Lekarzu pacjent to człowiek !!!

Lekarzu pacjent to człowiek !!!

Jest niedzielne późne po południe. Wracam do domu z mile spędzonego dnia ze znajomymi w kinie. Nic nie wskazuje na to, że coś może zmienić mi humor. Już wsiadając do samochodu czuję, że zaczynam mnie lekko zarzynać brzuch ale ignoruję objawy i dochodzę do wniosku, że to pewnie „sprawy kobiece”. W domu dyskomfort narasta wrzucam więc dużą nospę i środek przeciwbólowy przekonana, że ból ustąpi. Niestety ból na chwilę nieco maleje ale nadal jest silny. Boli mnie prawy dół biodrowy i to bardzo intensywnie. Podejrzenie niestety wyrostek. Cierpię w nadziei, że może minie. Ostatecznie około północy poddaję się i jadę to szpitala cierpiąc już naprawdę mocno.

Nie tak szybko

 

Na miejscu okazuje się, że na ostry dyżur się nie kwalifikuję i mam iść do przychodni. Całe szczęście w przychodni nie ma kolejki, tylko dwie osoby przede mną więc nie ma problemu. Wprawdzie dziewczyna zaraz po mnie usiłuje się wcisnąć poza kolejnością ale nie zamierzam negocjować z nią kogo bardziej boli odmawiam jej „humanitarnej pomocy”. Wchodzę do lekarza po jakimś kwadransie, a więc mega sukces !

 

W gabinecie lekarz trzepie w klawisze i zupełnie nie zwraca na mnie uwagi. Siedzę tam zastanawiając się dlaczego pozwolił mi wejść. Dopiero po dobrych kilku minutach ciszy lekarz pyta mnie o nazwisko. Upływa kolejnych kilka minut i dopiero przechodzimy do powodu mojej wizyty. Lekarz bada mnie bez przekonania, wykonuje ruchy prawie mechaniczne. Ma wyjechane czy jestem człowiekiem i co mnie boli.

 

Po chwili pada zaskakujące pytanie: – Czy wyraża Pani zgodę na podanie leków przeciwbólowych ?

 

No, a jaki mam kurwa wybór niby ? Trafiam do pielęgniarki. Dostaję dwa zastrzyki i mam czekać. Jak przejdzie to mam spierdalać, jak nie no to mam iść do szpitala. Ból niestety nie ustępuje. Mija prawie czterdzieści minut i lekarz z beznamiętną miną i z poczuciem zrezygnowania wydaje mi skierowanie do szpitala.

 

Pani do szpitala ?

 

Na Sorze znów te same pytania ale po kilku minutach jestem zarejestrowana. Dostaję numerek …. choć cały SOR jest kurwa pusty ale mam czekać. Co to kogo interesuje, że mnie boli. Czekaj, człowiek czekaj może samo Ci przejdzie ? Po jakichś dobrych dwudziestu minutach drzwi się otwierają i zostaje wrzucona na salę obserwacji. Dostaję szpitalną leżankę pokrytą flizelinową podkładką. Wyjątkowo miła pielęgniarka robi pierwsze badania i ostatecznie kieruje mnie na USG.

 

Żeby dostać się na badanie USG trzeba iść na drugi koniec szpitala ale nikt się mnie nie pyta czy dam radę tam dojść. Przecież to, że mnie boli to chyba nie ma jakiegoś znaczenia. Kuśtykam chyba z kwadrans. Ostatecznie trafiam na zaspaną Panią, która każe mi czekać. Po jakimś czasie pojawia się lekarz. Mija mnie bez słowa… ani kurwa dzień dobry, ani pocałuj w dupę. Po prostu jedno wielkie chodzące mam Cię w dupie.

