A siódmego dnia odpoczywał … czyli biegowe historie.

A siódmego dnia odpoczywał … czyli biegowe historie.

Dawno choroba nie zwaliła mnie tak z nóg jak w ten weekend. Szczerze to wydawało mi się, że jak zwykle wypocę to na treningu. W poniedziałek byłam jednak takim zgonem, że nie doszłabym do swojego boxu… To wszystko przywiodło mi na myśl moje kontrolowane przerwy biegowe, gdy czasem rzucałam trening na tydzień i po powrocie nogi same niosły mnie przed siebie. Chyba moje ciało założyło tym razem strajk i po dziesięciu miesiącach krossfitowania postanowiło zrobić sobie porządny rest. Dzisiaj już czuję, że zbiera w moich nogach energia i już nie mogę się doczekać jak w niedzielę stanę na starcie.

Jak to wszystko się zaczęło ?

 

Nie będę Wam opowiadać o czasach prehistorycznych i erze paleozoiku kiedy to ja w czasach szkolnych bawiłam się w bieganie. Nie opowiem Wam również o mojej przygodzie ze sportami siłowymi bo w sumie nie ma o czym. Od studiów ciężko pracowałam na zanik każdego mięśnia w moim ciele, przypieczętowałam to również godzinami spędzonymi za biurkiem w pracy. Nie musiałam się wtedy martwić o figurę bo nosiłam zacny rozmiar 36, a poranek zaczynałam od trzech fajek i kawy. W lodówce w mieszkaniu miałam głownie wódkę i światło, a jedyny sport który uprawiałam to chodzenie po schodach lub jazda windą na papieroska.

Bieganie ? Jakie kufa bieganie … mnie 100 metrów sprintem do autobusu by zabiło … kilometr ? Ludzie, a kto to wymyślił aby normalni zdrowi ludzie zmuszali się do wysiłku. Nie można to wolniej ? No a może na spacer ? No w sumie może poszłabym na jakiś fitness no ale nie po to aby się zadyszeć ;).

Przyszedł jednak ten dzień gdy postanowiłam rzucić fajki… przestałam palić i niby wszystko było fajnie. No ale nagle ja zwana kościstodupą zaczęłam się zaokrąglać. Wpadłam w panikę. Na wadze 5 kg więcej to co ja mam zrobić ? Koleżanka z pracy zaczęła mnie namawiać na bieganie …. Bałam się jak cholera. No ale się zdecydowałam. Pojechałyśmy do lasu i wtedy w nowym życiu przebiegłam chyba swój pierwszy kilometr, a w sumie nie wiem ile bo nie wiadomo było jak zmierzyć.

 

Grunt to wiedza.

Jak już postanowiłam, że będę biegać to przeczytałam w internetach i książkach wszystko na temat biegania i stwierdziłam, że bez porządnego sprzętu to nie ma opcji. Wszyscy się ze mnie ostro śmiali ale ja miałam dobre buty, pulsometr, ciuchy i dostawałam zadyszki po 500 m ;). No ale jednocześnie wiedziałam wszystko o tlenach, beztlenach, tętnie, tempie i takich tam, choć tą wiedzę na tym etapie mogłam sobie wsadzić….

Koleżanka zaproponowała mi w końcu start w biegu ulicznym. Matko pomyślałam sobie, że to jakiś dramat… i to jeszcze taki mega dystans 5 km ??? Bałam się ale się zgodziłam. Był chyba kwiecień, bieg miał być w październiku, więc co tam ;). Pamiętam jak się cieszyłam jak udało mi się przebiec pierwsze 5 km na bieżni i to w całkiem niezłym czasie. Oglądałam sobie snookera i samo poleciało. Byłam z siebie taka dumna. Teraz pewnie wrzuciłabym to na fejsa ale nie miałam wtedy fejsa ;).

 

Biegać każdy może.

Nagle okazało się, że ten fajny bieg uliczny to nie 5 km ale 10 km i nie odbywa się w październiku tylko w ostatnią niedzielę sierpnia. Przeraziłam się ale stworzyliśmy firmową drużynę biegową i stadnie zapisaliśmy się na bieg. Trenowaliśmy razem motywując się do działania, a ja ciągle umierałam na myśl, że mogłabym przebiec 10 km.

Pierwszą dychę zrobiłam w sumie przez przypadek i siłą woli. Pojechałam z koleżanką do lasu. Ona dzielnie towarzyszyła mi przy moim żółwim tempie. Na 9 km miałam już czarno przed oczami. Mogłam się zatrzymać ale dobiegłam do końca. Byłam z siebie taka dumna, choć mój czas był pewnie dla wielu osób żenujący … ja byłam wniebowzięta.

 

Czerwona fala.

