Walka o życie …. czyli relacja z Biegnij Warszawo 2015 ;).

Walka o życie …. czyli relacja z Biegnij Warszawo 2015 ;).

Wszystko zaczęło się od awarii Gandalfa (takie imię w niedzielę dostało moje autko), a w sumie od orzeczenia kolegi, że on to może jeździć ale w każdej chwili może się zatrzymać. Fakt, że jadę sobie na bieg i nagle muszę czekać na lawetę i zamiast medalu odwiedzam warsztat samochodowy jednak mnie nieco zmroził. Dlatego z pomocą przyszli moi serdeczni znajomi, którzy użyczyli mi swoją Kicię (ich auta zawsze mają imiona 😉 do czasu kiedy Gandalf nie dojdzie do formy ;). Dodatkowo P. zgodziła się być moim „murzynem” i dzielnie dźwigała wszystkie niepotrzebne mi na trasie rzeczy, kibicowała i robiła fotki na fejsa ;). Jak poszło mi samo bieganie ? Tu już nie było takiego lukru i happy endu… choć medal dostałam…

Jeśli czytacie mnie regularnie to wiecie, że przez cały tydzień przed biegiem walczyłam z chorobą. Niestety nie do końca skutecznie bo w dzień biegu nadal charczałam i prychałam. Wiedziałam jednak, że będzie dość ciepło, więc postanowiłam pobiec w raczej skąpym ubraniu olewając fakt, że mogę się przeziębić skoro już jestem chora ;). Nawet w najczarniejszych snach nie mogłam jednak przewidywać, że w październiku pogoda zaszczyci nas taką temperaturą. Już gdy weszłam do strefy startowej i było mi w niej ciepło wiedziałam, że jest źle i na trasie nie będzie łatwo.

Tak wyglądałam tuż przed biegiem ;).

IMG_1787

 

12074774_1076655755687331_9110857998111257996_n-2

Wystartowaliśmy w południe i zapieprzaliśmy w samym słońcu, czego ja osobiście nienawidzę. Optymalną temperaturą, którą toleruje jest granica dziesięciu stopni na plusie. W dniu biegu było jednak dwadzieścia pięć stopni (ot drobna różnica). Pierwszy kilometr, ku mojemu zdziwieniu był szybki, lekki i przyjemny. Na drugim zaczęłam odczuwać ból łydek pomimo skarpet kompresyjnych, które sprawiały wrażenie, że przynoszą więcej szkody niż pożytku.

 

W okolicach trzeciego kilometra zaczęłam odczuwać totalne wysuszenie. Spierzchły mi usta, gardło miałam suche i czułam jakbym miała gulę w przełyku. Chciało mi się kaszleć, choć jeszcze oddychałam swobodnie. Starałam się utrzymać dobre tempo, bo lekki wiaterek nie pozwalał się zagrzać. Nie wiem gdzie się ten wiatr podział ale w pewnym momencie jakby wyłączyli klimatyzację.

 

W środku czwartego kilometra zaczął się podbieg, a ja miałam wtedy ochotę zejść z trasy. Po raz pierwszy w całej historii mojego biegania chciałam się poddać. Miałam ochotę usiąść na krawężniku i zapytać po cholerę Wy wszyscy biegniecie. Koszmarnie chciało mi się pić. Dlatego po prostu zaczęłam iść.

 

Nagle dopadł mnie jakiś biegacz, który zaczął mnie agitować do biegu. Chciałam mu powiedzieć „mam grypę, chora jestem, won” ale on się nie poddawał, więc byłam bliska powiedzenia mu „spierdalaj”, chłop był jednak uparty i się uśmiechał i ciągle odwracał w moim kierunku. W końcu stwierdziłam, że się nie odczepi więc ruszyłam przed siebie i w sumie dzięki temu nieznajomemu człowiekowi dobiegłam do mety. Dziękuje… kimkolwiek był ten człowiek.

 

Na piątym kilometrze pojawił się wodopój. Marzyłam o takich gąbkach rozdawanych maratończykom lub choćby o kurtynie wodnej. Były miski z wodą, więc oblałam sobie szyję i twarz oraz zmoczyłam włosy. Przy wodzie był rój biegaczy. To był mój najgorszy kilometr ale musiałam się opić.