 

Idzie do gabinetu zupełnie ignorując moje istnienie oraz to, że zwijam się z bólu. Po jakimś czasie beznamiętnym tonem słyszę głośne ZAPRASZAM z odległego gabinetu. Kuśtykam w bólu do wielkiego Pana doktora (co śmieszne sięgał mi chyba do ramienia). Pan doktor każe mi ułożyć się do badania.

 

Podczas badania nie odzywa się do mnie ani słowem poza wydawaniem mi komend jak mam nabarać powietrza, etc. Po wszystkim następuje już zupełnie uwłaczająca rzecz bo Pan doktor bierze ligninę i dokładnie wyciera nią końcówkę USG. Prawię ją tam kurwa pucuje, a po wszystkim rzuca mi tą użytą ligninę na brzuch i mówi, że badanie skończone, a ja się mam wyczyścić. Coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy jak żyję.

 

Doktor odwraca się do mnie plecami, nie odzywa się i trzepie w klawisze. Daje mi wydruk i bez słowa każe mi spadać. Z kartką w ręku czeka mnie powrotna droga na SOR. Szczerze to gdybym zemdlała tam to pewnie znaleźli by mnie tam po dłuższym czasem bo poruszam się jakimiś wyludniałymi korytarzami.

 

Przeciwbólowe ?

 

No w sumie nie wiemy co Pani jest ale damy Pani koktajl leków przeciwbólowych. O wynikach badań z Panią przecież nie będziemy rozmawiać. USG pacjentki można przecież w jej obecności omówić z pielęgniarką ale po co rozmawiać z pacjentem ? Strata czasu przecież… w ogóle Ci pacjenci to są zupełnie zbędni.

 

Leżę podłączona do kroplówki. Jest już środek nocy, jestem zmęczona. Na leżance nie ma nawet koca ani poduszki. Przykrywam się swoją kurtką i staram się nie zadygodać z zimna. Zasypiam na jakąś chwilę. Gdy się budzę kroplówka jest już pusta ale ból ciągle nie ustał.

 

W końcu wpada do mnie naprawdę miła i uśmiechnięta pielęgniarka, odpina mi kroplówkę i stwierdza, że teraz muszę iść na inny oddział na konsultację. Dostaję skrzywioną pielęgniarkę, która nic sobie nie robi z tego, że mnie boli i zapierdala przez szpital niczym karabin maszynowy, aż nam łebki podskakują.

 

Pani na konsultację ?

 

Docieram na konsultację ale okazuje się, że w sumie jestem najmniej istotna w tym wszystkim, a lekarze pomimo omówienia sprawy są po prostu zajęci. Całe szczęście pielęgniarka na oddziale jest miła i daje mi nową leżankę i nawet swój koc. Czekam prawie 2,5 godziny ale kto by tam liczył i tak wszyscy mają Cię w dupie.

 

Już zupełnie rano pielęgniarka w końcu prowadzi mnie na upragnioną konsultację. Siadam grzecznie na krzesełku pod gabinetem i czekam. W końcu znowu historia ta sama idzie lekarz, bez słowa bierze moją kartę, która leży obok mnie i mija mnie jakbym była duchem.

 

Po jakimś dłuższym czasie jakbym już mało się naczekała lekarz na cały regulator wywołuje moje nazwisko z gabinetu. Wchodzę i spotykam się z kolejnym człowiekiem, który sprawia wrażenie, że jest wkurwiony, że mnie ogląda. Badanie przeprowadza fachowo i delikatnie ale jednocześnie nic nie tłumaczy, nic nie mówi. Lekko zdenerwowana zaglądam mu przez ramię jak pisze opis. Co ciekawe lekarz stwierdza nieprawidłowości i widzi, że się denerwuję. Na co kwituje moje wątpliwości, że o tym to ja mam ambulatoryjnie z lekarzem rozmawiać, a nie na ostrym dyżurze.