Nigdy nie zapomnę tego dnia kiedy w czerwonej koszulce stanęłam na starcie potężnego biegu. Biegło nas chyba ok trzynastu tysięcy. Niezapomniane wrażenie i czerwona fala z przodu i z tyłu. To był mój pierwszy bieg i adrenalina spowodowała, że popełniłam chyba wszystkie najgorsze błędy początkującego biegacza. Źle wystartowałam, biegłam zbyt szybko, nie potrafiłam utrzymać tempa, zabił mnie stromy podbieg ale mimo wszystko do mety przybyłam o 20 minut szybciej niż moje pierwsze przebiegnięte 10 km.

Wiedziałam, że mogło być lepiej. Wiedziałam, że byłam zmęczona, bo wróciłam specjalnie na bieg. Kilka dni przed biegiem mój brat miał poważny wypadek samochodowy. Wszystko złożyło się do kupy ale jednak było super … złapałam bakcyla. Gdy kumpel poprosił mnie o start w kolejnym biegu na 10 km nie wahałam się ani chwili.

 

I nic inne się już nie liczy.

Wystartowałam w biegu niepodległości, o którym zawsze opowiadam z rozrzewnieniem ;). Nie było mnie na liście startowej bo organizator pomylił numery… koszulka okolicznościowa była okropna i wielka, a na mecie nie było wody. Kumpel, z który „biegłam” wyrwał do przodu tak, ze czułam tylko swąd palonej gumy, a ja z rozmysłem i na luzie, równym tempem dopadłam do mety.

 

Organizacja biegu wołała o pomstę do nieba, bo organizatorowi zabrakło trasy 😉 w związku z tym ostatnie kilkaset metrów dorabialiśmy wąskim ślimakiem aby ostatecznie szczęśliwi i zmęczeni zakończyć bieg. Wtedy właśnie po raz pierwszy złamałam godzinę na tym dystansie, choć nigdy nie udało mi się wyjaśnić tego faktu, że nie było mnie na liście zawodników ;), więc teoretycznie wszystko co napisałam powyżej to nieprawda.

 

Love and hate.

 

Mój związek z bieganiem to był trochę taki „love and hate relationship”, czyli taki ciepło – zimny ;). Nigdy nie wiedziałam kiedy mi się w mózgu przestawi, że będę biegać i biegać, a kiedy po prostu wrzucę buty biegowe w kąt i poczekam, aż pokryją się kurzem. Zawsze jednak wracałam … może zdradzam ale wracam jak bumerang ;). No i nie powiem jesteśmy już w tym związku ponad 8 lat ;).

 

Zawsze odpoczywaj.

Gdy w początkowej fazie treningu oprócz biegania dołożyłam sobie jeszcze wysiłek siłowy po prostu przemęczyłam swoje ciało. Nie mogłam zrozumieć, że zbyt dużo treningu bardziej mi zaszkodzi niż pomoże. W końcu utknęłam w martwym punkcie i z frustracji obraziłam się na bieganie. Po dwóch tygodniach założyłam buty biegowe i odkryłam, że stał się cud… biegnę szybciej niż zwykle.

 

Od tego czasu brałam czasem urlopy od biegania, choć nigdy nie zapomnę tego jak odbierałam pakiet startowy na półmaraton warszawski i płakałam. Miałam ostre zapalenie oskrzeli, brałam antybiotyk i wiedziałam już wtedy, że nie będę miała szansy wystartować… kilka miesięcy zimowych treningów poszło się …. No ale zdarza się i czasem mimo najszczerszych chęci musimy się poddać. Powrót do biegania po antybiotyku to masakra :(. Wtedy właśnie wzięłam sobie dłuższy urlop.

 

Zima zła 😉

Nie wiem dlaczego ale nie potrafię biegać latem. Najbardziej chyba lubię jesień i wczesną wiosnę. Cudownie gdy jest około dziesięciu stopni. Nie przeszkadza mi też bieganie w temperaturach ujemnych. Tylko na początku jest nieco nieprzyjemnie, a później już całkiem nieźle.

 

Teraz właśnie zbliża się jesień. Jeszcze dziś trochę charczę i prycham ale o dziwo nie marzę dziś o sztandze ani o dźwiganiu. Czuje, że już jutro wrzucę na siebie buty biegowe i wylecę na lekko przebieżkę rozruchową. No i chyba nawet w tym tygodniu nie wrócę na krossfitnesy aby w pełni cieszyć się głodem biegania w niedzielę ;). Mam nadzieję, że wytrzymam.

 

No i kochani pamiętajcie, że odpoczynek jest tak samo ważny jak sam trening. Czasem lepiej odpuścić niż za bardzo docisnąć. Szczególnie jak w moim przypadku ciągle muszę sobie przypominać, że 26 urodziny zaczęłam obchodzić już ponad dziesięć lat temu i chyba troszeczkę wolniej się regeneruję … no ale tylko troszeczkę ;).