 

Po przekroczeniu szóstego kilometra wiedziałam już, że dobiegnę ale nie byłam w stanie utrzymać równego tempa. Nie miałam pulsometru (bo nie mogłam znaleźć przed wyjściem) ale moje tętno było spokojne, oddechowo zaczęłam sobie radzić coraz gorzej. Im dalej tym większa walka o przetrwanie odbywała się na tej trasie aż w pewnym momencie poczułam, że woda chce się wydostać na zewnątrz. Puknęłam się w czoło i pomyślałam „Ehdi zewrzyj pęcherz co trzech kilometrów nie wytrzymasz ?”.

 

Na ósmym kilometrze odczułam mocno sparzone stopy, które spuchły i rozsadzały moje buty. To wszystko wina skarpet kompresyjnych, które zamiast mi ułatwić, ugotowały mnie na twardo. Marzyłam aby ściągnąć buty. Prawie płakałam i chciało mi się rzygać. Poziom przegrzania mojego ciała sięgał zenitu. Chciało mi się znowu pić….

 

Nie wiedziałam, czy się rozpłakać czy wyrzygać ale ostatecznie spoliczkowałam się wewnętrznie i postanowiłam zupełnie nie myśleć o tej porażce. Dziesiąty kilometr biegł z górki. Wiele osób miało problemy w tym biegu ale ja postanowiłam już na tej końcówce zewrzeć pośladki zignorować narastający ból i popruć do mety mimo wszystko.

 

Udało się… gdy przebiegłam przez ostatnie czujniki poczułam ulgę. Ból stóp dopiero wtedy dotarł do mojego mózgu. Potem czekała mnie długa kolejka po medal i długa droga po wodę, gdzie organizator zastrzegł maksymalnie 0,7 l na uczestnika. Wkurzyło mnie to nie powiem bo miałam ochotę naprawdę się nawodnić. No ale niestety.

 

Zeszłam z trasy umordowana, czułam się jakbym miała spotkanie z rasowym bykiem. Spuchnięta, początkowo zupełnie nie czułam zmęczenia. Dopiero jak dotarłam do domu zaczęłam trochę cierpieć i koślawo chodzić. Niestety najbardziej oberwały moje stopy i pewnie to sporą chwilę będą odczuwać.

Tak wyglądałam po biegu ;).

IMG_1802

 

IMG_1795

Sama nie wiem czy było warto ? Może lepiej było zrezygnować ze względu na chorobę ? No ale w sumie byłoby mi szkoda. Dlatego cieszę się, że się umordowałam i kolejny medal zawisnął na moim medalowym wieszaku ;).

 

Na koniec jeszcze słowo o Endomondo …. Szczerze ? To chyba przestanę w ogóle wierzyć w to badziewie. Pierwsze kilometry, które zaliczałam naprawdę dobrym tempem miały dla Endo ponad 1200 m. Ciekawe jak on liczył „lap time”, nie wspomnę, że późniejsze kilometry im dalej w las tym bardziej zaczęły się kurczyć. Czyli najpierw mnie Endo punktowało 200 m za tablicą, a później 200-300 m przed. W ostateczności na atestowanej trasie przebiegłam grubo ponad 10 km zdaniem Endo… Szkoda gadać, tylko tyle powiem. Muszę przetestować Runkeepera w podobnym biegu, może on będzie bardziej dokładny.

 

Idę kurować nogi, a jutro do lekarza na leczenie tego przeziębienia, bo sama się już poddaję.

 

A i nie obiło się bez ofiar rzeczowych 🙁 tuż po biegu zgubiłam swoje nufka sztuka słuchawki do srajfona, więc jakby ktoś znalazł …. ha ha ha … Idę chorować i buziaki….

 

Ehdi.

#bieg#bieganie#biegnijwarszawo#sport#trening
Written by Ehdi Mars
  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    To nie był „lotny” dzień dla większości moich znajomych. Startowali i w maratonie, i w połówce i w dyszkach. Polegli.
    Szacun, że wytrwałaś do mety. No i porywać się na bieg, gdy się jest niedoleczonym to hardcore. Wiesz, każdy następny bieg będzie lepszy 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      No Tobie opowiadałam prawie wszystko na bieżąco. Upał i choroba to nie jest prognostyk na dobry bieg, całe szczęście to już za mną ;).