 

Gdy czekam w gabinecie lekarz patrzy na mnie z wyrzutem zastanawiając się co ja jeszcze tam robię. Gdy mówię mu, że czekam na opis to patrzy na mnie jak na ścierwo, które na pewno nie zasługuje aby dotknąć końcówką palca dokumentacji medycznej (co z tego, że własnej). Każe mi zejść na dół. Tam znowu czekanie. Lekarz pojawia się z dokumentacją tak jakby wręczenie jej pacjentce było nie do pomyślenia. No może jeszcze by ją przeczytała ?

 

Już dosyć ?

 

Po kolejnych trzydziestu minutach i dziarskim marszu przez szpital wracam w końcu wykończona na SOR. Leżę sobie bez celu na leżance, aż w końcu uśmiechnięta Pani doktor wpada i oświadcza, że pewnie już mnie nie boli. Na co ja zaprzeczam i mówię, że poziom bólu jest inny ale nadal czuję ból. Pani doktor niewzruszona moim wyznaniem stwierdza, że w tych moich wynikach to „nic takiego”, więc mogę iść do domu.

 

Dostaję receptę na leki przeciwbólowe, rozkurczowe i dostaję krzyżyk na drogę. Pani doktor uśmiecha się i mówi, że jak się powtórzy to mam wracać, a ja sobie myślę … o kurwa nie….

 

Lekarzu nie możesz być człowiekiem ?

 

Często słyszę od znajomych lekarzy, że oni nie mogą się przejmować, bo to taka praca i w ogóle. Tylko prawda jest kurwa taka, że w Polsce lekarz w szpitalu „zwierzęcieje” (bez obrazy dla zwierząt). Byłam leczona za granicą i nigdy nie zdarzyła mi się sytuacja do opisanych powyżej, a one wcale jakieś ekstremalne nie są. Mam wrażenie, że lekarzom brakuje podstawowego wychowania. Czy tak naprawdę boli aby powiedzieć dzień dobry i się przedstawić ? Wystarczy spotkać tego samego lekarza w prywatnym szpitalu i już będzie zachowywał się tak jakby jednak kiedyś ktoś go nauczył podstawowych zasad dobrego wychowania.

 

Jednak czy prywatnie czy na NFZ lekarze w Polsce nie umieją szanować pacjenta ani nie potrafią z nim rozmawiać. Nawet jeśli są mili to nawet w prywatnym szpitalu po prostu biedny pacjencie nie jesteś dla nich partnerem do rozmowy. Ja nie wiem czy to jakaś dysfunkcja mózgu czy błąd w edukacji w Polsce. Jednak zdecydowana większość lekarzy nie potrafi komunikować się z pacjentami.

Bo pacjent nie rozumie ? To już jest Twoja rola szanowny lekarzu aby tak dobrać proces komunikacji aby zrozumiał ! W swojej ważności jesteście tak zapatrzeni w siebie, że pacjent w tym wszystkim to jest małe miki. Tylko dlaczego ja wyjeżdżacie za granicę to zmieniają się Wam standardy i nagle umiecie szanować pacjentów ?

 

Każdy kłamie ?

 

Co ciekawe lekarze w Polsce mają często takie przekonanie, że pacjenci oszukują. Kłamią i wcale ich nie boli jak boli …To, że ktoś się zwija z bólu to aktorzenie ale w sumie nie wiedzą jaka jest przyczyna. Gdy wszystko się komplikuje najlepiej pacjenta spakować i wypuścić za drzwi. Tak jest najłatwiej.

 

Ja niby miałam poprawne wyniki a jednak wypuszczono mnie do domu z lekką leukocytozą i innymi zdaniem lekarzy drobnymi nieprawidłowościami, o których nikt nie chciał ze mną porozmawiać. No bo mogę sobie przecież umówić za trzy miesiące wizytę u specjalisty i on mi wtedy na wszystkie pytania odpowie. Pewnie w ogóle mnie tak strasznie nie bolało i trzeba zrobić wszystko by wykopać do domu.

 

Pacjent to człowiek !