Ehdi

#bieganie#CrossFit#trening#zawody
Written by Ehdi Mars
  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Po prostu wspaniały tekst z dedykacją dla wszystkich, którzy są ślepymi wyznawcami kultu biegania ale też dla tych, którzy by chcieli zacząć a boją się. Bieganie, tak jak nasze życie, ma wzloty, upadki, chwile dzikiej radości które muszą jednak być podparte pracą.

  • http://www.zastrzykinspiracji.pl/ Zastrzyk inspiracji

    Bieganie i love and hate – coś w tym jest. Nie wyobrażam sobie życia bez biegania. Bywały różne momenty, ale zawsze wracam… 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Tak … też mam różne momenty ale nie ma nic lepszego aby sobie uporządkować sprawy niż buty i samotność na drodze. Wtedy wszystko wydaje się prostsze jakoś ;).

  • http://mrslifestyle.pl/ Mrslifestyle.pl

    Masz sporo racji w tym co piszesz, niestety jeśli źle wystartujemy z tą aktywnością to jej nie polubimy. Wiem coś o tym, bo próbowałam kilka razy zanim polubiłam na dobre 🙂 Trzymam kciuki za kolejne dystanse!

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Dzięki 😉 czasem trzeba sobie też umieć odpuścić. Człowiek ma już chyba taką konstrukcję, że chce efekty bardzo szybko, a niektórym przychodzi to trudniej. Ja np. w ogóle nie mam „talentu” do sportu ale się nie poddaję ;).

      • http://mrslifestyle.pl/ Mrslifestyle.pl

        Chyba nie ma czegoś takiego jak talent do sportu dla amatorów, dlatego nie ma co się przejmować. Ja asem aktywności też nie jestem, ale lubię to i dużo lepiej się czuję, kiedy trochę się poruszam 🙂

        • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

          Ja byłam kiedyś wyczynowcem, więc mam do tego trochę pokręcone podejście. Dlatego też mówię o braku talentu, a może też trochę zmarnowanym talencie, bo talent miałam tylko nie do tego co mi się wydawało dla mnie dobre w tamtym czasie. No ale ważne, że sport nadal budzi we mnie pasję i choć zawsze wszystko u mnie zaczynało się od biegania, teraz i wywijania ze sztangą się nie wstydzę ;).

  • http://www.gendergosposia.com Gender Gosposia

    Szczerze nie nawidzę biegania. Dostaję krećka od kontrolowania oddechu, tętna ……. Gdzieś w tym gubi się przyjemność.

    • Karolina Szews

      To nie kontroluj !!! Ubierz buty i biegnij w takim tempie by czuć się dobrze i swobodnie oddychając, nawet jeśli to będzie wolniej niż gdybyś szła, bez patrzenia na pulsometr i tempo. I dużo się uśmiechaj. Reszta przyjdzie sama.

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      a ja Cię zapraszam tutaj http://ehdiblog.pl/?p=694 to jest opisane dlaczego ludzie zrażają się do biegania i dlaczego jest dla nich nieprzyjemne. Bo z reguły niestety biegamy za szybko i za wiele chcemy właśnie kontrolować, a chodzi o przyjemność ;).

  • http://madamevela.blogspot.com Vela

    Też wolę biegać w chłodzie, upały, a dodatkowo bieganie w nich mnie niesamowicie męczy. Zgadzam się z każdym punktem, do biegania też trzeba w ogóle podejść z głową, aby czerpać z tego przyjemność. 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Przede wszystkim nie można od siebie na początku zbyt wiele oczekiwać bo można się zniechęcić ;). To jest właśnie błąd większości początkujących biegaczy.

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Cudowna jesteś,uwielbiam Cię całą…Dużo zdrówka Nasza Siłaczko:*

    • http://bwotr.pl/ Bookworm

      Siłaczka. O tak. To do Niej pasuje 🙂

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Wy mię tu przestańcie słodzić bo się zarumienię :*

      • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

        Rumień się rumień, to tańsza wersja solarium:)

        • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

          No nie żebym przy tych moich włosach blond jak burak wyglądała, jak już to tak ładnie i równo opalona ;).

  • http://andanowa.pl AnuŚka Bąbik-Daniło

    Nigdy nie myślałam, że będę w stanie przebiec więcej niż 1 km. W końcu podjęłam wyzwanie i z pulsometrem, przykazaniami, żeby trzymać się odpowiedniego pulsu i moim mężem u boku, który mnie spowalniał i pomagał się nie nudzić;) przebiegłam… 5 km! Ależ byłam z siebie dumna! Drugi raz sama, znów 5! a potem kilka razy po… 3. Nudzi mnie wolne bieganie, cholera, nudzi, ale się próbuję przemóc i zakładam słuchawki na uszy. Próbuje się wkręcić;)

    • http://ehdiblog.pl/ Ehdi Mars

      Próbuj się odciąć i zacznij zajmować głowę czymś innym, po czasie nawet zapomnisz, że biegniesz ;). Ja często rozwiązuje różne problemy podczas biegania albo wpadam na najlepsze pomysły.