodzili” w snach. Jakoś tak było, że pewnie w głowie pełnej emocji pojawiali się podczas snu.

 

Po tragicznym roku 2013 nikt z moich bliskich mi się nie przyśnił. Dziwne też było to, że w ogóle nie czułam ich obecności. Chodziłam na cmentarz obijając się o zimną płytę, ale za każdym razem było tak dziwnie głucho i martwo. Mówiłam do nich, gadałam, czasem krzyczałam ale głównie płakałam. Moje emocje wpadały jednak w głuchą pustkę.

 

Powiecie, że oszalałam no bo przecież zmarli to zmarli i nie gadają… ale czy aby na pewno.

 

Wieczna obecność…

 

Ostatnio rozmawiałam z moją znajomą (mocno zaawansowaną już wiekiem) na temat wizyt na cmentarzu. Ona jako młoda dziewczyna straciła ojca. Był to dla niej spory cios bo była z ojcem bardzo związana. Jak sama stwierdziła, chodziła do ojca na grób „pogadać sobie”.

 

Miała zwyczaj siadania na grobie i palenia papierosów (jej ojciec też był palaczem, więc uznała, że nie miałby nic przeciwko temu). Pewnego dnia jak zwykle wpadła na cmentarz i jak zwykle siedziała, gadała, rozmyślała i paliła papierosy. W pewnym momencie za plecami usłyszała głos swojego ojca „Idź, idź już córeczko bo mama się będzie martwić”. Zerwała się na równe nogi ale była na cmentarzu sama… Zorientowała się, że rzeczywiście zasiedziała się u ojca i szybko poszła do domu. Od tego czasu była zawsze pewna, że on się o nią troszczy.

 

Ja też ostatnio miałam spotkanie z „duchami” w niewytłumaczony do dziś sposób usłyszałam głos mojej mamy. W samochodzie, jej samochodzie, który przekazała mi tuż przed śmiercią. Od tego czasu zaczęłam ją słyszeć. Ostatnio gdy byłam na cmentarzu nie było już cicho. Można powiedzieć, że było zabawnie i „rozmownie”.

 

Duchy nie duchy…

 

Bo widzicie z bliskimi zmarłymi trzeba rozmawiać. Nigdy nie będziemy mogli ich zapomnieć. Nie wyparują z naszego życia chociaż umarli. Ich śmierć najpierw nas strasznie boli, rozdziera od środka i mamy wrażenie, że nigdy boleć nie przestanie. Wtedy ciężko jest rozmawiać. Ja głownie chciałam krzyczeć, bo byłam zła. Byłam wściekła, że sobie tak odeszli. Płakałam z bezsilności.

 

W pewnym momencie nadeszło ukojenie i wtedy dopiero poczułam pustkę. Taką ciszę wokół mnie. Zaakceptowałam, że ich nie ma, pogodziłam się z ich śmiercią ale wtedy dopiero byłam gotowa aby z nimi gadać, tylko oni nie bardzo chcieli odpowiadać.

 

Gdy udało mi się ostatnio porozmawiać z mamą, poczułam ulgę. Ciągle mam łzy w oczach gdy o niej myślę ale jednak czuję, że ona jest. Gdzieś w pobliżu, niedaleko … zawsze gotowa aby porozmawiać.

 

Coraz bliżej święta…

 

Ze Świąt Bożego Narodzenia zawsze uwielbiałam najbardziej sałatkę jarzynową i karpia w galarecie. Moja mama była mistrzynią gotowania i jej wigilijne potrawy zawsze miały ten sam smak. Taki smak, za którym człowiek tęskni cały rok. Nigdy nie nauczyłam się jej sekretów bo zawsze wydawało mi się, że mam na to czas.

 

W tym roku podejmuje próbę przygotowania mojego ukochanego karpia. Nie wiem czy mi wyjdzie ale liczę na to, że mama mi powie jak to dobrze zrobić, tak aby smakował dokładnie tak jak trzeba.

 

Święta to szczególny czas dlatego nie unikajmy rodzinnych zobowiązań bo później możemy za nimi już tylko tęsknić. Bądźmy ze sobą blisko, rozmawiajmy, cieszmy się swoją obecności i dawajmy sobie miłość.

 

Ja liczę, że po raz pierwszy od dwóch lat spędzę święta z bliskimi, choć fizycznie ich przy mnie nie będzie. Mam nadzieję, że uda nam się ze sobą pogadać, bo widzicie Święta to czas magiczny i nawet duchy nie są straszne.

 

Ehdi

 

autor zdjęcia 

#Boże Narodzenie#duchy#zmarli
Written by Ehdi Mars
  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Piękny i poruszający tekst. I ja uroniłam łezkę…Ja również rozmawiam z bliskimi, szczególnie z moją ukochaną babcią, za którą bardzo tęsknie. Zmarła dwa tygodnie przez narodzinami mojego Jaśka. Tak bardzo chciała tego doczekać, niestety nie udało się…wierzę jednak, że jest blisko Nas i słucha moich wyznań:) Mocno Cię tulę:*

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Babcia na pewno jest blisko, jak się rozejrzysz to jeszcze sobie z nią pogadasz musisz tylko w to uwierzyć i jej poszukać, a ona na pewno sama przyjdzie. Czasem ciężko jest nawiązać kontakt z kimś tuż po śmierci. Okres żałoby i próby zaakceptowania nieuniknionej rzeczywistości są cholernie trudne. We mnie było dużo złości, bardzo dużo złości i braku zgody na śmierć ale niestety wszyscy przemijamy. Ja również Cię przytulam :*.