 

Umówmy się … zostałam tak umordowana, że modliłam się w sumie aby stamtąd uciec ale poważnie ta parada chamstwa i braku kultury osobistej mnie po prostu poraziła. Nie rozumiem dlaczego lekarze nie mogą traktować pacjentów jak ludzi… ja nie mówię aby przejmowali się każdą pierdołą ale naprawdę nawet podstawowe zasady kultury osobistej już wiele zmieniłyby w moim samopoczuciu. Kilka zdań dodatkowo wymienionych z pacjentem, wytłumaczenie tego co się dzieje i jak się dzieje też bardzo by mi pomogło.

 

Tymczasem spędziłam samotną noc na oddziale ratunkowym szpitala i nikt ze mną nawet nie porozmawiał … wyniki badań dopiero zobaczyłam w domu, a wyniki konsultacji przeczytałam przez ramię lekarzowi bo po prostu się bałam. Mówi się, że w szpitalach traktuje się nas jak zwierzęta … ale szczerze chciałabym być traktowana jak mój pies u lekarza, bo ja naprawdę wolę weterynarzy i gdyby mogła leczyłabym się u nich. Co ciekawe weterynarze więcej tłumaczą swoim pacjentom niż lekarze ludziom. Może lekarze powinni trochę nauczyć się od swoich kolegów ? Nie zaszkodziłoby im !

 

Bez poważania dla polskiej służby zdrowia.

 

Ehdi

 

P.S. Co ciekawe pielęgniarki, prawie wszystkie, na które trafiłam były genialne. Miłe i bardzo empatyczne. No zobacz lekarzu one za o wiele bardziej gównianą pensję niż twoja potrafią, a Ty ?

#lekarz#szpital#weterynarz#zdrowie
Written by Ehdi Mars
  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Bardzo Ci współczuję Twojego bólu i Twoich przejść. Piszesz zawsze tak obrazowo, że znalazłem się znowu w szpitalu, widząc wszystko gdzieś tam z perspektywy prawie-obok-Ciebie. Od samego wkłucia wenflonu bym umarł pewno. Tym razem uszedłem z życiem. I bardzo cieszę się, że powróciłaś do domu cała, choć zdezorientowana kontaktem z NFZ.
    A równocześnie przewijał mi się film z świeżutkich opowiadań biurowych, kto z kim był na pogotowiu, ile godzin czekał w poczekalni. Jak bardzo lekarz był niemiły, jak bardzo cierpiący pacjent obawiał się krytyki, że z taką pierdołą głowę służbie zdrowia zawraca. Na drugim biegunie są opowieści lekarzy. Sam słyszałem hasło „ludzie lubią stać w kolejkach, wcale nie trzeba stać pod przychodnią od 6.00 po numerek do specjalisty”. Bardzo mnie to (o godzinie 6.00) czekającego pod przychodnią do rejestracji do zwykłego internisty bawi. Gdy patrzę na autentycznie chore osoby, które muszą na piechotę przejść pół miasta, żeby rano odstać kolejkę po numerek, żeby być przyjętym ok. 12.00 – uśmiech mi z ust znika. Swego czasu napuściłem na to lokalnego redaktora i radę miasta. Nic to nie zmieniło. System hula w najlepsze, cyferki przeskakują z kont na subkonta, pacjenci to jakieś słupki i „wykony”. Czy lekarze i czy pacjenci jeszcze są systemowi do czegoś potrzebni – tego nie wiem. Historia pokaże. Dobrą radę mi kiedyś sprzedał na szkoleniu ratownik medyczny. Że jeśli poważnie boli – dzwonić po karetkę a nie jechać samemu. Bo się omija kolejkę oczekujących. Niestety rada już ponoć nieaktualna, dostarczą, doniosą i po stwierdzeniu, że nie umierasz umieszczą w kolejce. Ale nie weryfikowałem – ostatnio grzecznie dojechałem, czekałem i juz po godzinie było po temacie, luksus! Nawet miły pan lekarz był.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Wiesz ciągle ktoś mi mówi, że ludzie niby naciągają lekarzy na diagnostykę na ostrym dyżurze ale kurde z drugiej strony byłam kiedyś świadkiem jak facet przyszedł z zapaleniem spojówek na ostry dyżur, a lekarz zrobił mu awanturę. Na co starszy Pan stwierdził, że ma wizytę u okulisty za 3 miesiące wyznaczoną. To ci miał czekać do tego czasu ? To jest jakiś dramat. Wiesz ja tak naprawdę z NFZ nie korzystam, mam prywatne ubezpieczenie medyczne i rzadko bywam na wizytach u „normalnych” lekarzy. Państwowe przychodnie to jest w ogóle jakaś masakra, boję się myśleć. Jednak nadal uważam, że lekarze uważają się za jakichś nadludzi… osoby lepsze, które nie muszą Cię szanować. Co ciekawe jak trafia im się pacjent lekarz to rozmowa i szacunek jest zupełnie inny. Wiem, że lepiej wezwać karetkę ale wiesz ja jestem z kategorii tych odpornych na ból i takich którzy nie lubią robić wokół siebie afery. No to przyjechałam na SOR sama :/. Jakoś mam opory przed wzywaniem do siebie karetki.