  • http://madamevela.blogspot.com Vela

    Gratuluję medalu, naprawdę jesteś niesamowita! 🙂 Możesz być z siebie bardzo dumna.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      No wiadomo medal musi być 😉 W sumie to nie wiem czy jestem dumna i czy nie powinnam trzepnąć się w mozg i zamiast biegać po prostu chorować w domu. No ale ja walnięta jestem :). Proponuję nie powtarzać takich wyczynów.

      • http://madamevela.blogspot.com Vela

        Wiadomo zdrówko najważniejsze! Życzę Ci go z całego serca, jednak Twoja determinacja mi imponuje. 🙂

  • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

    Szacun i gratulacje!! Ja bym sie poddałą i najnormalniej w swiecie zapewne odpuściła. Jesteś fighterka!
    ps.Zastanawia mnie stan stóp po tych skarpetach. Podobno one tak poprawiają jakosc biegu, niewelują urazy i sa nota bene bardzo modne. Zle dobrane były or what?

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Jeśli chodzi o skarpety to one powinny poprawiać jakość, za swoje zapłaciłam od metra ale tu chyba problem stanowiła temperatura. One po prostu przegrzały mi nogi. Nie było wentylacji. Najgorszy był ten ból stóp, on mi zawsze dokucza gdy jest ciepło. Normalnie stopy bolałyby mnie na 10 kilometrze a tak przegrzane zaczęły wcześniej. Jeśli chodzi o start w biegu to nadal rozkminiam czy to fajterstwo czy raczej głupota ;).

      • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

        To raczej zawziętość 🙂
        Ja mam kłopot z kolanem dlatego odpuściłam bieganie. Aczkolwiek bardzo mnie teraz korci żeby jeszcze raz spróbować- tym razem jednak w dobrze dobranych butach. A Ty w czym biegasz?:)

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Jesteś cudowna, pełna determinacji i odwagi. Masz jajca wielkości arbuza. Gratuluję i mam nadzieję, że teraz to zajmiesz się już tylko zdrowiem;)

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Oj tam z tymi jajami 😉 może móżdżek ważki co nie pozwala przemyśleć i się poddać :P. No mam nadzieję, że naprawdę ozdrowieje bo ciągle nie jest dobrze.

  • Paulina Marchwica

    Podziwiam, ja nigdy jeszcze sie nie odważyłam się na bieg w maratonie, ale też staram się inaczej wspierać takie akcje 🙂
    Gratuluje i pozdrawiam 😉

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Nie ma co się bać, naprawdę. Można sobie wybrać jakiś mniejszy bieg i to najpierw na 5 km. Polecam spróbować bo uczucie jest fantastyczne.

  • http://ronja.pl/ Renia Hanolajnen | Ronja

    Podziwiam wszystkich biegaczy! Odchorujesz, ale ogromna satysfakcja zostanie 🙂 Zdrówka!

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      No gdybym zrezygnowała to pewnie byłoby mi nie w smak, a tak wiem, że ten ból szybko zapomnę, więc było warto ;).

  • http://www.globtroterek.blogspot.com Mama Globtroterka

    Gratulacje!

  • http://hejkapixel.blogspot.com hejkapixel

    O matko, gratuluję, że dobiegłaś mimo wszystko i pozdrowienia dla tajemniczego biegacza, który Cię pogonił! 😀 kuruj sie, kochana!

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Dzieki 😉 Tak ten facet nawet nie wiem, że uratował mi bieg.

  • http://www.krzywaprosta.pl/ Joanna Misiak-Piotrowska

    Podziwiam. Ja się do biegania zupełnie nie nadaję.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Każdy tak mówi ;), ja też tak mówiłam, a proszę.

  • https://esencjadotes.wordpress.com/ Esencja

    ..

  • https://esencjadotes.wordpress.com/ Esencja

    I dobrze, najważniejsze, że dobrze się skończyło. Pamiętam swoje pierwsze 10 km w warszawskim, publicznym biegu. Pełna ekscytacja i nowe, fajne doświadczenie. To był Bieg Niepodlłegłości w zeszłym roku. W tym roku też się zapisałam 🙂 Pozdrawiam

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      To się spotkamy bo ja też biegnę w biegu niepodległości ;). Mój pierwszy bieg uliczny zaliczyłam w 2009 r. o ile się nie pomyliłam ;).

  • http://dizajnuch.pl/ Jacek eM

    Gratuluję i podziwiam, bo 10km to nawet na rowerze miałbym kłopot 🙂

  • http://www.glupieserce.pl/ głupie serce

    Podziwiam. Bardzo mocno 😉

    M.