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Piękny tekst. Masa przeżyć i emocji, dziękuję, że mnie zabrałaś ze sobą w Twoją podróż i w czasie i w przestrzeni. I że dotarliśmy bezpiecznie na koniec tekstu. Ja nieustannie czekam na moment, w którym zwierzęta mają przemówić, ale jakoś to nie następuje. Choć nie tracę nadziei. A duchy? Są, są. Tego akurat jestem pewien. Niech i one i my spokojnie spędzą Święta. Udanego karpia, wiesz, jakikolwiek nie wyjdzie, to będzie Twój autorski karp. I to Ty tym legendarnym smakiem będziesz się dzielić z innymi. Albo nie 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Szkoda, że zwierzęta nie mogą mówić, choć może z drugiej strony nie wiadomo co by nam w końcu powiedziały :). No karp się chyba jednak nie wydarzy … no nie potrafię zabić. Poszłam do sklepu i okazało się, że nie mogą mi zabić i dać takiego zabitego tylko muszę sama… sorry nie umiem, nie potrafię, odmówiłam współpracy :(.

      • http://bwotr.pl/ Bookworm

        Patrz, u nas litościwie wzięli, za zamkniętymi drzwiami oprawili… Można jeść 🙂

  • http://zaniczka.pl Zaniczka

    Trzymam kciuki za karpia. Nie wiem czy wiesz ale w tym roku zmarł mój bardzo bliski przyjaciel, kiedyś nie wierzyłam ze można płakać cały czas, fizycznie… płakałam dopóki mi sie nie przyśnił i wtedy poczułam spokój. Trzymam kciuki za karpia i za to żeby mama Ci podpowiedziała jak go przyrządzić 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Jak umiera ktoś bliski to zawsze jest trudno. Ja mam chyba takie szczęście, że straciłam w życiu sporo bliskich osób i chyba po części ze śmiercią się oswajam. Staram się nauczyć tego, ze to nieuniknione i że nie ma w tym nic złego. Karpia niestety nie będzie, bo nie umiem zabijać :(. Niestety nie wiem skąd ta durna tradycja, że muszę kupować żywego karpia i zabijać go w domu ? Nie chcę żebym zrobiła coś niewprawnie i aby cierpiał. Dzisiaj pytałam w sklepie, czy mi sprzedadzą normalną rybę, tak jak się ryby sprzedaje ale nie ma opcji.

  • http://madamevela.blogspot.com Vela

    Piękny post, musimy pamiętać o tych którzy odeszli ale nie smucić się, że odeszli tylko wspominać piękne chwile i dzięki temu doceniać życie i to czego mogliśmy się od nich nauczyć. Niedawno straciłam ukochaną babcię, ciężko mi przyzwyczaić się do jej braku, ale nie smucę się, bo wiem, że ona czuwa nade mną i ciągle staram się wprowadzać w życie wszystkie mądre rady, które mi przekazała. To najlepsze co mogę zrobić. Mocno przytulam Cię kochana. :*

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Babcia to zawsze ważna osoba w naszym życiu. Ja płakałam na pogrzebie swojej ale wiedziałam, że ona tak bardzo chciała już pójść na drugą stronę, bo miała już 99 lat i niewiele jej brakowało do setki ;). Na pewno babcia będzie przy Tobie, nie mam wątpliwości. Przytulam Ciebie również :*.

  • http://www.miscatalina.pl MisCatalina

    Duchy na pewno są wśród nas, jestem o tym przekonana. Parę lat temu gdy zmarła moja mama, doskonale wiedziałam, że właśnie w tej chwili to nastąpiło, choć dzieliło na kilkanaście tysięcy kilometrów przyszła się pożegnać.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      W mojej rodzinie tak często było, czuliśmy śmierć i wiedzieliśmy, że to jest koniec. Jak umierała moja mama to ja wiedziałam, że ona umiera choć nie dopuszczałam do siebie tej myśli, nikt nie dopuszczał. Nie potrafiłam po prostu towarzyszyć jej w tym umieraniu tak bardzo chciałam aby żyła, a ona wiedział i ja wiedziałam tylko wszyscy udawaliśmy, że jest inaczej. Co ciekawe nawet lekarze nie wierzyli w to, że ona może umrzeć…ale tak było. Duchy u nas były od zawsze… przychodziły, pojawiały się i nigdy nikt ich się nie bał.

  • http://katsunetka.nl/ Katsunetka

    Uroniłam łezkę. Tak akurat dziwnie mi się zrobiło. Wiadomo, że ludzie odchodzą i już nie mają możliwości powrotu, a jednak człowiek ma mokre oczy kiedy przypomni sobie jak to bylo z nim, np. podczas świąt. Akurat w zeszłym roku, właśnie w święta zmarła moja ciocia.

  • http://www.mojasztukoteka.pl/ Monika Dudzik

    Piękne słowa, wzruszyłam się mocno. U mnie podobnie było z moją ukochaną Babcią, która odeszla wiele lat temu. Po Jej smierci wszytsko się rozsypało i od tamtej pory rodzina nie spotkała się już razem przy jednym stole wigilijnym. Rozmawiam z Babcią, nawet często, jest moim aniołem stróżem i czuję Jej obecność na co dzień. A zwłaszcza wtedy, gdy jest mi ciężko i smutno. Choć to już tyle lat, wciąż nie mogę pogodzić się z Jej fizyczną nieobecnością, a kiedy idę na cmentarz, ryczę jak głupia i potem długo nie mogę się pozbierać.