      • http://bwotr.pl/ Bookworm

        Mnie rozwaliło (nie rozłożyło) – rozwaliło, gdy stojąca przede mną w rejestracji kobieta wiła się z bólu. Już nie pamiętam co to było, ale błagała rejestratorkę o kontakt z lekarzem, bo poranny zastrzyk przeciwbólowy przestawał działać. „Z łaską”, po wielokrotnych prośbach ta wykonała telefon do lekarza „który być może panią przyjmie” a nie, to miała czekać, aż za godzinę otworzą o 18 w budynku obok obsługę ratowniczą (w godzinach 18.00-8.00) – bo pogotowie „obcięli”. I ja rozumiem, że system jest do dupy. Ale właśnie brakuje tego o czym piszesz.

  • http://im-yw.blogspot.com Young Wife

    Dlatego teraz jest tak głośno ze strony MĄDRYCH lekarzy o systemie rekrutacji na medycynę: oprócz wyników z matury, powinna być jeszcze rozmowa kwalifikacyjna przez osoby już doświadczone, ponieważ ta praca wiązać się powinna przede wszystkim z ponad przeciętną dozą empatii, zrozumienia, wyrozumiałości i cierpliwości. Pod czym podpisuję się oczywiście rękami i nogami. Dla pocieszenia (chociaż brzmi to dobijająco) powiem, że Twój przypadek nie jest odosobniony – tak traktowanych pacjentów jest cała masa. Wspólczuję doświadczenia. Zdrowia życzę!

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Wiem niestety, że mój przypadek nie jest odosobniony. Mam jednak wrażenie, że w Polsce lekarze są edukowani w jakimś kulcie zajebistości dla ich zawodu, dlatego uważają się lepsi od każdego przeciętnego śmiertelnika. No bo to nawet o empatię nie chodzi ale o zwykłą kulturę osobistą. Moim zdaniem lekarze właśnie powinni w trakcie studiów przechodzić normalne kursy z komunikacji, bo nawet przekazywanie czasem wiadomości w odpowiedni sposób to dla nich problem. Wiem, że są nieliczne przypadki ludzi, którzy chcą i potrafią ale to ciągle za mało :(.

      • http://im-yw.blogspot.com Young Wife

        Najgorsze jest to, że na medycynie są takie przedmioty jak psychologia, komunikacja, socjologia. Niestety – traktowane są jako zbyteczne, pomijane, zajęcia nic dla tych przyszłych lekarzy nie wnoszą. A szkoda. Z tym kultem zajebistości trafiłaś w samo sedno – niestety tak jest. Naoglądają się wszyscy Grey’s Anatomy, Bogów i Dr Housa i myślą, że ubranie fartucha i założenie stetoskopu wystarczy, żeby zbawić świat…

    • http://witajslonce.pl/ Dotee

      Rekrutacja na medycynę to jedno, a rekrutacja do placówek medycznych to drugie, ja byłam w szoku jak się dowiedziałam jak wielu przyszłych lekarzy przechodzi przez studia ściągając na egzaminach albo w znanym nam wszystkim trybie 3Z i na wylocie nie mają zielonego pojęcia o swojej dziedzinie. Widząc lekarza domyślnie bierzemy go za kogoś kompetentnego, a to może być ktoś kto ledwo kuma o co chodzi, bo na studiach medycznych bardziej interesował go proces produkcji amfetaminy niż tajniki ludzkiego zdrowia! Ale rękę po kasę to zawsze wyciągnie i nosa też nie omieszka zadrzeć.

  • http://orozmaitym.blogspot.com o Rozmaitym

    Ja myślę, że to też jest tak, że lekarze, nawet jeśli znaleźli się na swoim miejscu z powołania, to z czasem obojętnieją, a swoją pracę traktują rutynowo. Wyjątkami są osoby, które tego nie zatracają. Ale fenomenu pielęgniarek nie potrafię wytłumaczyć…

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Moim zdaniem nie do końca bo jak ktoś ma powołanie to oczywiście może się trochę znieczulić, ba nawet musi bo inaczej by się wykończył no ale to nie zmienia faktu, że należy traktować pacjenta bez szacunku i kultury. Wiesz w tej całej historii gdyby jeden i drugi lekarz powiedział mi dzień dobry, stwierdził, że mam jeszcze chwilkę zaczekać i w ogóle mnie w tym wszystkim zauważył to byłaby zupełnie inna historia. Im po prostu brakowało kultury bo słowa empatia to żaden z nich nawet z daleka nie widział.

  • Mudi

    Mój znajomy jest lekarzem, pochodzi z rodziny lekarskiej. Wybrał taką drogę zawodową nie tylko z powodów rodzinnych, czuje powołanie do zawodu i jest cenionym lekarzem w swoim szpitalu, pomimo młodego wieku. Niestety sam często nam opowiada, jak na studiach miał znajomych, którzy również pochodzą z rodzin lekarskich, ale podchodzili do studiów na zasadzie „jakoś zdam, a rodzice i tak mi przekażą udziały w przychodni”… Stąd wysyp lekarzy takich, jak w Twoim tekście. Ponadto moja mama jest pielęgniarką z 40-letnim stażem pracy i często opowiada, jak lekarze na jej oddziale (psychiatria) wychodzą sobie wcześniej do domu, a większość pacjentów traktowana jest mieszanką leków i wiązaniem w pasach, jeśli zaczynają być nadpobudliwi. Personelu na oddziałach jest zdecydowanie za mało, dwie pielęgniarki na 40 pacjentów z zaburzeniami to jest jakaś kpina. Moja mama skończyła dwa kierunki studiów, pielęgniarstwo i opiekę paliatywną, jej pensja i tak jest nieco wyższa niż przeciętnie, ale to i tak niewspółmierne w stosunku do tego, w jakim stanie fizycznym i psychicznym wraca z pracy, a tu do emerytury jeszcze daleko…

  • http://witajslonce.pl/ Dotee

    Nic nowego, mnie dwa pobyty w szpitalu i trochę kręcenia się po lekarzach uświadomiły, jak to wygląda, i już niczego innego się nie spodziewam. Najważniejsze są procedury, przez co służba zdrowia zmienia się w taką linię produkcyjną, na której siedzą pacjenci niczym kukiełki. Współczuję Ci, że się namęczyłaś. Teraz tylko życzę, żebyś skutecznie zdiagnozowała już gdzie indziej, co to było, żeby się z tego nie zrobiło nic gorszego. Bo o dobrą diagnozę też nie zawsze jest łatwo i to bez względu na to, czy NFZ czy prywatnie. Wszyscy rozkładają ręce i cześć. Po prostu dobry, empatyczny i jeszcze do tego kompetentny lekarz to skarb, którego ze świecą szukać…

  • _Pawel_Mazur_

    Przy takich historiach zawsze staje mi przed oczami ta scena:

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      ha ha ha uśmiałam się 😉 nie znałam tego … dobre… naprawdę dobre….

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Bardzo mi przykro, że musiałaś tak się nacierpieć:( Oby to już się nie powtórzyło. Ja mam za sobą miesięczny pobyt w szpitalu, więc wiem o czym mówisz. Niestety miałam również smutne doświadczenia z pielęgniarkami, które nie znały słowa kultura.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Też kiedyś spotkałam bardzo niefajne pielęgniarki. Często się im to też zdarza. Szpital – to w ogóle nikomu tego nie życzę.

  • http://madamevela.blogspot.com Vela

    Przykro mi, że Cie to spotkało… mam nadzieje, że nigdy się to nie powtórzy. Ja raz miałam sytuacje gdzie mdlałam im dosłownie na rękach w szpitalu i nie chcieli mnie przyjąć, bo powiedzieli, że tylko jakbym przyjechała karetką. Moi rodzice sobie żartowali: ,,To co mamy wyjść przed budynek i zadzwonić po karetkę?” Dopiero po wielkiej awanturze jaką wywołali, że aż przyszła pani ordynator mnie przyjęli… Natomiast będąc już w szpitalu powiem Ci, że spotkałam samych miłych lekarzy i większość pielęgniarek też była bardzo miła. 🙂 A najlepsza pani w kuchni, która zawsze mi dawała ekstra suróweczkę i nazywała swoim wróbelkiem! 😀

  • http://ronja.pl/ Renia Hanolajnen | Ronja

    Przykro mi, że tak się wycierpiałaś. To uczucie upokorzenia, kiedy człowiek zostaje potraktowany jak warzywo, na długo pozostaje w pamięci. Podczas czytania jak żywa stanęła mi przed oczami moja cesarka sprzed niemal 4 lat: nieplanowana, o 3 nad ranem, wykonana w pośpiechu i fatalnej atmosferze. Personel w czasie nocnego dyżuru traktował mnie jak zło konieczne. Niby wszystko działo się z szpitalu polecanym w Warszawie jako najlepszy do porodu, ale jedyne co rzucało się w oczy to chaos, fatalne zarządzanie, otwarte konflikty pomiędzy personelem, spychanie obowiązków i kłótnie tuż nad głową pacjenta, słowem: rażąca niekompetencja.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Ech… no własnie takie zachowanie lekarzy jest po prostu czasem upokarzające dla pacjenta. Czasem masz wrażenie, że oni otwierają bo muszą.. a przecież nocny dyżur to norma, to nie jest nic nadzwyczajnego i powinni jednak rozumieć, że ludzie tam nie przychodzą dla zabawy.

  • http://patibloguje.me patibloguje

    Myślę, że w każdym zawodzie znajdziemy osoby, które swoją pracę traktują jak procedury do odbębnienia oraz takie, dla których liczy się PO CO to robią. Niestety ja też mam przykre doświadczenia ze „służbą zdrowia”.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Pewnie są fajni i empatyczni lekarze ale ich niestety jest ciągle zdecydowana mniejszość.

  • http://www.zastrzykinspiracji.pl/ Zastrzyk inspiracji

    O tak! Taka postawa nastawiona na traktowanie drugiej osoby po ludzku i z empatią ze strony lekarza na pewno wiele by ułatwiło. Nie można generalizować, jednak czasami bywa ciężko….

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      W sumie niewiele trzeba, szkoda że w Polsce lekarze czują się trochę jak nadludzie :(.